Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajdy. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2025

Motohistorie dwusilnikowe: dakarowe Daihatsu/Toyota

Pora na coroczny wpis na zapomnianym blogu. Ale za to w tym wpisie będą dwa silniki w aucie pod dwoma markami. Więc to prawie jak dwa wpisy. Zaczynamy!

Holendrzy mają jakieś dziwne skłonności do jazdy w Rajdzie Dakar pojazdami dwusilnikowymi. Jeden z pierwszych wpisów na blogu był o słynnym DAF Turbo Twin (do przeczytania tutaj). Dziś zaś auto znacznie mniej znane i znacznie lżejsze. Czyli to:

Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

Jak widać jest to Daihatsu. Pojazd oparto na mechanizmach i zawieszeniu Daihatsu Rocky, tylko że w trakcie projektowania wyszło, ze do zmiany jest właściwie wszystko. Postanowiono zamontować w aucie dwa silniki, po jednym na każdą oś. Owe silniki to 1.6 Toyoty znane z Corolli, dające 125 KM każdy. Czyli prawdopodobnie było to 4AGE. Choć początkowo planowano użyć ramy Rocky, to ostatecznie zdecydowano się na ramę przestrzenną własnej konstrukcji. Nadwozie zaś zbudowano z laminatu. 

Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

W ciągu pięciu miesięcy powstały dwa egzemplarze i oba miały wystartować w Rajdzie Paryż-Dakar 1985, będąc częścią holenderskiego zespołu w skład którego wchodziło aż dziesięć pojazdów. Oprócz owych dwusilnikowych Daihatsu startowały jeszcze cztery zwykłe Rocky, trzech motocyklistów i jedna ciężarówka Iveco stanowiąca tzw. szybki serwis. Czyli biorąca udział w zawodach ale w razie potrzeby pomagająca kolegom z zespołu i wioząca dla nich części zamienne. 

Na badaniu kontrolnym przed startem skład zespołu został zredukowany do ośmiu pojazdów - odpadły oba dwusilnikowe prototypy. Niestety nie udało mi się ustalić co dokładnie nie spodobało się kontrolerom.

Zespół jednak nie poddał się i postanowiono wrócić rok później, podczas Rajdu Paryż-Dakar 1986. W międzyczasie zespół uzyskał wsparcie holenderskiego importera Toyoty i zgłoszono się do zawodów jako Toyota Team Holland.

Drobnym problemem w tej sytuacji było to, że prototypy były zbudowane jako Daihatsu. Z problemem szybko sobie poradzono modyfikując nieco przody aut i zmieniając napisy na "Toyota". Silniki w końcu i tak były z Toyoty więc nawet się to bardziej teraz wszystko zgadzało.

 

Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

W reszcie zespołu zaszły zmiany - postawiono przede wszystkim na udział prototypów, dodatkowymi pojazdami zaś była Toyota Land Cruiser i ciężarówka MAN 8x8. Tym razem udało się przejść badanie kontrolne i wystartować w zawodach. Pierwszy z prototypów odpadł już podczas rozpoczynającego rajd prologu w Cergy-Pontoise, jeszcze we Francji. W aucie załogi Jim Vermeulen / Bernie Hutchinson pękło przednie zawieszenie i nie udało się go naprawić w wymaganym czasie. Zostało więc zdyskwalifikowane. Francuski organizator w iście francuskim stylu dopuścił jednak do dalszej jazdy znajdującego się w identycznej sytuacji Peugeota 205 którym kierował Ari Vatanen. Jak widać bycie częścią fabrycznego zespołu francuskiego producenta pozwoliło na bycie potraktowanym lepiej niż jacyś tam Holendrzy. 


Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

A co z drugim prototypem? Ten dotarł do części rajdu rozgrywanej w Afryce. Niestety, auto załogi Maarten Bottelier / Jille de Kleine odpadło z rywalizacji w Algierii i to w wybitnie pechowy sposób: na drodze dojazdowej do jednego z odcinków specjalnych, doszło do kolizji z samochodem osobowym. Ranni Holendrzy musieli zostać przetransportowani z powrotem do Europy a samochód pozostawiono na pustyni. Gdy po niego wrócono, został niemal doszczętnie rozkradziony.

Dwusilnikowe Daihatsu/Toyota nigdy więcej nie pojawiły się na starcie Rajdu Paryż-Dakar. Ale oba przetrwały do naszych czasów. Jeden był na sprzedaż kilka lat temu (w dość słabym stanie podobno), drugi zaś stanowi część kolekcji Louwman Toyota i jest niekiedy prezentowany publiczności na pokazach.

Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

Daihatsu-Toyota Dakar
źródło truckfan.nl

 

Zdjęcie z gratem bez związku z tematem:

Zamiast grata, całkiem fajny VW Golf: 

Golf

 

wtorek, 15 października 2024

Motohistoria: Franco De Paoli i jego pomysly na Rajd Paryż-Dakar

Dawno nie miałem weny ani czasu by stworzyć jakiś wpis na blogu. Ale choć raz na rok zamierzam na nim coś napisać (może kiedyś będzie częściej). Dlatego dziś opiszę takie dziwadło (i nie tylko):

Dakar F40
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Tak, wygląda jak replika Ferrari F40 ze znaczkiem Mitsubishi. Dzieło to powstało z pomysłu pana Franco De Paoli, włoskiego przedsiębiorcy z branży tekstylnej. Odkąd pan De Paoli spotkał twórcę Rajdu Paryż-Dakar, Thierry'ego Sabine, postanowił, że spróbuje swoich sił w pustynnej rywalizacji. W 1980 otworzył warsztat mechaniczny w Mediolanie i zabrał sie do przygotowywania aut. Pierwszy start w Rajdzie Paryż-Dakar Franco De Paoli zaliczył juz rok później, za kierownicą Range Rovera V8 przerobionego na coupe:

De Paoli Range Rover
źródło: https://www.dakardantan.com/

Tym pojazdem zajął 36-ste miejsce na mecie. W roku 1982 ponownie nim wystartował i dojechał 18-sty:

De Paoli Range Rover
źródło: https://www.dakardantan.com/

Na rok 1983 stwierdził jednak, że Range Rover Coupe jest zbyt mało interesujący. Dlatego na jego podwozie nałożył karoserię Rovera SD1!

Rover SD1 Dakar
źródło: https://www.dakardantan.com/

Niestety do mety nie dojechał. Ponownie spróbował swoich sił tym autem w roku 1984:

Rover SD1 Dakar
źródło: https://www.dakardantan.com/

I znów nie dojechał do mety. Do trzech razy sztuka? W Rajdzie Paryż-Dakar 1985 Range Rover SD1 znów pojawił się na starcie:

Rover SD1 Dakar
źródło: https://www.dakardantan.com/

Rover SD1 Dakar
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Ale znów zabrakło go na mecie. Na rok 1986 Franco De Paoli postanowił coś zmienić. I zmienił: nadwozie. Rok po tym jak dakarowy debiut zaliczyły Audi quattro (o czym możecie poczytać w jednym z poprzednich wpisów), nasz bohater postanowił nałożyć na Range Rovera nadwozie właśnie tego modelu niemieckiego producenta:

De Paoli Audi quattro Rover
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Dziś by go pozwano, ale w roku 1986 nikomu nie przyszło to do głowy, więc Range Quattrover pojechał w rajdzie. Niestety do mety też nie dojechał.

De Paoli Audi quattro Rover
źródło: https://delessencedansmesveines.com

W kolejnych latach wydawało się, że pan De Paoli znormalniał. W roku 1987 pojechał zwykłym Range Roverem, w 1988 zaś zmienił auto na Mitsubishi Pajero. W obu przypadkach nie ukończył zawodów. A skoro jazda z normalnymi nadwoziami nie przyniosła zmiany na lepsze to można znów wrócić do jeżdżenia czymś ciekawym. Dlatego na edycję 1989 przygotował auto, które widzieliście na pierwszym zdjęciu tego wpisu.

Dakar F40
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Było to Mitsubishi Pajero z silnikiem od Mitsubishi Starion i nadwoziem przypominającym Ferrari F40. Enzo Ferrari nie dostał zawału na widok tego pojazdu tylko dlatego, że już nie żył. Pracownicy cmentarza San Cataldo w Modenie, gdzie go pochowano, słyszeli co prawda odgłosy jakby przewracania się w grobie, ale typowo po włosku stwierdzili, że nie ma co się przejmować, kiedyś hałasy się skończą, po czym poszli na kawę.

Dakar F40
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Tak czy inaczej proporcje tego pojazdu wyszły zaskakująco dobrze biorąc pod uwagę, ze zamiast centralnie umieszczonego V8 jest tu 2,6-litrowe, turbodoładowane R4 umieszczone z przodu (zapewne był to silnik Mitsubishi o oznaczeniu G54B). Wzorem F40 zrobiono podnoszoną cała tylną część nadwozia pod którą zamiast silnika kryją się koła zapasowe i narzędzia. Całość nazwano "Red Typhoon" ("Czerwony Tajfun").

Dakar F40
źródło: https://delessencedansmesveines.com

Niestety, na czwartym etapie rajdu auto uległo awarii i znów pan De Paoli nie dojechał do mety. Do momentu awarii zajmował 63-cie miejsce. O ile udało mi się ustalić, w kolejnych edycjach nasz bohater jeździł już znów normalniejszymi autami. Łącznie wystartował w Rajdzie Paryż-Dakar aż 24 razy!

Dakar F40
źródło: https://delessencedansmesveines.com

A co  do Red Typhoon, to niestety auto nie przetrwało do naszych czasów. Kilka lat po swoim jedynym starcie, spłonęło w pożarze magazynu, w którym było przechowywane.

PS zapraszam też na kanał youtube gdzie wrzucam filmy ze swoich startów w amatorskich zawodach sportowych: HardToRace

Zdjęcie z gratem bez związku z tematem

Dziś zdewastowane Audi. Ktoś chciał chyba je otworzyć kątówką...

zdewastowane Audi

... po czym poddał się i wybił szybę od drugiej strony:

zdewastowane Audi



wtorek, 11 października 2022

Motohistoria: Dakarowa Celica

Znów wyszła długa przerwa od pisania. Ale znów blog wraca z nowym wpisem. Stali czytelnicy Autobezsensu zapewne pamiętają wpis o dakarowych Toyotach (dostępny tutaj). A także wpis o dakarowym Rolls-Royce (o ten). Dziś zaś będzie o aucie będącym jakby połączeniem tamtych pomysłów. Bo chodzi o Toyotę, jednak mającą pod spodem mechanikę inną, niż sugerowałoby nadwozie. Do rzeczy zatem.

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

W roku 1979, pewien francuski kierowca, Pierre Fougerouse postanowił spróbować swoich sił w nowopowstałym Rajdzie Paryż-Dakar. Pan Fougerouse zgłosił więc na start Toyotę Land Cruiser serii BJ. Pilotką została pani Anne-Marie De Belabre. Otrzymali oni numer startowy 136. Niestety, nie udało im się dojechać do mety. Pierre Fougerouse postanowił jednak, że na pustynny maraton wróci, jednak skonstruuje do tego celu coś ciekawego. Tym czymś miała być również Toyota, jednak zamiast Land Cruisera, użyto modelu Celica. 

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Oczywiście jak wspomniałem wyżej, wygląd, a mechanika tego pojazdu to dwie różne rzeczy. Pod spodem był to po prostu Land Cruiser HJ45 ze skróconą ramą. Nadwozie Celiki zostało zaś mocno poszerzone by zmieścić terenowe opony. Do tego zamontowano w nim metalową osłonę chroniącą przód przed uszkodzeniami. Pod maską zaś znajdowało się V8 Chevroleta o mocy maksymalnej 250 KM. Napęd przekazywany był na wszystkie cztery koła.

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Budowa tego samochodu zajęła ponad dwa lata. W roku 1982 pojawiło się ono na starcie Rajdu Paryż Dakar i otrzymało numer startowy 170. Za kierownicą oczywiście zasiadł Pierre Fougerouse, a tak jak poprzednio, pilotowała go Anne-Marie De Belabre. 

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Niestety, jak to bywa z takimi wynalazkami, auto nie było jeszcze w pełni skończone i przetestowane. Co prawda przetrwało europejską część rajdu, ale już w Algierii zaczęły się problemy z układem zapłonowym. Okazały się one na tyle poważne, ze załoga musiała się wycofać z rywalizacji.

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Był to ostatni raz gdy można było oglądać Celikę na słynnym rajdzie. Choć Pierre Fougerouse startował dalej, tym razem już standardowymi Toyotami. Jego najlepszy rezultat to trzecie miejsce w edycji 1985, gdy zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej jadąc Land Cruiserem FJ60. Pilotował go wtedy Dominique Jacquemard. Pan Fougerouse jeździł w słynnym maratonie do edycji 1992 włącznie, po czym skupił się na obsłudze i przygotowywaniu aut innym zawodnikom.

Land Cuiser
Land Cruiser FJ60, którym Pierre Fougerouse dojechał na podium Rajdu Paryz Dakar w roku 1985, źródło: dakardantan.com

A co stało sie z Celiką? Niestety nic dobrego. Pierre Fougerouse znalazł co prawda nowego sponsora i wystartował nią w hiszpańskim rajdzie Baja Aragon. Do mety jednak nie dojechał: auto dachowało i zapaliło się. Załoga zdołała opuścić samochód, ale Celica doszczętnie spłonęła. Nigdy nie podjęto próby jej odbudowy.

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

Celica Dakar
źródło: dakardantan.com

W roku 2014 powstało jednak 30 sztuk modelu tego auta w skali 1:32:

Celica Dakar
źródło: slotcar-today.com

Celica Dakar
źródło: slotcar-today.com

Zdjęcie z gratem bez związku z tematem

Dziś kolejowe Seicento z Białowieży:

Seicento drezyna


niedziela, 26 grudnia 2021

Lekcje Amatorskiego Motorsportu 10: jeden sezon, dwa tytuły

Poprzedni odcinek serii Lekcje Amatorskiego Motorsportu zakończyłem opisem pierwszego zwycięstwa, jakie udało się osiągnąć za kierownicą Hondy Civic V generacji. Jako, że sezon startów niedawno dobiegł końca, czas opisać co było dalej. Zapraszam na dalsze podsumowanie moich tegorocznych startów w cyklach Race Day oraz Samochodowych Mistrzostw Białegostoku (SMB).

Lekcja 63 - warto sprawdzić adresy sklepów z artykułami metalowymi w okolicy imprezy gdzie się startuje

III runda Race Day. Z jednej strony puchar za pierwsze miejsce w FWD1600 (marny wyczyn biorąc pod uwagę bardzo słabą frekwencję na tej rundzie, więc bardziej pamiątka z zawodów niż realne osiągnięcie), z drugiej dwie awarie. Najpierw odkręciła się i wyleciała jedna śruba mocująca silnik do nadwozia. Całe szczęście, że zawody odbywały się w sobotę. Szukanie w Internecie pozwoliło ustalić, że w odległości 14 km jest jeszcze otwarty sklep z artykułami metalowymi. Po upewnieniu się telefonicznie, że będą mieli pasującą śrubę, pojechałem tam wraz z dwoma kolegami, którzy towarzyszyli mi na wyjeździe. Po powrocie udało nam się tą śrubę zamontować. W czym wybitnie pomogło, ze jeden z kolegów był wystarczająco silny by odchylić silnik umożliwiając wepchanie jej na miejsce. Wyjechałem więc na kolejną sesję (w deszczu) i wróciłem do boksu z przerywającym od 7000 obr./min. silnikiem. Niestety, na zawodach nie udało się ustalić przyczyny tej usterki. 

Civic


Lekcja 64 - na hopach warto czasem odpuścić

Tym razem dość trudna runda Samochodowych Mistrzostw Białegostoku. Typowo KJS-owo: trzy lokalizacje, 9 przejazdów, dojazdówki, nawet hopa i ciasne nawroty których nie lubię. Na jednym odcinku popełniłem błąd na nawrocie i musiałem cofać. Organizator zdecydował się też poprowadzić trasę tak, że w jednym miejscu auto odrywało się od ziemi. Ja decydowałem się tam nieco zwolnić by ograniczyć ryzyko przy lądowaniu. Niektórym konkurentom zdarzyło się zaś zakończyć tam udział w zawodach.

Civic

Mimo tych trudności, udało mi się zająć pierwsze miejsce w klasie K2 (na 13 startujących załóg) i 6-ste w klasyfikacji generalnej (na 41 załóg). 

Lekcja 65 - zawsze warto dokładnie wiedzieć jakie części ma się w aucie

Trzeci start tego samego miesiąca, znowu Time Attack: IV runda Race Day. Na pierwszej sesji czas wyszedł całkiem przyzwoity, pozwalający objąć prowadzenie w klasie FWD1600 (gdzie tym razem zgłosiło się 8 aut). I to znów jadąc z pasażerem. Niestety na drugiej auto nagle zgasło. Winny okazał się palec rozdzielacza, który rozpadl się i zdemolował kopułkę aparatu zapłonowego.

zapłon
Widoki po otworzeniu aparatu zapłonowego

Wydawało mi się że jedno i drugie mam zapasowe. Niestety, jak się okazało, mam części do innego typu aparatu zapłonowego. I cały start szlag trafił. Na pocieszenie zostało to, że czas okrążenia z pierwszej sesji pozwolił utrzymać zwycięstwo w FWD1600. Jeden miesiąc, trzy imprezy,  trzy awarie (śruba i dwa razy problem z zapłonem), trzy zwycięstwa. Bez sensu. Czyli pasuje do bloga.

Lekcja 66 - więcej odwagi

Rajd Bielska Podlaskiego w ramach SMB - startowałem we wszystkich edycjach i nigdy dotąd nie stanąłem na podium. No i w tym roku nie zapowiadało się lepiej. Zepsułem pętlę jadąc za ostrożnie a i raz gasząc silnik przez zblokowanie kół na hamowaniu. Potem goniłem, ale do wygrania klasy zabrakło 1,3s i skończyło się drugim miejscem. No ale przynajmniej jest w końcu podium w tym pechowym dla mnie rajdzie i do tego 9-te miejsce w klasyfikacji generalnej też wstydu nie przynosi. Auto zaś przetrwało go bez awarii, co nie było łatwe biorąc pod uwagę potężne wyboje na jednym z odcinków. I wniosek z tego startu jest taki, że na tak nierównych trasach trzeba jechać odważniej. W końcu po to jest ta płyta pod silnikiem.

Lekcja 67 - liczy się trzecie miejsce po przecinku

Niedługo po powyższym starcie, nastąpiła trzecia w tym roku wizyta na Torze Jastrząb (podczas V rundy Race Day) i trzecie zwycięstwo w FWD1600 na tym obiekcie. Nie było lekko. Udało się pokonać innego Civika V z takim samym silnikiem zaledwie o 0,004s! 

Walka trwała przez cały dzień, łącznie sześć sesji. Rywal cały czas był z przodu. Na czwartą sesję założyłem na przód świeższe opony i to pozwoliło mi się do niego mocno zbliżyć. Na piątej pojechałem wszystko co się dało i osiągnąłem czas 01:29.085, obejmując prowadzenie w klasie właśnie o 0,004s.

Na szóstej sesji ani ja, ani mój konkurent nie zdołaliśmy już poprawić czasów. Szybciej najwidoczniej już się naszymi autami nie dało jechać. 

Trasa była techniczna, wymagała nieco odwagi i pomysłu na tor jazdy. A jako, że nie było zbyt wiele długich prostych to mój Civic pokonał sporo teoretycznie lepszych aut, jak np. Lancery Evo X czy Lotus Exige.

Był to zdecydowanie mój najlepszy start w Time Attack odkąd ścigam się w tego typu zawodach. Walka przez cały dzień z mocną konkurencja, zrobione bardzo dużo kilometrów po torze, auto bez awarii, wygrana i poczucie, że pojechałem wszystko co się dało i jeszcze trochę. A do tego wiedziałem już ze po tym starcie mistrzostwo w klasie FWD1600 w serii Race Day jest już pewne na jedną rundę przed końcem sezonu.

Niestety, bateria w kamerce padła tuż po rozpoczęciu najszybszego okrążenia. Ale zachowało się niewiele wolniejsze:


Lekcja 68 - czasem kręte próby są fajne

Zazwyczaj lepiej czuję się na szybkich próbach, a typowo KJS-owe próby zręcznościowe mi nie odpowiadają. Tym razem, podczas V rundy SMB było inaczej. Pierwsza, bardzo techniczna próba pozwoliła mi objąć prowadzenie nie tylko w klasie K2, ale także w klasyfikacji generalnej. Niestety, na drugim jej przejeździe sędziowie wpuścili (znów) przede mnie wolniejszego zawodnika. No i z prowadzeniem w całych zawodach się pożegnałem (finalnie dojechałem na trzecim miejscu). Ale za to prowadzenie w klasie utrzymałem do końca ze sporym zapasem. Ogólnie gdyby nie sytuacja z trzeciej próby, byłby to bardzo przyjemny KJS.

Civic


Lekcja 69 - slicki w deszczu

Finał serii Race Day na torze Motopark Ułęż. Szybko, bez presji (bo mistrzostwo w FWD1600 już i tak pewne), ale za to w zmiennych warunkach. Niedogrzane slicki powodowały dość ciekawe zachowanie auta. A jednocześnie wody na torze nie było na tyle dużo by opłacało się zakładać opony z bieżnikiem. Ale nie narzekam - było fajnie (choć zimno i wietrznie) i ponownie wygrałem klasę FWD1600. Plus nauczyłem się lepiej wyprowadzać Hondę z poślizgów. Choć nie zawsze skutecznie, jak widać na filmie podsumowującym start:

No i jako, że ten i poprzednie dwa starty wszystkie odbywały się w październiku, to udało sie powtórzyć wyczyn spod znaku jeden miesiąc, trzy starty, trzy zwycięstwa. Tym razem bez awarii.

Lekcja 70 - liczenie punktów

KJS Rajd Niepodległości w ramach SMB. Ciekawe próby, ale moje tempo było bardzo ostrożne. Dojechałem na drugim miejscu w klasie K2. Do połowy zawodów nawet prowadziłem w kasie, nawet pomimo kolejnej sytuacji z blokowaniem przez wpuszczonego przede mnie wolniejszego zawodnika, jednak potem nie potrafiłem tego utrzymać. Zbyt mocno się skupiłem na zdobyciu punktów, które pozwoliły mi zapewnić sobie mistrzostwo w klasie K2 w SMB na rundę przed końcem sezonu.

Lekcja 71 - zimowe "nalewki" działają dobrze tylko na śniegu

Ostatnią imprezę sezonu i ostatnią tegoroczną rundę SMB chciałem pojechać już tylko dla przyjemności. Niestety, ciężko nazwać ten start przyjemnym. Opony Profil Alpiner (tzw. nalewki, czyli opony bieżnikowane), które znakomicie spisywały się na śniegu, w brei pośniegowej i na mokrym asfalcie sprawiały, że ciężko było trafić w drogę. Do tego impreza miała problemy organizacyjne - jeden odcinek odwołano po tym jak okazało się, że próba zmieniła układ w trakcie jej trwania (!), na pozostałe trzeba było czekać jakąś absurdalną ilość czasu w ogromnych kolejkach. Do domu wróciłem poirytowany a frajda z jazdy była żadna, mimo że jedna z prób odbywała się w dość ciekawej lokalizacji. Drugie miejsce w klasie K2 nie poprawiało nastroju ani trochę. 

Podsumowanie

Ogólnie ten sezon uważam za najlepszy w swojej "karierze" (o ile można tak nazwać jeżdżenie w czysto amatorskich cyklach). Były awarie, było trochę błędów, czasem trzeba było się bardziej postarać i pojechać odważniej. Ale w porównaniu do beznadziejnego sezonu 2020 to są to drobiazgi. A w porównaniu do wcześniejszych lat też jest zupełnie dobrze. Wystarczy spojrzeć na statystykę.

Na 12 tegorocznych startów w dwóch seriach (6x Race Day i 6x SMB) udało się osiągnąć:

-12 miejsc na podium w klasie

-7 zwycięstw w klasie (5x w FWD1600 w Race Day, 2x w K2 w SMB)

-Tytuły mistrzowskie w FWD1600 w Race Day i w K2 w SMB - oba zapewnione na rundę przed końcem cyklu

O takich wynikach w poprzednich autach mogłem tylko pomarzyć. Civic okazał się nieco kapryśny, ale jak widać całkiem skuteczny w osiąganiu dobrych wyników. Powrót do imprez typu Time Attack poszedł zdecydowanie lepiej niż mogłem sobie wymarzyć. W KJS-ach też poszło dobrze, choć frajda z jazdy w nich jest jakoś coraz mniejsza i w sumie jeżdżę w nich głównie dlatego, że wpisowe jest niskie i mam je na miejscu. Wypadałoby w przyszłym sezonie poszukać sobie jakiegoś nowego wyzwania. Mam pomysł na jeden ciekawy start, ale zobaczymy na co pozwoli czas i budżet. Jeśli uda się coś interesującego pojechać to na pewno opiszę to w tej serii.

puchary
Puchary za wygrane w tym sezonie

Zdjęcie z gratem bez związku z tematem

Dziś w programie Passat kombi:

Passat

środa, 16 czerwca 2021

Lekcje amatorskiego motorsportu 9: VTEC kicked in yo!

Witam w kolejnej części cyklu Lekcje amatorskiego motorsportu, gdzie opisuję swoje przygody za kierownicą w rozmaitych zawodach dla amatorów i staram się z nich wyciągnąć jakieś wnioski. Ostatnia część opisywała początek sezonu 2020, który miał się dla mnie okazać najtrudniejszym od lat. I nie tylko przez stan epidemii covid-19. Z jej względu odwołano z resztą drugą rundę sezonu Samochodowych Mistrzostw Białegostoku (SMB) 2020. Na trzecią jednak udało się zdążyć z budową nowego auta rajdowego: Hondy Civic V generacji.

VTEC
Ja i mój obecny pilot gdy pierwszy raz właczył sie VTEC

Lekcja 54 - 0,2s to bardzo dużo

Najpierw po zbudowaniu wyszedł problem z silnikiem. Bazą był Civic 1.5 do którego w ramach budowy zamontowano silnik B16A2 - 1.6 160 KM. Niestety, miał być w idealnym stanie a wyszło ze 10 minut jazdy powoduje zniknięcie połowy oleju z silnika. Udało się dogadać, że zostanie wymieniony na inny na korzystnych dla mnie warunkach, zaś w międzyczasie mam pojechać dwie rundy SMB póki będzie dostępny silnik B16 w faktycznie idealnym stanie. Ok, więc jedziemy. Na prawym fotelu moją żonę zastąpił kolega, który wcześniej ścigał się Nissanem Almerą. Cóż, auto rajdowe to nie są warunki dla kobiety w ciąży. III runda SMB ubiegała wiec pod znakiem nauki nowego auta, tak bardzo różnego od tego z czym miałem do czynienia wcześniej. Zmienne warunki pogodowe sprawiły że przed ostatnią próbą byłem na prowadzeniu klasy K2. Niestety, na ostatnim odcinku straciłem zbyt dużo i spadłem na drugie miejsce ze stratą zaledwie 0,2s do zwycięzcy. No ale przynajmniej wyglądało na to, że auto ma potencjał. 

EG B16


Lekcja 55 - nagły downsizing 

IV Runda SMB 2020 - zaczęło się przyzwoicie, a na drugim odcinku silnik przeszedł w tryb trzycylindrowy. Nie dało się tak jechać. Jak się później okazało, przyczyną nagłej zmiany silnika 1.6 R4 w 1.2 R3 była awaria świecy zapłonowej. No cóż, silnik i tak był do wymiany, wiec od razu samochód został odstawiony do serwisu.

Lekcja 56 - valneło

Nowy silnik wstawiony, szybkie testy wykazały, ze tym razem faktycznie działa jak stan idealny. W takim razie trzeba by gdzieś pojechać. Np. na jakiś track day. Wszedł z tego wyjazd na tor Jastrząb i dwie awarie. Najpierw awaria lawety: 70 km od celu pękła opona . A w Peugeot Boxer jest debilny system zwalniania koła zapasowego. Który się zaciął i koła nie dało się wyciągnąć. W dwuletniej autolawecie... No trudno, zadzwonione po pomoc, laweta porzucona, dalej ja i kolega z którym dzieliliśmy zestaw pojechaliśmy na kołach. Na Jastrzębiu przejechałem 9 kółek i padło nowe sprzęgło. Jak się okazało później, wada fabryczna. Potem jeszcze godziny czekania na podstawienie sprawnej lawety. Do domu wróciłem po 03:00 w nocy.

EG B16

Ogólnie Autodrom Jastrząb na plus, bardzo fajny obiekt. Zdecydowanie polecam go odwiedzić. Zaś lekcją na przyszłość jest unikanie części marki Valeo. Powinni zmienić nazwę na Valneło.

valneło


Lekcja 57 - szykan nie warto omijać

Rajd Bielska tradycyjnie w moim wykonaniu beznadziejny: kara 30 sekund za ominięcie szykany. Moja wina - zblokowałem koła na hamowaniu. Gdyby nie kara byłoby podium w klasie, ale po raz kolejny nie wyszło.

Lekcja 58 - ciężki problem

Rajd Niepodległości w ramach SMB pokazał, że nadal wjeżdżam się w auto. Na próbach rozgrywanych na białostockim torze, który dobrze znam, czasy były na poziomie pierwszej 6-9 klasyfikacji generalnej. Niestety, na pozostałych odcinkach jeszcze jechałem za mało odważnie i tam traciłem. Finalnie wyszło 13-ste w generalce na 61 załóg i 4te w klasie (na 17 załóg). Czyli sporo do poprawy. A najbardziej do poprawy była waga auta. Civic z rozbudowaną klatką bezpieczeństwa waży 1060 kg. Trzeba będzie go odchudzić.

Lekcja 59 - DOT w oponach zimowych jest ważniejszy niż ich marka i model

Ostatnia impreza i ostatnie rozczarowanie sezonu 2020. Bo niestety znów zawody (VII Runda SMB) nie poszły po mojej myśli. Spory błąd w ocenie przyczepności na pierwszej próbie poskutkował koniecznością cofania by nie złapać kary za pomylenie trasy (nauczka po Bielsku). Błąd był też spowodowany oponami na których jechałem: Goodyear Ultragrip Performance G1 - niestety 6 letnie. Na lodzie i potem śniegu trzymały słabo. Mimo to mieliśmy nadzieję odrobić nieco na kolejnych próbach. I tu na przeszkodzie stanął nam... Daewoo Lanos. Organizator dwa razy (na drugiej i trzeciej próbie) wypuścił przed nas załogę startującą koreańskim autem, której potem nie mogliśmy wyprzedzić. Nie mam tu pretensji do tej załogi - dostali sygnał do startu i jechali tak szybko jak sprzęt i umiejętności pozwalały, za drugim razem dodatkowo nas przepuszczając tam, gdzie było na to miejsce. Jednak wkurzyła postawa organizatora - straciliśmy przez to, a czasy nie były potem korygowane, bo ponoć nie tylko my byliśmy blokowani. No cóż... pozostawię to bez komentarza, ale w takiej sytuacji to równie dobrze można sobie losować czasy. Ostatnia nocna próba zaś pokazała, ile warte są tanie lampy LED z allegro przy opadach śniegu: świeciły tak rozproszonym światłem, że nic nie było widać i szybko zdecydowałem się je wyłączyć i opierać na standardowych reflektorach Hondy. Ostatecznie zawody ukończone na 5-tym miejscu w klasie K2 (na 17 załóg) i 12-stym w klasyfikacji generalnej (na 46 załóg).

EG B16


Lekcja 60 - redukcja masy i świeże opony zimowe dają efekty

Przez przerwę zimową udało się nieco ograniczyć wagę auta. Kupiłem lekkie felgi, założyłem lekką nagrzewnicę, maskę z włókna węglowego, wywaliłem sporo plastików itp. z auta. Powinno się udać zejść w okolice 1000 kg. I przede wszystkim kupiłem nowe opony zimowe. Tak zaczął się kolejny sezon w którym na fotelu pilota zasiadł Grzegorz (były właściciel rajdowej Almery). Pierwszą rundę sezonu pojechałem istnym cudem. Tuż przed startem okazało się, że Civic w ogóle przestał hamować - straszliwie zapowietrzały się hamulce. Przyczyna problemu nie była łatwa do znalezienia, ale na szczęście znam utalentowanych mechaników i udało się stanąć na starcie. Po czym dojechaliśmy na trzecim miejscu w klasie K2 (na 20 zgłoszonych załóg) i 7-mym w klasyfikacji generalnej (na 56 zgłoszonych załóg) Na trasie dwóch z 5 przejazdów nawierzchnia była   taka, że musiałem odpuszczać. Trzeba będzie płytę pod silnik zrobić bo teraz bałem o miskę olejową i miejscami mocno zwalniałem. No ale poza tym bezproblemowo na mecie i na podium, więc przyzwoity początek sezonu.

EG B16


Lekcja 61 - 13 cali wystarczy

Jako ze druga runda SMB została odwołana (bo covid), mogłem w spokoju przygotować się do czegoś co chciałem zrobić od dwóch lat. Czyli wrócić do zawodów typu Time Attack. Zapisałem się więc na I rundę serii Race Day, rozgrywaną na Motopark Ułęż. Stało się to też okazją do poznania jazdy na 13-calowych slickach oraz sprawdzenia jak mój Civic zachowuje się przy dużych prędkościach. Oba doświadczenia wyszły bardzo pozytywnie: opony trzymały niesamowicie, Civic zaś spisywał się bez zarzutu i pozwalał na czerpanie mnóstwo radości z jazdy. A tej z kolei było dużo: ponad 80 km przejechane po torze. Czyli sporo, szczególnie w porównaniu do KJS, gdzie jedna impreza ma około 10 km jazdy sportowej i SKJS gdzie pokonuje się około 25 km. A do tego wszystkiego zająłem trzecie miejsce w klasie FWD1600.

EG B16

Tak wyglądało moje najszybsze okrążenie:


Lekcja 62 - każdy przejazd się liczy

Kolejna runda SMB znów odwołana (po części covid, po części jakieś problemy organizacyjne), więc kolejnym startem była druga runda serii Race Day na Autodromie Jastrząb, zorganizowana w ostatnią sobotę (12.06.2021). Rok wcześniej wizyta na tym obiekcie była koszmarem - problem z lawetą i zepsute auto. Ale sam tor bardzo mi się podobał i postanowiłem spróbować przywieźć z niego lepsze wspomnienia. Udało się: zdobyłem I miejsce w klasie FWD1600. Awaria systemu pomiarowego podczas drugiej sesji sprawiła, że klasyfikację ustalono na podstawie pierwszej, gdzie jechałem z obecnym pilotem na zasadzie „czas się doszlifuje potem, na razie spróbujmy opisać szybszą niż na KJS-ach trasę". Jak widać kolega bardzo dobrze dyktował trasę, skoro wyszło z tego zwycięstwo. A przy okazji przypomniało mi to, że nawet na Time Attack tempo trzeba mieć dobre od początku do końca zawodów i nie ma miejsca na odpuszczanie. 

EG B16
EG B16

Niestety nie zamontowałem kamery na mierzoną sesję. Ale zamontowałem ją na sesje odbywające sie już po awarii systemu pomiarowego, gdzie jeździło się dla przyjemności:

Podsumowanie części dziewiątej

Dopiero rok po zbudowaniu Hondy udało się tym autem odnieść jakieś zwycięstwo. Coś jak z systemem VTEC: długo trzeba się nakręcić by zaczęło być fajnie, ale warto. Stanowiło to też dobrą motywację do stworzenia tego wpisu. I teraz może pojawić się pytanie: czy przy tych wszystkich porażkach żałuję bądź żałowałem tego, ze pozbyłem się Opla na rzecz Hondy. Odpowiedź brzmi: nie, ani razu. Wiem, że Civic jest lepszym autem: ma wielowahaczowe zawieszenie, seryjne 100 KM z litra pojemności ze znanymi i sprawdzonymi sposobami podnoszenia mocy i przede jest świetnie rozpracowany jeśli chodzi o zastosowanie w sporcie. Zaś w Oplu wiele rzeczy trzeba było wymyślać od zera, zaś efekty nie były do końca zadowalające. Jedyne czego brakowało Hondzie po zbudowaniu to dopracowania oraz dostosowania mojego stylu jazdy bym mógł to wykorzystywać. Nadal jeden i drugi proces nie jest zakończony, ale przynajmniej jest jakaś nadzieja. W końcu najważniejsze w tym wszystkim to się nie poddawać.

Zapraszam przy okazji na kanał na youtube gdzie znajdziecie onboardy z opisywanych startów.

Zdjęcie z gratem bez związku z tematem

Zamiast grata jest dzis bardzo fajny Fiat 126p:



Zawsze mnie nieco szokuje jak bardzo urosły auta od czasów popularności 126p. Oraz to, że szerokość miejsc na wielu nowych parkingach jest nadal taka, jakby Maluch był wciąż podstawowym samochodem Polaków.

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum