Pokazywanie postów oznaczonych etykietą streetracing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą streetracing. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2016

Motohistoria: Kanjozoku

Temat japońskich wyścigów ulicznych powraca znów na Autobezsensie. Było już o Mid Night, teraz czas przenieść się w nieco inną część Japonii. Do Osaki. Poznamy dziś grupę zwaną Kanjozoku.

źródło: speedhunters.com
Kilka lat temu trafiłem w internecie na pewien film, fragment magazynu JDM Insider. Przedstawiał on grupę Hond Civic jadących z absolutnym brakiem poszanowania dla przepisów ruchu drogowego. Z jednej strony wyglądało to głupio, z drugiej fascynująco. Okazało się, ze tak wyglądają wyścigi uliczne w Osace. Jeżdżą po drodze zwanej Kanjo. I przez parę lat więcej informacji nie udawało mi się zdobyć. No ale teraz co nieco się znalazło, to może być z tego wpis. Film zaś możecie zobaczyć poniżej:


Czym jest Kanjo? Tak nazywana jest obwodnica miasta Osaka. Jest szeroko, jest równo i jest trochę zakrętów. Czyli w sumie idealne warunki by pojeździć jakimś lekkim, zwinnym autem. Problem tylko w tym, że jest tam ruch uliczny. W dzień spory, w nocy nieco mniejszy, ale zawsze. Dla jednych jest to problem, dla Kanjozoku ("zoku" w japońskim oznacza "grupę", czasem nawet bywa tłumaczone jako "plemię") - niekoniecznie.

źródło: speedhunters.com
Lata 80-te i 90-te w Japonii to pełny rozkwit wyścigów samochodowych. Producenci samochodów uznawali motorsport za idealną reklamę i poligon doświadczalny. Jednym z tych producentów była Honda. Model Civic nie dość, że dominował w swojej klasie w najbardziej prestiżowych japońskich seriach wyścigowych, to jeszcze organizowano jednomarkowy puchar. Mała Honda, od swojej trzeciej generacji, wpisała się do świadomości klientów jako zwinny, szybki, dostępny cenowo, samochód. Który przy okazji jest zupełnie praktyczny w użytkowaniu na co dzień. Nie minęło wiele czasu, aż fani Hondy i wyścigów zaczęli modyfikować swoje auta tak, by przypominały to, co widać na torach. A jak już ktoś ma auto przypominające wyścigowe i trafi na tak przyjemny kawałek drogi jak pętla Kanjo, do tego spotka jeszcze podobnego sobie osobnika, to wiadomo czym to się może skończyć. Oczywiście wyścigiem. Tylko niezbyt legalnym.

źródło: speedhunters.com
Z nie do końca zrozumiałych powodów (w końcu to nie jedyny kawałek fajnej drogi w Japonii), wielu kierowców w Osace oszalało na punkcie ścigania się swoimi Hondami po Kanjo.

Fenomen ten zaczął się w latach 80-tych, kiedy na drogach królowała jeszcze trzecia generacja Civica, a na dobre rozkręcił się wraz z wejściem na rynek czwartej. Przez koniec lat 80-tych i niemal całe 90-te pętla Kanjo rozbrzmiewała co wieczór echem wysokoobrotowych silników Hondy.

Dlaczego akurat Civic? Bo jest lekki, ma świetne zawieszenie i bardzo mocne silniki. A do tego jest nieduży, więc łatwo go zmieścić pomiędzy auta biorące udział w normalnym ruchu ulicznym. Podobno Kanjozoku próbowali różnych aut i wyszło im, że Honda najlepsza. Każdy szanujący się streetracer w Osace miał Civika. Nie zawsze legalnie zdobytego - mała Honda była jednym z najczęściej kradzionych aut w tamtym regionie. Po prostu masz Civika, pewnej nocy ktoś ci go kradnie, a parę dni później, taki sam Civic pędzi po Kanjo z prędkością daleką od dozwolonej. Plotki mówią, że w szczycie popularności wyścigów ulicznych w Osace, jak ktoś posiadał Civika, to automatycznie uznawano, że ma się ścigać. Jak się nie ścigał, to znaczy, że można mu to auto ukraść. Wręcz absurdalnie brzmi pewna informacja, na którą trafiłem: ponoć niektórzy wręcz prosili streetracerów o pozwolenie na posiadanie Hondy Civic do jazdy na co dzień - wtedy podobno taki wóz nie był kradziony. Nie chce mi się w to wierzyć. No ale to Japonia, a tam się rożne dziwne rzeczy dzieją.


W każdym razie gdy już taki streetracer zdobył Civika (kupując lub kradnąc), przystępował do przeróbek. Silnikowo zazwyczaj decydowano się na jednostkę B16 lub B18 (1.6 lub 1.8 litra 150-190 KM zależnie od wariantu). Ale pozostawiano ją seryjną lub też modyfikowano w bardzo niewielkim zakresie. Na Kanjo bardziej od mocy potrzebna była zwinność.

źródło: speedhunters.com
Dlatego skupiano się przede wszystkim na redukcji masy - wywalając wszystko ze środka i tnąc niepotrzebne wzmocnienia. Do tego często montowano skręcaną klatkę bezpieczeństwa. Plus ewentualnie modyfikacje zawieszenia i dobre opony. Podobno czasem nawet wyścigowe slicki - skoro i tak auto ściga się nielegalnie, do tego czasem jest i kradzione, to kwestia czy opony są dopuszczone do ruchu, uznawana była za pomijalną. No a takie opony może akurat pozwolą uciec przed policją. A jak się nie uda? Częstą praktyką było porzucenie auta. A żeby utrudnić panom w mundurach pracę, numer VIN był wycinany, a samochody nie miały tablic rejestracyjnych (albo miały fałszywe). Dlatego miedzy innymi przeróbki były ograniczane do minimum - jeśli auto wpadnie w ręce policji, to przynajmniej nie stracimy wiele pieniędzy. I będzie można kupić/ukraść nowe. Inną praktyką stosowaną dla zmylenia policji, było częste przemalowywanie aut. Zazwyczaj w barwy przypominające samochody z legalnych wyścigów. Oczywiście do malowania nikt się specjalnie nie przykładał. Raz, ze zaraz trzeba będzie znowu przemalowywać. A dwa, że ciągle istniało ryzyko rozbicia auta, albo skonfiskowania go przez policję.

źródło: speedhunters.com
Jakby tego było mało, dla zwiększenia szans na zachowanie anonimowości, montuje się też siatki w okna, takie jak w samochodach wyścigowych. Tylko tu poza bezpieczeństwem, utrudniają one rozpoznanie kierowcy. Do tego wielu używa masek hokejowych, które stały się niemal symbolem Kanjo.

źródło: speedhunters.com
No dobra, mamy auto bez tablic, z wyciętym VIN, kradzione, z nielegalnymi przeróbkami. Pojawia się więc pytanie, jak tym dojechać na Kanjo? No nie trzeba dojeżdżać! Wystarczy wynająć garaż w okolicy,  do którego dotrzemy np. komunikacją publiczną. A potem przesiadka do Hondy i jazda! 

źródło: speedhunters.com
A jak już pędzimy po krętej drodze, to przyjemniej robić to w grupie. Kierowcy szybko zaczęli się łączyć w grupy. Najbardziej znane to: Temple Racing, Topgun Racing, Club Wharp, Law Break, No Good Racing, Late Riser. Rywalizacja między nimi była ponoć bardzo zacięta. Czasami po wyścigach dochodziło nawet do bijatyk.

źródło: speedhunters.com
źródło: speedhunters.com
 źródło: http://thekanjozoku.com
Organizowano sobie wyścigi, a rywalizacja była ponoć bardzo zacięta. Z resztą nie zawsze chodziło o to kto będzie pierwszy w jakimś umówionym punkcie. Często tylko o samą jazdę z jak największymi prędkościami, po zakrętach, między ruchem ulicznym. I nie, nie unikano szczególnie policji. O ile kierowcy Mid Night ścigali się pomimo tego, że było to nielegalne, to Kanjozoku ścigają się PONIEWAŻ jest to nielegalne. Pojawia się radiowóz? No to zajeżdżamy mu drogę, blokujemy w kilka aut i jest zabawa. Głupie, niebezpieczne. Ale przyznajmy się, czy każdemu z nas nie pojawia się teraz nutka zazdrości? Ta myśl "ech, też bym tak chciał rzucić wyzwanie policji"? No ale większość z nas tą myśl szybko odrzuca. A Kanjozoku nie.


Policja w końcu miała dość. Pod koniec lat 90-tych japońscy panowie w mundurach zabrali się za Kanjozoku na poważnie. Nie mieli wyboru - zabawa w nielegalne wyścigi wymknęła się totalnie spod kontroli i zaczęło dochodzić do wielu wypadków. Część Kanjozoku wini młodsze pokolenie. Inni winią siebie za to, że nie przekazali nowym członkom tej osobliwej społeczności odpowiednich wytycznych, by jednak starać się zachowywać bezpiecznie (jak na warunki wyścigów ulicznych), tak jak robili to kierowcy Mid Night.

Wiele osób trafiło do więzienia. Inni stwierdzili, ze nie warto ryzykować i dali sobie spokój z wyścigami. Ci którzy nie chcieli porzucać nocnego ścigania musieli na jakiś czas też przestać i poczekać aż sprawa nieco przycichnie.


No i poczekali. Dziś Kanjozoku jest zdecydowanie mniej, niż dawniej, ale nadal zdarza im się pojawiać na słynnej trasie. Rywalizacja zespołów poszła na dalszy plan - teraz ponoć liczy się jedność. Choć zespoły nadal istnieją. Jeżdżą głownie ludzie pamiętający czasy świetności wyścigów na Kanjo. Dziś już mają po około 40 i więcej lat, ale nadal im się to nie nudzi. Jest też ponoć spokojniej - bardziej na zasadzie przyjacielskiej rywalizacji i wspólnego spędzania czasu, niż poważnego ścigania. Niektórzy mają nadzieję, że te czasy jeszcze powrócą, gdy młodsze pokolenie zainteresuje się znów ściganiem.

Z jednej strony ściganie się w ruchu ulicznym jest bez sensu. Ale z drugiej... kto choć raz nie chciał spróbować?

Ogólnie polecam przejrzenie materiałów dostępnych na stronie http://thekanjozoku.com - jest tam ciekawy reportaż z podróży do Japonii i spotkania z Kanjozoku. Nakręcono także film:


A tak poza tym: nie próbujcie tego w domu! Domy są za ciasne i nie ma się w nich gdzie rozpędzić. Ulica jest zdecydowanie lepszym miejscem na takie zabawy!*


*dla czytających to prawników i obrońców moralności: powyższa wypowiedź ma charakter żartu (beznadziejnego, ale jednak) i nie powinna być traktowana poważnie. Autobezsens absolutnie nie popiera wyścigów ulicznych - autor jeździ w prawdzie Hondą Civic, ale przepisowo.

niedziela, 21 lutego 2016

Motohistoria: Yoshida Special 930 - jeszcze trochę Mid Night

No to jazda dalej z uzupełnieniami starych wpisów. Tym razem uzupełnienie historii Mid Night Club. Wspomniałem tam o pewnym bardzo szybkim Porsche. Ostatnio trafiłem na trochę informacji odnośnie tego egzemplarza. Oczywiście jak to z tematem Mid Night bywa, mitów jest więcej niż rzetelnych informacji.


Auto to zostało zbudowane na początku lat 90-tych i jak to bywa ze zmodyfikowanymi autami, przez cały okres użytkowania stawało się mocniejsze. Bazowalo na Porsche 911 Turbo serii 930. Nie jest jasne co oznaczała nazwa Yoshida Special. Wg. jednych źródeł jest to firma tuningowa, która przygotowywała ten samochód. Według innych, to nazwisko lub pseudonim właściciela. W każdym razie nie znalazłem informacji, by kiedykolwiek istniała firma o tej nazwie, a auto ma też naklejki innych warsztatów zajmujących się tuningiem (AB-FLUG, TOWA Auto Works, Auto Garage TBK). Właścicielem zaś był pewien osobnik, który z wykształcenia był lekarzem, ale zarabiał na życie handlując samochodami.

Podobno chciał on stworzyć auto szybsze od słynnego RUF CTR Yellowbird, który osiągał 342 km/h. Aby tego dokonać, potrzebował nie tylko dużej mocy, ale także odpowiedniej aerodynamiki.

Z zewnątrz rzuca się w oczy zmieniony przedni zderzak pochodzący z firmy TBK. Wmontowano w niego spore reflektory - w końcu auto miało być użytkowane głownie w nocy/

Zamontowano też bardziej aerodynamiczne lusterka wsteczne TBK. W miejscu tylnej bocznej szyby znalazł się wlot powietrza do silnika. 

źródło: speedhunters.com
Ciekawostką jest to, że auto było pozbawione wycieraczek przednich - aerodynamika przede wszystkim.

źródło: speedhunters.com
W środku zmiany nie były zbyt ekstremalne. Podobno właściciel uparł się, że samochód ma pozostać autem ulicznym, wiec wywalanie wszystkiego do gołej blachy nie wchodziło w grę. Pojawiły się jednak inne fotele, szelkowe pasy i jakaś klatka bezpieczeństwa (choć znając podejście japońskich tunerów do tej kwestii, wątpię by była zgodna np. z wymaganiami FIA). Oprócz tego pojawiła się inna kierownica, dodatkowe wskaźniki na desce rozdzielczej i nowa tapicerka wnętrza. Między fotelami zamontowano gałkę służącą do sterowania ciśnieniem doładowania.

źródło: speedhunters.com
Silnik został rozebrany i poskładany na nowo, przy użyciu wytrzymalszych części. Niestety, nie są znane szczegóły. W każdym razie miał 500 KM. Zadowolony właściciel zabrał więc auto na tor Yatabe (którego historię możecie znaleźć tutaj). Udało się osiągnąć 302 km/h, po czym silnik eksplodował.

Cóż, pozostało spróbować jeszcze raz. Tym razem podobno użyto części z wyścigowych Porsche 934 i 935. Gotowy silnik miał 620 KM (albo 610, jak podają niektóre źródła). Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć - dokładnej specyfikacji nie udało mi się znaleźć, a na zdjęciach praktycznie wszystko zasłania spory intercooler.

źródło: speedhunters.com
Wielokrotnie próbowano pobić rekord Yellowbird'a, jednak nigdy to się nie udało. Nadal jednak było to bardzo szybkie auto, zdolne przez dłuższy czas jechać z prędkością ponad 300 km/h. Podobno właśnie to Porsche było najgroźniejszym rywalem Nissana Fairlady Z, którego specyfikację podałem we wpisie o Mid Night Club.

Oba auta zainspirowały twórców mangi, anime i filmów z serii Wangan Midnight - pojawiało się w niej czarne Porsche zwane Blackbird, które było oparte na opisywanym dziś samochodzie.


Czyli co? Z ulicy do filmu i tyle? A gdzie tam! Otóż po pewnym czasie stwierdzono, że skoro twórcy Wangan Midnight zainspirowali się opisywanym dziś autem, to można by zainspirować się nimi i stworzyć realną wersję Blackbirda.

Auto to, również oparte o Porsche 911 serii 930, powstało przy współpracy z firmami Promodet (którą możecie pamiętać z wpisu o Yatabe) oraz DORF. Swoją drogą, nie ma to jak japońskie nazwy firm -"dorf" po niemiecku znaczy "wieś". Cóż, dla Japończyków europejskie nazwy brzmią egzotycznie i nie zwracają uwagi na ich znaczenie. Zanim zaczniecie się śmiać, przypomnijcie sobie ile osób naklejało sobie rozmaite azjatyckie znaczki na auta - one też mogły oznaczać różne rzeczy. No ale wracamy do auta.


Wyglądem zewnętrznym zajęły się firmy RWB (poszerzenia) i Auto Garage TBK. Spojler wykonało zaś GruppeM. Stylistycznie auto różniło się od samochodu zaprezentowanego w Wangan Midnight, ale wygląd wymusiła aerodynamika. Samochód miał osiągać duże prędkości.

Silnik pochodzi z serii 993, konkretnie z modelu Turbo S. Nie wiadomo co dokładnie jest w nim zmienione, ale podobno auto ma 600 KM przy 8000 obr/min. Znalazłem dość osobliwą informacje, że turbosprężarka w nim pochodzi od McLarena MP4/4 (takiego, którym Ayrton Senna zdobył mistrzostwo świata F1 w 1988). Osobiście jednak niezbyt chce mi się w to wierzyć - to turbo było skonstruowane pod bardzo wysokoobrotowy silnik o małej pojemności i jego charakterystyka raczej nie pasowałaby do 3,6 litrowego boksera Porsche. A inna sprawa, że przy dostępności różnego rodzaju turbosprężarek, doprawdy pchanie się w coś tak trudno dostępnego wydaje się kompletnie absurdalne. No ale, innych informacji nie znalazłem.

W każdym razie samochód miał być dalej modyfikowany. Celem było zbudowane Porsche zdolnego pojechać 400 km/h. Niestety, próby nigdy nie podjęto i nie wiadomo co się z tym autem obecnie dzieje.

Wiadomo jednak, co dzieje się z oryginalnym 930 Yoshida Special. Auto obecnie jest na sprzedaż i można je oglądać u jednego z japońskich dealerów zajmujących się sprzedażą luksusowych samochodów. Znajduje się na wyspie Odaiba, tuż obok Tokio. Cena podawana jest tylko poważnie zainteresowanym.

Taniej pewno wyjdzie kupno takiego modelu:

 

Ale niestety nie wiem jaka firma go produkowała. Nie znalazłem też żadnego sklepu, który miałby go w swojej ofercie.

sobota, 23 stycznia 2016

Motohistoria: Yatabe

Dziś będzie japońsko. Ale tak mocno japońsko. Nie chińskie felgi i naklejki z Domokunem na Civiku, tylko porządny JDM lat 90-tych i nie tylko. Konkretnie chodzi o wypomniane już kiedyś (przy wpisie o Mid Night Club) próby prędkości na torze Yatabe. Swoją drogą, gdybym wiedział jak trudno będzie stworzyć ten wpis, to nie wiem, czy bym się za niego zabierał - ustalanie co, jak i kiedy zajęło prawie tydzień (mało źródeł i niemal wszystkie po japońsku). No ale przynajmniej materiał wyszedł dość obszerny - zapraszam do lektury!


Yatabe powstało jako tor testowy w Japonii. Zostało wybudowane w 1964 roku, na zlecenie Japońskiego Motoryzacyjnego Instytutu Badawczego (Japan Automotive Research Institute - JARI), przy udziale kilku producentów samochodów. Owal miał długość pięciu kilometrów i zakręty nachylone pod kątem trzydziestu stopni. Był pomyślany jako miejsce, gdzie można by testować zachowanie nowych pojazdów przy wysokich prędkościach.


Pierwszy raz Yatabe stało się szerzej znane już szóstego października 1965 roku, kiedy Prince (czyli marka, która później połączyła się z Nissanem) przeprowadził tam próby przeznaczonego do wyścigów modelu R380. Kierowca testowy Yuiko Sugita pobił wprawdzie cztery rekordy prędkości, ale Yatabe nie było jeszcze zatwierdzone przez FIA, więc nowe wyniki pozostały nieoficjalne.


W październiku 1966 roku Toyota przywiozła tam model 2000GT. Samochód był przygotowany przez Tosco (obecnie TRD) - niestety, nie wiem jakie zmiany były poczynione w stosunku do seryjnego egzemplarza. Choć podejrzewam, że były niewielkie i ograniczały się głównie do zmiany nastawów zawieszania, a pod maską nadal pracował 150-konny, dwulitrowy silnik Toyoty.


W każdym razie żółte 2000GT, podczas trwającego 72 godziny testu, pobiło trzy rekordy prędkości i ustanowiło 13 nowych. Średnia prędkość z całego dystansu wyniosła 207,22 km/h. Tor był już zatwierdzony przez FIA, więc rekordy zostały uznane.


Rok później, 8-go października 1967, na Yatabe powrócił Nissan (Prince), z kierowcą T. Yokoyama i modelem R380-II. Tym razem ustanowiono rekordy w siedmiu kategoriach.

źródło: Nissan
Tor przez kolejne lata był używany do testów nowych aut japońskich producentów, aż w latach 80-tych, zaczął się na nim pojawiać nieco inny typ szybkich pojazdów.

Tuning w Japonii dopiero zaczynał się poważnie rozwijać. Do najpopularniejszych modyfikowanych aut w tamtych latach należały Nissany (Datsuny) 240Z S30, 280ZX S130 (w Japonii znane jako Fairlady Z) i Skyline DR30, a także Mazda RX-7 pierwszej generacji (SA22/FB) i Toyota Celica. Poza nimi, Japończycy próbowali też swoich sił przy modyfikowaniu importowanych aut. Po czym próbowali się nimi ścigać. Nie zawsze legalnie. Na autostradach i obwodnicach większych miast coraz częściej zdarzały się przypadki nielegalnych wyścigów. I to nie od świateł do świateł jak w USA, czy Europie. Tylko jazda aż do osiągnięcia maksymalnej prędkości auta (a przynajmniej zbliżenia się do niej).

Zjawisko to zauważył powstały w 1981 roku magazyn Option (pełny tytuł: Option Exciting Car Magazine). Jego założycielem był Daijiro Inada (który później stal się też jednym z organizatorów salonu samochodowego w Tokio, a także serii D1 Grand Prix). Otóż w tym samym roku na potrzeby październikowego wydania magazynu, na torze Yatabe zebrano trzynaście samochodów, celem zbadania ich maksymalnej prędkości.

Zaproszono profesjonalnych kierowców - auta prowadzili Takahashi Kunimitsu (kierowca wyścigowy) i Osamo Mochizuki (kierowca testowy Mitsubishi). Najlepszy, z samochodów wyprodukowanych poza Japonią, był Pontiac Trans Am, który osiągnął 246 km/h. Wśród aut japońskich najszybszy okazał się zmodyfikowany (choć nadal z wolnossącym silnikiem) Nissan 240Z - 257 km/h. Daijiro Inada wspomina, że jego własny samochód - turbodoładowany Nissan 280 ZX osiągnął 247 km/h. Cóż, dokładanie turbosprężarek do seryjnych aut nie było wtedy jeszcze dobrze rozpracowane.

Trans Am przygotowany przez Trust oraz DeTomaso Panterana Yatabe
W każdym razie pomysł chwycił i postanowiono organizować kolejne takie testy. Na początku najszybsze auta osiągały około 250-260 km/h. Jednak już cztery miesiące po pierwszej imprezie, DeTomaso Pantera osiągnęło 300 km/h. Japońscy tunerzy wzięli się więc do pracy, by pokazać, że ich krajowe auta po odpowiednich modyfikacjach są w stanie konkurować z najlepszymi europejskimi i amerykańskimi pojazdami.

To właśnie ten egzemplarz Pantery pokonał jako pierwszy barierę 300 km/h
Wkrótce Popularne Nissany serii Z (i nie tylko one) zaczęły zbliżać się do tego wyniku. Przy czym w większości (ale nie zawsze) nadal były to uliczne auta, pozbawione klatek bezpieczeństwa i tym podobnego wyposażenia. Profesjonalni kierowcy często odmawiali prowadzenia ich z takimi prędkościami. Wtedy za kierownicę siadał sam Daijiro Inada (później robili to także inni redaktorzy magazynu).

Jednym z aut, które wspominał on najmilej była Celica M300 zbudowana przez HKS. Samochód powstał na bazie generacji A60 (znanej na świecie jako Celica Supra, a w Japonii jako Celica XX). Silnik 5M-GEU (2.8 litra R6, seryjnie 173 KM). Został kompletnie przebudowany i dołożono mu dwie turbosprężarki. Co ciekawe, zrezygnowano z elektronicznego wtrysku paliwa na rzecz gaźników! Po prostu HKS nie miało wtedy technicznych możliwości przeprogramowania seryjnego układu. Samochód miał dysponować mocą 600 KM. W grudniu 1983 roku, Celica M300 osiągnęła na Yatabe prędkość 301,25 km/h. Było to pierwsze japońskie auto, które przekroczyło barierę 300 km/h.

HKS Celica M300
Mocno wysilone auta, napakowane tuningowymi eksperymentami, rozpędzane do bardzo wysokich prędkości, często miewały awarie. Problemem były przeciążenia na mocno pochylonych zakrętach Yatabe. I pól biedy, jeśli to były tylko problemy z silnikiem. Niestety często zdarzały się też kłopoty z zawieszeniem. No i nigdy nie można było wykluczyć tego, ze nagle któraś z opon pęknie, nie wytrzymując obciążeń generowanych przez taką jazdę.

Nie zniechęcało to jednak tunerów. Mine's, Top Secret, ABR, JUN, RE Amemiya, HKS i wiele innych - jeśli jesteście w stanie przypomnieć sobie nazwę jakiejś japońskiej firmy tuningowej aktywnej w latach 80-tych i 90-tych, to z dużym prawdopodobieństwem możecie założyć, że przywoziła ona swoje auta na Yatabe podczas imprez organizowanych przez Option.

Auta oczywiście ciągle ulegały zmianie. Turbodoładowanie, z ciekawostki stało się normą. Początkowo najpopularniejsze Nissany serii Z, zostały wkrótce zastąpione modelem S13, później S14. A oprócz nich pojawiać się zaczęły modele 300ZX, Skyline'y GT-R R32 i R33, Mazdy RX-7 FC i FD, a także Toyoty Supra mk3 i mk4. Szczególnie lubiane były GT-R'y i Supry mk4, gdyż ich silniki były (i są) bardzo podatne na modyfikacje. Co za tym idzie, wkrótce moce aut jeżdżących po Yatabe zaczęły przekraczać 1000 KM. Dysponujący 1100 KM Skyline R33 GT-R z firmy JUN, osiągnął w 1992 roku 332,67 km/h.

JUN Super Lemon - zdjęcie z lat późniejszych
Z resztą, nie tylko model GT-R był popularny. Niektórzy woleli nieco lżejszy, tylnonapędowy model GTS - seryjnie miał on w prawdzie słabszy silnik (RB20 DET lub RB25DET, zależenie od generacji), ale jego zmiana na mocniejszy (RB26DETT) nie była przesadnie problematyczna. Poniższy egzemplarz był w stanie osiągnąć 330,27 km/h:


A oprócz aut z Japonii, redaktorzy Option testowali na Yatabe także auta zagraniczne. W tym np. Porsche 911, czy Lamorghini Diablo. Pewnego razu pojawiło się nawet Ferrari 512M przygotowane przez Koenig Specials. Niestety, uległo awarii zanim osiągnęło jakąkolwiek godną odnotowania prędkość.

Było też kilka bardzo szczególnych aut - o jednym z nich będziecie mogli przeczytać w którymś z następnych wpisów (a może i następnym). Na pewno jednym z ciekawszych pojazdów testowanych na Yatabe był przygotowany przez RE Amemiya Lotus Europa  z silnikiem Wankla 13B pochodzącym z Mazdy RX-7 - samochód osiągnął 282,35 km/h:


Cały czas było oczywiście coraz szybciej. Pod koniec lat 90-tych, 300 km/h osiągano już na wyjściach pochylonych zakrętach toru, zaś na prostych prędkości dochodziły do 340 km/h. W przypadku Porsche 911 Turbo 964 przygotowanego w firmie Promodet, było to dokładnie 340,44 km/h. Niestety, tuż po osiągnięciu tej prędkości, auto miało awarię.


Niewiele wolniejszy był JUN 300ZX, który osiągnął 339,44 km/h (bez awarii). Niektóre źródła podają, że udało się także tym autem pojechać równe 340 km/h:


Testy z końca 1997 są opublikowane na Youtube, w czterech częściach:
pierwsza
druga
trzecia
czwarta

W każdym razie, ze względów bezpieczeństwa postanowiono zmienić formułę zawodów - zamiast sprawdzać prędkość maksymalną, robiono testy 0-300 km/h. Test rozpoczynał się startem 50 metrów przed jednym z zakrętów.

 
Choć z tą poprawą bezpieczeństwa można nieco dyskutować - mając już 300 km/h na liczniku i jeszcze kawałek prostej, mało kto po prostu zdejmował nogę z gazu. Szczególnie jeśli chodzi o kierowców i auta z Mid Night Club, którzy byli częstymi gośćmi na Yatabe.
 
Napis na szybie mówi wszystko
W każdym razie najlepsze auta były w stanie osiągnąć 300 km/h w poniżej 20 sekund. W przypadku Skyline'a R33 GT-R T-002 przygotowanego przez HKS, było to 17,64s!


Zaś podczas testu w lutym 1999 roku, Skyline R32 przygotowany przez Veilside (pełna nazwa: Veilside R-1 StreetDrag) osiągnął 300 km/h w 13,72 sekundy! Auto podobno miało ponad 1300 KM.

Veilside R-1 StreetDrag
Test jednak różnił się od poprzednich - korzystano tylko z prostej, bez jazdy po zakręcie:


Nadal jednak klatka bezpieczeństwa nie była wymagana. Co pewnego razu omal nie doprowadziło do tragedii. Kierowca wyścigowy Eiji "Tarzan" Yamada, podczas testu Nissana S14 przygotowanego przez Garage Mori (z silnikiem SR20DET), stracił panowanie nad kierownicą na wyjściu z zakrętu. Przy około 300 km/h, jego samochód wypadł z trasy na wewnętrzną część toru i dachował. Auto nie było wyposażone w klatkę bezpieczeństwa, jednak mimo to Yamada przeżył i po kilku dniach w szpitalu powrócił do domu. Ściga się do dziś w rozmaitych seriach wyścigowych oraz bierze udział w zawodach driftu.


Wypadek jak i przejazdy 0-300 km/h wielu aut można zobaczyć na tym filmie:


Jednak kilka lat później (na ile udało mi się ustalić, w 1999 albo 2000 roku - nie znalazłem dokładnej daty)  zdarzył się kolejny wypadek. Redaktor naczelny Option 2, Masa Saito zginął podczas jednej z prób na Yatabe. Daijiro Inada podjął decyzję o zakończeniu organizowania testów na tym torze (nie zrezygnował jednak z prób bicia rekordów prędkości, ale to zupełnie inna historia). Później próby 0-300 km/h wróciły, ale były organizowane na długiej prostej Fuji Speedway.

Sam tor Yatabe nie przetrwał dużo dłużej. Instytut JARI wybudował inny tor owalny, o długości 5,5 km, gdzie także dziś przeprowadzane są testy wielu nowych aut. Jest on zlokalizowany na północ Tsukuby - można go zobaczyć na Google Earth: link. O ile udało mi się ustalić, na nim Option testowało pewnego razu Nissana GT-R R35.

Yatabe zaś zaczęto powoli wyburzać. Przez jakiś czas można było znaleźć na japońskich blogach zdjęcia zarastających trawą części toru.


Po czym i one zostały rozebrane. Dziś w miejscu toru są osiedla mieszkalne, drogi itd. Nie pozostał ani jeden fragment.
Zaś jeśli chodzi o ściganie się... Cóż, niedaleko miejsca, gdzie był opisywany dziś tor jest Yatabe Arena. W budynku tym mieści się kilka torów do wyścigów zdalnie sterowanych modeli.

źródło: speedhunters.com
Jako ciekawostkę podam, że w grze Gran Turismo 2 można spróbować swoich sił przy biciu rekordów prędkości tuningowanymi autami z lat 90-tych - był w niej dostępny pewien tor owalny. Choć nie nazywał się Yatabe, to jest najwyraźniej na nim wzorowany. O ile można stwierdzić, jego zamieszczenie w grze było inspirowane testami magazynu Option. Można było przeprowadzić na nim próby maksymalnej prędkości aut (oprócz tego był jeszcze pomiar czasu na 400m i 1000m, a także możliwość ścigania się z przeciwnikami). Jeśli ktoś nie ma dostępu do konsoli Play Station, to polecam skorzystać z emulatora ePSXe. Podobno taki sam tor był także w Gran Turismo 1, lecz nie mogę tego potwierdzić, gdyż nie miałem okazji w tą część zagrać Nie wiem także, czy ów trasa wystąpiła w późniejszych odsłonach serii.

Tym Nissanem 300ZX udało mi się osiągnąć 375,52 km/h 
PS zapraszam na małe uzupełnienie historii Yatabe, w postaci A'pex A450: link

PS2 po latach pojawiło sie kolejne uzupełnienie, tym razem opisałem Skyline'a Veilside: link

czwartek, 19 listopada 2015

Motohistoria: Mid Night Club

Dziś będzie nieco nietypowo. Na blogu często poruszam kwestię rajdów i wyścigów. Dziś jednak zajmiemy się nieco inną formą szybkiej jazdy. Tą mniej legalną.

Ten wpis dość trudno było stworzyć, gdyż temat jest relatywnie mało znany, zaś wiarygodnych źródeł właściwie nie ma (z mało wiarygodnymi też nie jest lepiej). Przez lata pojawiło się też tyle mitów i domysłów, że na prawdę ciężko jest stwierdzić, co jest prawdą, a co tylko legendą. W każdym razie postaram się dziś przekazać to, co udało mi się znaleźć. Szukałem długo, a uporządkowanie tego było istnym koszmarem, dlatego wpis powstawał tyle czasu.


1. Wstęp

Tematem wpisu jest grupa japońskich kierowców zebrana pod nazwą Mid Night Club (czasem także zwaną Mid Night Racing Team). Tak, wiem, powinno być "midnight", bez spacji. Ale to nie ja wymyślałem nazwę. Skoro nazwali się koślawym angielskim, to mi nie pozostaje nic innego, jak się tego trzymać. Z resztą, czasem podobno w osobliwej mieszance japońskiego i angielskiego, nazywano ich "Middo Naito Kurabo". Czym się zajmowali? Wyścigami ulicznymi. Ale takimi w dość specyficznym stylu.

Normalnie, wyścigi uliczne kojarzą nam się z zajeżdżonym Golfem III próbującym wyprzedzić jeszcze bardziej zajeżdżone BMW E36. Wyścig zaczyna się na jakimś mało uczęszczanym kawałku kompletnie prostej drogi, a kończy w kronice policyjnej lokalnej gazety. Albo na latarni, zależnie od stopnia niedostosowania prędkości do zawartości alkoholu we krwi uczestników. W Japonii, w latach 80-tych i 90-tych wyglądało to nieco inaczej.


Mid Night założono w 1987 roku (choć wedle jednego źródła, już w 1985). Dołączenie do niego nie było proste. Po pierwsze, ze zrozumiałych względów, starano się utrzymać wszystko w tajemnicy. Po drugie, klub miał jedno, dość wysokie wymaganie: auto kandydata musiało być zdolne osiągnąć i utrzymać przez dłuższy czas prędkość 250 km/h. No i tu właśnie dochodzimy do specyfiki wyścigów organizowanych przez ten klub. Zbierano się około północy na jakimś parkingu (podobno czesto używano w tym celu słynne Daikoku PA) i ścigano na obwodnicy Tokyo zwanej Bayshore Route lub Wangan-sen. Czyli długie proste i łagodne zakręty z nachyleniem. A na takiej trasie prędkości dochodziły do 300 km/h. Start zazwyczaj lotny, na prostej przed jednym z tuneli. Ścigały się dwa auta. Trzecie jechało z przodu i dawało sygnał do startu. Po czym zapewne zjeżdżało z drogi rozpędzającym się "zawodnikom". Kryterium wedle którego można było taki wyścig wygrać, uzgadniano przed startem. Czasem było to dojechanie do jakiegoś punktu trasy jako pierwszy, czasem zostawienie przeciwnika w tyle tak daleko, że ten nie mógł już zobaczyć rywala.

Dość ciekawy był sposób powiadamiania uczestników o spotkaniu. W czasach przedinternetowych używano do tego celu ogłoszeń w gazetach (nie wiem dlaczego po prostu nie telefonem). Oczywiście "zaszyfrowanych". Po prostu w uzgodnionej wcześniej gazecie pojawiało się jakieś kompletnie niezwiązane z tematem wyścigów ogłoszenie, napisane tak, by nikt postronny (a w szczególności policja) się nim zbytnio nie zainteresował. Cos w stylu "sprzedam torebki damskie, w celu kontaktu proszę przyjść w godzinach wieczornych na parking [adres] w dniu [data]". No i w godzinach wieczornych na wspomnianym parkingu pojawiały się zamiast torebek, samochody.

2. Samochody

Czym się ścigano? Różnie. Zazwyczaj mocno zmodyfikowanymi autami japońskimi. Choć początkowo popularnością cieszyło się Porsche 911. Wedle plotek z internetu i nie tylko, jeden z członków Mid Night Club miał wydać około dwa miliony USD na modyfikacje swojego egzemplarza 911. Podobno to ten pojazd (miał mieć 610 KM):


Wiadomo, że do jednego z członków Mid Night Club (nazywanego Toshi, choć nie wiadomo, czy to jego prawdziwe imię) należał czerwony Nissan Fairlady Z, którego można zobaczyć na poniższym zdjęciu.


Jedną z ciekawych rzeczy jest podejście do aerodynamiki. Na przykład po prawej stronie baku paliwa widać dospawany kawałek metalu mający zapewnić nieco lepszy przepływ powietrza pod autem. Wszelkie modyfikacje nadwozia opracowano w firmie ABR, podobnie jak wiele części użytych do modyfikacji jednostki napędowej.


Pod maską znalazł się silnik L28E o pojemności powiększonej do 3,1 litra. Miał kute tłoki, korbowody ABR, wał ABR. Wałki rozrządu 268-stopni również były z ABR. Wyposażono go też w dwie turbosprężarki IHI.


Sterowało tym wszystkim ECU Nissana. Do tego był kontroler doładowania GReddy PROFEC, kontroler wtrysku GReddy REBIC III, a także urządzenie o nazwie HKS GCC pozwalające w miarę łatwo zmieniać ich ustawienia przy pomocy graficznego interfejsu (w latach 90-tych to było coś!).


Skrzynia pochodziła z 300ZX Z31 i miała pięć biegów. Przełożenie piątego zmieniono na 0,779, co pomagało uzyskać wyższą prędkość maksymalną. Dyferencjał z mechanizmem różnicowym o zwiększonym tarciu również pochodził z ABR i miał przełożenie 3,545.

Żeby auto nadawało się też do skręcania, zastosowano w nim amortyzatory Bilstein i sprężyny TRD. Za hamowanie odpowiadały tarcze TRD Race (oryginalnie przeznaczone do Toyoty Supry) i zaciski z Nissana Skyline R32 GT-R.

Poza tym we wnętrzu znalazła się klatka bezpieczeństwa ABR, zestaw dodatkowych wskaźników i fotele kubełkowe Recaro.


Auto miało mniej więcej 600 KM i mogło osiągnąć około 300 km/h. Dziś ta moc nie robi już ogromnego wrażenia, ale w latach 90-tych było inaczej. Przypomnijmy, ze np. zaprezentowane w 1995 roku Ferrari F50 miało 520 KM.

Z czasem park maszyn klubu ulegał ewolucji. Szczególnie po pojawieniu się na rynku Nissana Skyline GT-R. Kombinacja świetnego prowadzenia i bardzo podatnego na modyfikacje silnika RB26DETT pozwalała na pokonanie nawet najlepiej zmodyfikowanych Porsche 911.

Poza tym w klubie można było spotkać wszystkie najszybsze japońskie auta po odpowiednich modyfikacjach: Toyota Supra, Mazda RX-7 itp. I nie tylko japońskie. Plotki mówią o Ferrari. Podobno nawet Ferrari zmodyfikowane przez Koenig Specials. Wiadomo, że z logo Mid Night jeździło to auto:


Jednak dalsze szczegóły nie są znane.

Mocno osobliwym autem, powiązanym z Mid Night było to:


Jest to coś przypominającego Autozama AZ-1 (przynajmniej z przodu), gdzie zamiast centralnie umieszczonego małego silnika Suzuki, z przodu zamontowano silnik Wankla 13B z Mazdy RX-7 FC3S. Powstało w znanej z tuningu Mazd firmie RE-Amemiya. 


Auto miało moc 265 KM przy wadze 820 kg. Plus z jakiegoś powodu przeniesiono mu kierownicę na lewą stronę (choć w Japonii obowiązuje przecież ruch lewostronny). Czy jednak faktycznie ten dziwny pojazd ścigał się nocą na obwodnicy Tokyo, czy też stanowił jedynie auto demonstracyjne, a naklejkę umieszczono tylko dla efektu, ciężko stwierdzić. W każdym razie naklejkę Mid Night miało.

3. Naklejka mocy

Właśnie, naklejka Mid Night! Poza pasem na szybie i ewentualnie napisem na progu, kluczową sprawą była prostokątna naklejka z logo klubu. Dla członków było jednak coś więcej niż tylko napis. Traktowali ją bardzo poważnie. Podobno były przypadki niszczenia i np. podpalania aut, których właściciele nakleili sobie logo Mid Night, nie będąc członkami klubu.


Sama naklejka ewoluowała. Początkowo był to po prostu kawałek papieru z wydrukowanym logo. Potem nieco zmieniono czcionkę. A także zaczęto ją wykonywać w sporo lepszej jakości - papierowe odklejały się przy prędkościach z jakimi się ścigano.


4. Ludzie

Kto należał do Mid Night? Ciężko stwierdzić. Podobno jedną z głównych zasad tej grupy był zakaz pytań o życie pozaklubowe. Jeśli zaś jakieś dwie osoby w nim zrzeszone znały się osobiście także na co dzień, to były zobowiazane nie dawać tego po sobie poznać. Może i stąd wynikał też, wspomniany na początku, osobliwy system powiadamiania uczestników o spotkaniu przy pomocy ogłoszeń w gazecie, a nie telefonicznie - numer telefonu mógłby zbyt wiele zdradzić. W każdym razie na pewno nie byli to biedni ludzie. W artykule z gazety Max Power, z 1995 roku (niestety, nie udało mi się znaleźć żadnego skanu), napisano, ze właściciel jednej z Mazd RX-7 FD3S pracował w branży budowlanej, zaś inny, jeżdżący Nissanem Skyline R32 GT-R, handlował samochodami.


Wielu szefów znanych, japońskich firm tuningowych miało należeć do Mid Night Club. W tym założyciel wspomnianej RE-Amemyia, Isami Amemyia. To by tłumaczyło naklejkę Mid Night na Autozamie - nawet jeśli to auto nie brało udziału w wyścigach, to w sumie właściciel jako członek klubu miał prawo jej użyć bez obawy, że ktoś zniszczy samochód. Ale to tylko domysły. Główną postacią i szefem klubu podobno miał być słynny Kazuhiko "Smoky" Nagata, założyciel Top Secret. W jednym wywiadzie, w 2010 roku, zapytano go o to bezpośrednio. Uniknął odpowiedzi.

W połowie lat 90-tych do Mid Night należało około 75 osób. Pod koniec dekady ta liczba spadła jednak do mniej więcej czterdziestu kierowców.

5. Poza ulicą

Auta z napisami Mid Night jeździły nie tylko po ulicach. Pojawiały się też na owalnym torze testowym Yatabe, który wynajmowano na potrzeby organizowanych przez magazyn Option, zawodów polegających na osiągnięciu jak najwyższej prędkości. Obecnie tor ten nie istnieje - został wyburzony. Ale to nastąpiło już kilka lat po rozwiązaniu klubu.





6. Koniec Mid Night

Jak skończyła się historia Mid Night? Dość gwałtownie. I nie, nie skończyło się tym, że wszystkich złapała policja. Podobno właśnie żaden członek Mid Night nie został nigdy zatrzymany przez panów w mundurach.

Pewnej piątkowej nocy w 1999 roku, około trzeciej nad ranem, na Bayshore Route, członkowie grupy natrafili na grupę motocyklistów Bosozouku. To dość osobliwa subkultura - ich głównym zajęciem jest jeżdżenie absurdalnie zmodyfikowanymi motocyklami i pakowanie się w kłopoty. W kłopoty zamierzali się wpakować także tamtej nocy i podjęli próbę gonienia i przeszkadzania kierowcom Mid Night. Ot, tak, dla "zabawy". Zaczął się więc wyścig samochodów z motocyklami.

Bosozuku - tak, oni tak na poważnie
W pewnym momencie jeden z motocyklistów (jak się podobno później okazało, był pod wpływem alkoholu) stracił panowanie nad swoim pojazdem i uderzył w auto osoby postronnej. Samochód uderzył w barierę, a jego kierowca zginął na miejscu. Śmierć poniósł także motocyklista. W wyniku wypadku do szpitala trafiło osiem osób.

Jedną z zasad Mid Night było to, że jeśli w skutek działań klubu ucierpią osoby postronne, to grupa ma być natychmiastowo rozwiązana. Tak też zrobiono. Mid Night Club przestał istnieć.

Choć nie do końca. Plotki mówią, że co najmniej raz do roku członkowie Mid Night się spotykają. Ale nie po to, by się ścigać, a po prostu towarzysko.


Powstała też seria gier na konsole (któraś część wyszła też na PC) pod nazwą Mid Night Club, lecz nie ma ona właściwie nic wspólnego z prawdziwym Mid Night.

Czasem można też teraz trafić na auta z repliką naklejki Mid Night, których kierowcy nie byli w ogóle zrzeszeni w tym klubie.

7. Podsumowanie

Biorąc pod uwagę, że mimo pozorów tajemnicy, o Mid Night słyszało na prawdę mnóstwo osób, to aż dziwne, że to wszystko utrzymało się ponad dekadę. Nie chce mi się wierzyć, że przez tyle lat japońska policja zwyczajnie nie była w stanie nic zrobić z grupą osób jeżdżących z dużymi prędkościami po publicznych drogach. Do tego ich auta pojawiały się od czasu do czasu w rozmaitych czasopismach tuningowych. No i te pojazdy w żadnym wypadku nie można nazwać dyskretnymi. Cóż, jeśli mam snuć domysły, to trzeba przypomnieć, że w Mid Night zrzeszeni byli raczej bogaci ludzie. A pieniądze załatwiają wiele rzeczy.

 
Jednak po wspomnianym wypadku to nie miało szans dalej trwać. Grupa stała się zbyt znana. W programie Motorworld Jeremy'ego Clarksona, pokazano urywki amatorskich nagrań wyścigów Mid Night. Fragment ten (wraz z pokazem zdjęć aut klubu) można zobaczyć poniżej:


Jeśli nawet nie doszłoby to tej sytuacji, to i tak Mid Night musiałoby się skończyć - utrzymanie tajemnicy w końcu nie byłoby możliwe.

Inna sprawa, że jeśli ma się dość pieniędzy by ścigać się legalnie porządnym sprzętem i w Japonii jest na prawdę dużo torów wyścigowych (od tak znanych jak Suzuka i Fuji, po mniejsze, typu Ebisu i Tsukuba) to pomysł takiej jazdy w ruchu ulicznym wydaje się kompletnie absurdalny i zwyczajnie głupi.

Ale z drugiej strony, patrząc co wyprawiają czasem osoby nazywające się sędziami sportów samochodowych w legalnych imprezach, jakaś odrobinka zrozumienia motywów Mid Night się we mnie pojawia. No i przyznajmy szczerze, kto z nas widząc kolejne fotoradary i absurdalnie umieszczone ograniczenia prędkości, nie marzył, by wcisnąć gaz do oporu i to wszystko zignorować?

EDIT:

Po tym wpisie, na blogu pojawily się kolejne, uzupełniające:

O słynnym Porsche Mid Night możecie poczytać tutaj: link
Zaś o Yatabe, tutaj: link

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum