Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xsara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xsara. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2017

Motohistoria: ZX Kit Car

Dawno nie było tu historii jakiegoś rajdowego Citroena. We wpisie o Xsarze T4 wspomniałem, że była ona brakującym ogniwem między bardzo dobrze znanymi wariantami kit-car i WRC. No a co było przed kit-carem? Inny kit-car. Oparty jednak nie o Xsarę, lecz o ZX-a. Ze zrobieniem o nim wpisu jest jednak taki problem, że informacji jest mało. Nawet we francuskiej części internetu. No ale coś się udało znaleźć.

Citroen w pierwszej połowie lat 90-tych odnosił ogromne sukcesy w rajdach terenowych. Natomiast w tych drogowych ciągle żywe było wspomnienie totalnej porażki modelu BX 4TC. Jednak ktoś w dziale sportu się uparł, zauważył, że ZX w specyfikacji Rallye Raid w końcu przestanie odnosić sukcesy i postanowił przeforsować pomysł powrotu z pustyni na drogi. Ale tym razem bez szumnych zapowiedzi. Tym razem projekt powstawał po cichu. Postanowiono zbudować samochód do niedawno powstałej grupy A7, znanej szerzej jako rajdowe kit-cary - pierwszy sezon, gdzie ta kategoria wystąpiła oficjalnie, został kiedyś opisany na blogu: o tutaj. Jako bazę wybrano model ZX.


Przednionapędowe, wolnossące auta klasy A7 były tańsze do zbudowania, niż samochody A8 (które później przekształcono w WRC), a jednocześnie na tyle zaawansowane by dany zespół konstruktorów mógł poznać co jest potrzebne do stworzenia topowego auta rajdowego. Przynajmniej takie były założenia na początku istnienia tej kategorii. Szybko jednak wymknęła się ona nieco spod kontroli i samochody A7 stały się konkurencyjne nawet względem aut z doładowaniem i napędem na cztery koła. Tą drogą miał tez podążyć Citroen. Dlatego ZX kit car mocno odbiegł od swojego drogowego odpowiednika.

Z zewnątrz auto stało się znacznie niższe i szersze. Rzucają się w oczy metalowe poszerzenia nadkoli i większe zderzaki. Same nadkola też zostały zmodyfikowane by pomieścić 17-calowe koła (w specyfikacji asfaltowej)  na szutrze miały być używane koła 15-calowe. Wymiary ZX kit car to (dł./szer./wys.): 4085/1830/1375 mm. Rozstaw osi wynosił 2560 mm, rozstaw kół przednich 1647 mm, zaś tylnych: 1628 mm.


W zawieszeniu, podobnie jak w seryjnym ZX, zastosowano kolumny MacPhersona, zaś z tyłu belkę skrętną. Było też znane z drogowego odpowiednika (i później przeniesione do Xsary i 306), pasywne sterowanie tylnych kół - pod wpływem obciążenia koła wychylały się o kilka stopni, poprawiając prowadzenie. Oczywiście inaczej niż w seryjnym ZX, zawieszenie posiadało bardzo szeroki zakres regulacji. Do zatrzymywania się używano kilku wariantów hamulców marki Alcon - najmniejsze tarcze miały 280 mm (przód) i 260 mm (tył) i wykorzystywano je na nawierzchniach szutrowych. Największe to 376 mm z dwunastotłoczkowym (!) zaciskiem z przodu i 330 mm z czterotłoczkowym zaciskiem z tyłu. W każdym przypadku tarcze były stalowe.


A co napędzało rajdowego ZX-a? Jako baza posłużyła dwulitrowa (1998 ccm) jednostka DOHC XU10 J4D/Z koncernu PSA. W seryjnym aucie miał on 150 KM mocy maksymalnej, w wariancie wyczynowym, wartość tą podniesiono o nieco ponad 100 KM (255 KM przy 9000 obr./min.). Maksymalny moment obrotowy to 238 Nm przy 7600 obr./min. Średnica cylindra i skok tłoka wynosiły po 86 mm, średnica zaworów wlotowych to 34,7 mm, wylotowych: 29,7. Zawory wlotowe ustawiono pod kątem 25,5 stopnia do pionu, wylotowe: 24 stopnie. Stopień sprężania: 12,0:1. W układzie smarowania zastosowano tzw. suchą miskę olejową.

Za przeniesienie napędu na przednie koła odpowiadała sekwencyjna skrzynia biegów o sześciu przełożeniach. Zastosowano oczywiście mechanizm różnicowy o zwiększonym tarciu.

Auto powstało pod koniec 1995 roku. Homologację FIA uzyskało 1-go kwietnia 1996. Źródła nie są zgodne ile egzemplarzy ZX kit-car powstało. Mówi się, że od czterech do ośmiu aut.


O startach ZX Kit Car też nie ma zbyt wielu informacji. Co ciekawe zaczęły się one od rallycrossu, a nie rajdów. Sylvain Poulard startował nim w Rallycrossowych Mistrzostwach Francji, zwyciężając w sezonach 1996 i 1997. Jeśli zaś chodzi o klasyczne rajdy, to w sezonie 1997 Jesus Puras startował tym autem w Hiszpanii. Udało mu się odnieść 6 zwycięstw, raz dojechał drugi i trzy razy musiał się wycofać z powodu awarii. Na kolejne dwa sezony samochód przejął Antonio Ponce i dalej jeździł w Hiszpanii, również osiągając sukcesy (pięć zwycięstw). W sezonach 1998-2002 ZX Kit Car startował też w Mistrzostwach Francji. Za kierownicą siedział Jean-Pierre Ballet. Mimo początkowych problemów z niezawodnością, udało mu się wygrać cztery rajdy.

 
Oprócz niego, ZX Kit Car startował także niejaki Didier Hoe, ale nie udało mi się znaleźć informacji co do osiąganych wyników.


ZX Kit Car szybko został zastąpiony Xsarą i o ona zapisała się na kartach rajdowej historii jako przednionapędowy samochód zdolny pokonać WRC. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie doświadczenia zdobyte przy budowie opisywanego dziś, mocno zapomnianego, samochodu.

sobota, 28 czerwca 2014

Retrotest: Citroen Xsara 1.4i

Dziś będzie retrotest - tzn. postaram się przypomnieć sobie jak się jeździło Citroenem Xsarą 1.4i, który był moim pierwszym własnym autem. Jako, że Xsara została sprzedana w 2008 roku, to jest to pewnego rodzaju ćwiczenie pamięci. A i zdjęć mojego egzemplarza zbytnio nie mam, bo nie sądziłem wtedy, że będę prowadził bloga.

Xsara była w rodzinie od 2003 roku. Została kupiona w salonie i w momencie, gdy ją otrzymałem miała około 40 tyś km przebiegu. Choć jeździłem tym autem już wcześniej -przed zdobyciem prawa jazdy ćwiczyłem na pustych parkingach. Wcześniej uczyłem się jazdy Seatem Cordoba 1.4 z 1997 (też jakiś retrotest będzie kiedyś). Przesiadka do Citroena była pewnym szokiem. W Seacie nie było wspomagania, sprzęgło wciskało się kopniakiem. W Citroenie było wspomaganie,a wszystko działało leciutko. Co sprawiło, ze na początku nie potrafiłem nim ruszyć - ciągle gasiłem silnik. Po pewnym czasie się przyzwyczaiłem. Aż po kilku latach nadszedł czas na użytkowanie go w pełni legalnie po ulicach. 

Nadwozie

Przestronne, całkiem obszerne. Moja Xsara była pięciodrzwiowa. Zarówno z przodu, jak i z tyłu nie można było narzekać na brak miejsca. A do tego samochód miał całkiem ładną linię nadwozia, szczególnie w porównaniu do konkurencji w postaci np. Golfa mkIV. Niestety, widoczność do tyłu była słaba - bardzo trudno było wyczuć gdzie dokładnie kończy się auto. Sprawy nie ułatwiały nieco zbyt małe lusterka. Do tego martwe pole (szczególnie w prawym)  czasem potrafiło zirytować. Nie był to oczywiście dramat jak np. w E36, ale jednak sprawiało to pewne problemy. Za to do przodu było widać niemal wszystko - dużo lepiej niż w nowszych autach z ich pochylonymi słupkami przednimi.

Mój egzemplarz Xsary był w kolorze złotym metallic (taki akurat był u dealera i w sumie fajnie wyglądał). To nieco dziwne, że w roku 2003 wiele aut można było zamówić w niemal dowolnej barwie, a dziś w większości są oferowane tylko różne odcienie srebrnego.

Czarne plastiki może nie wyglądały pięknie, ale skutecznie chroniły przed idiotami parkingowymi, którzy nie potrafią otworzyć drzwi bez uderzenia w auto stojące obok.

Korozji absolutny brak.

Wnętrze

Jak już wspomniałem, w środku było wystarczająco dużo miejsca. Szczególnie na szerokość. Wysokim osobom być może przeszkadzałby nisko poprowadzony dach, ale ja nie jestem wysoki, więc mi się podobało. Nieco gorzej wypadało wykonanie i dobór materiałów. Plastiki były twarde i łatwo było je zarysować. Do tego szybko zaczęły trzeszczeć. Tapicerka drzwi kierowcy miała w zwyczaju wpadać w rezonans przy głośniejszym słuchaniu radia. Najbardziej to było słyszalne przy utworze Unforgiven zespołu Metallica. Samo fabryczne radio było przyzwoite (choć kasetowe), a sześć głośników nie raziło uszu. Bez szału, ale przyzwoicie. Najlepszym patentem było sterowanie radiem. Zamiast umieszczać przyciski na kierownicy, zdecydowano się za nią zrobić taki jakby panel.
zdjęcie wzięte z Internetu

Dzięki temu można było bezproblemowo przełączać stacje radiowe nawet podczas manewrów na parkingu. Co jest ogromna zaletą, jeśli trafimy na coś wybitnie paskudnego (o co w radiu nietrudno). Niestety, przyciski nie zawsze działały poprawnie - od nowości były z nimi problemy. Raz przełączało stacje, raz nie, czasem przycisk ściszania się zacinał i nic nie było słychać. Ogólnie słynna francuska elektryka/elektronika. Samo radio też czasami gubiło zaprogramowane stacje. 

Do tego raz padło sterowanie elektryczną szybą od strony kierowcy - przerdzewiały przewód. Niby drobnostka, ale też dowód na to, że jakość elementów elektryki/elektroniki nie była w tym aucie najlepsza. Szczególnie irytujący był wskaźnik poziomu paliwa. Czy jeździłem jak wariat, czy jak emeryt, zawsze po 200km od tankowania pokazywał brak paliwa. Nieważne ile paliwa było jeszcze w baku. Podczas gwarancji trzy razy wgrywano oprogramowanie sterownika za to odpowiedzialnego. Nic to nie dało. Tylko jeden raz po zatankowaniu zaczął działać dobrze, pokazywał idealnie. Aż do następnego tankowania. Wtedy wszystko wróciło do normy i wskaźnik znów upierał się, ze dalej niż 200 km nie zajadę.
zdjęcie wzięte z Internetu

Poza tym deska rozdzielcza była czytelna i obsługa nie stanowiła żadnego problemu.

No i raz zepsuła się regulacja świateł przednich na wysokość. Ani razu jej nie użyłem. Ale po każdym uruchomieniu auta światła wykonywały jakby kalibrację - poruszały się przez cały swój zakres i wracały do zadanego położenia. Aż pewnego dnia zaczęło brzęczeć, bo się zacięło.

Bagażnik był wystarczający do moich potrzeb. Choć ja rzadko wożę w aucie coś większego, więc ciężko mi to oceniać. Jedyną irytującą rzeczą w nim był uchwyt do zamykania klapy. Był umieszczony dość głęboko i jeśli ktoś nie puścił go wystarczająco szybko, to mógł sobie łatwo przyciąć dłoń. A klapa w wersji pięciodrzwiowej trochę ważyła.

Wytłumienie raczej słabe. Silnik słychać było w kabinie dość mocno. Nie było to bardzo dokuczliwe, ale jednak mogłoby być lepiej.

Skrzynia biegów

Zdecydowanie najsłabsza część auta. Skrzynia biegów była nieprecyzyjna, haczyła, wrzucenie wstecznego wymagało skupienia, precyzji i szczęścia. I tak było od nowości. Jeśli chodzi o zmianę biegów to możliwe były dwie metody. Albo najpierw wrzucamy delikatnie na luz i dopiero zaczynamy spokojnie wrzucać następny bieg, albo szarpiemy z całej siły i precyzyjnie trafiamy następny bieg. Za mało siły, bądź niedostateczna precyzja i mamy zgrzytanie. Po pewnym czasie doszedłem do wprawy i udawało mi się zmieniać przełożenia szybko i sprawnie. W sumie procentuje to do dziś - w żadnych zawodach, w których biorę udział nie mam problemu ze zmianą biegów. Głównie przez to, że po tym francuskim wynalazku, skrzynia w każdym aucie wydaje mi się precyzyjna i łatwa w użytkowaniu.

Jednak skrzynia biegów była też dość dobrze zestopniowana, co można uznać za jej jedyną zaletę.

Silnik

Niestety kolejny słaby punkt. Pojemność 1.4 i moc 75 KM nie były pomyślane jako auto sportowe. Ale prawie 15 sekund do 100km/h to już pewna przesada. Tym bardziej, ze przy masie 1030 kg Xsara nie była szczególnie ciężka. Rozpędzanie się nie należało do przyjemnych - silnik wchodził na obroty niechętnie, robił hałas jak Concorde, a samochód przyspieszał jak płyta tektoniczna. Przez cały okres użytkowania, mimo fascynacji WRC i bycia młodym kierowcą (czyli chętnym do agresywnej jazdy) ani razu nie dokręciłem go do odcięcia. Po prostu nie starczyło mi cierpliwości. Przy około 5800 obr/min (odcięcie podobno przy 6300 czy coś takiego) hałas robił się tak nieznośny, że wolałem wrzucić wyższy bieg - skoro i tak nie osiągam jakiegokolwiek przyspieszenia, to mogę przynajmniej zachować słuch. 

Do tego potężne spalanie - przy krótkich trasach w mieście zimą, auto potrafiło zeżreć nawet 13 litrów na 100km. Cięższy, mocniejszy, dysponujący większą pojemnością Civic nie jest w stanie osiągnąć aż takiego wyniku.

A jakby tego było mało, silnik Citroena trapiły awarie. Przy 45 000 km auto było już po wymianie napinacza rozrządu, uszczelniacza wału, chłodnicy i jeszcze czegoś, czego już nie pamiętam. 

Zawieszenie

Zdecydowanie najlepsza cześć Xsary. Komfortowe, miękkie, a przy tym na zakrętach można było tym cuda wyczyniać. Podobnie jak ZX i Peugeot 306, Xsara miała pasywnie skrętną tylną oś - pod wpływem obciążenia tylne koła lekko skręcały. Przez to samochód był nadsterowny. Jak się przesadziło, to tył wyprzedzał przód bardzo gwałtownie. Ale żeby przesadzić, to się trzeba było bardzo postarać. Fakt, że pasażerom mniej się to podobało - auto wychylało się w zakręcie mocno i miało się wrażenie, ze zaraz wyleci z trasy. Ale wszystko było pod kontrolą - taki kompromis między dobrym prowadzeniem, a komfortem. Do tego przez cały okres użytkowania, zawieszenie nie sprawiło żadnego problemu (nie liczę tego, co uszkodziłem wlatując raz w zaspę - mój błąd, samochód był w tym wypadku bez winy).

Hamulce

Układ hamulcowy stanowiły tarcze z przodu, bębny z tyłu. Hamowało się raczej słabo. Choć mimo braku ABSu dawało się to całkiem dobrze wyczuć i nawet gwałtowne hamowanie można było przeprowadzić bez blokowania kół.

Podsumowanie

Plusy:

-Prowadzenie
-Komfort
-Wygląd
-Przestronność
-Kilka dobrze przemyślanych drobnostek (jak choćby sterowanie radiem)
-Zabezpieczenie antykorozyjne

Minusy:

-Silnik
-Skrzynia biegów
-Wykonanie wnętrza
-Mnóstwo drobnych awarii, które może nie były dużym kłopotem, ale potrafiły poirytować.
-Hamulce

Jak teraz patrzę na "Wieczną Awarię" E36, to stwierdzam, że problemy z Citroenem były niczym, drobnostką. Choć trzeba pamiętać, że Citroen w momencie sprzedaży był użytkowany w jednej rodzinie przez 7 lat, a BMW w nie wiadomo ilu przez 21. A z drugiej strony Civic po ponad 6 latach w moim posiadaniu trzyma się od Citroena nieporównywalnie lepiej. Ale obiektywnie rzecz biorąc i tak nie mogę go nazwać Xsary przesadnie awaryjną - były niedoróbki, problemy, ale dało się z nimi szybko i nieprzesadnie drogo poradzić (poza wskaźnikiem paliwa, gdzie po prostu się poddałem). Do tego auto na prawdę dawało frajdę z jazdy po zakrętach, a także komfort na dziurach. A poza tym, auto wyróżniało się nieco wśród tłumu aut niemieckich spotykanego na ulicach. I mimo, że przeklinałem brak mocy tego 1.4, to jadąc Xsarą do domu ostatni raz przed sprzedażą, było mi jednak smutno się rozstać ze złotą Cytryną. Choć następny właściciel wydawał się na prawdę zachwycony autem i mam nadzieję, że dobrze mu się jeździ/jeździło (jeśli już też sprzedał). Zaś Civic okazał się samochodem nieporównywalnie lepszym pod każdym względem. Ale pomysł by pozbyć się użytkowanego w KJS-ach BMW E36 (co po władowaniu w niego małej fortuny jest totalnie nieopłacalne) i nabyć na jego miejsce kolejną Xsarę (tym razem w wersji VTS) ciągle zyskuje na sile. W końcu okres użytkowania przeze mnie Citroena zbiegł się z największymi sukcesami Sebastiena Loeba, co tylko zachęca mnie do wykorzystania kiedyś Xsary jako auta do sportu.

środa, 21 maja 2014

Motohistoria: brakujące ogniwo

O sukcesach Citroena w rajdowych mistrzostwach świata nie ma co się rozpisywać. Sebastien Loeb wygrał wszystko co było do wygrania, znudził się i od tego roku próbuje swych sił w WTCC. Swoje pierwsze tytuły rajdowego mistrza świata zdobywał za kierownicą Xsary WRC. Jako, że rodzice kupili wtedy Citroena Xsarę, który w przyszłości (po zdobyciu przeze mnie prawa jazdy) miał być mój, to bardzo mi to odpowiadało. Co prawda moja Xsara 1.4i z wersją WRC nie miała wiele wspólnego. Ale i tak miałem komu kibicować. 

Wcześniej sukcesy w rajdach odnosiła Xsara kit-car, jeżdżąca w klasie F2. Dwulitrowy, wolnossący silnik i napęd na przód. W teorii auto słabsze, niż kategoria WRC (World Rally Car). W praktyce, dzięki niskiej masie, przednionapędowe Xsary wygrały dwa rajdy (Katalonii i Korsyki). Philippe Bugalski w przednionapędowej, wolnossącej Xsarze dwa razy przegonił takich kierowców jak Carlos Sainz czy Colin McRae, dysponujących turbodoładowanymi, napędzanymi na wszystkie koła autami WRC.

Philippe Bugalski jedzie po zwycięstwo w Rajdzie Korsyki

Taki stan rzeczy nie mógł się utrzymać. Nie po to FIA wprowadza topową kategorię WRC, żeby szybsze były jakieś przednionapędówki. I dla kit-carów dołożono 80kg balastu, niwelując przewagę niskiej masy. O kit-carach (w tym Xsarze) będę jeszcze na pewno na tym blogu pisał. Dziś jednak będzie o aucie, które stanowiło połączenie między nimi, a dominującą w rajdach przez wiele lat Xsarą WRC.

Citroen decyzją FIA nie przejął się szczególnie. Od 1997 roku zastanawiano się nad stworzeniem auta WRC. Xsara kit-car miała być jedynie poligonem doświadczalnym. Zmiana oznaczała tylko, że prace należy przyspieszyć. Projekt samochodu rozpoczęto, według dokumentów, pierwszego czerwca 1998. 

W marcu 1999 roku pojawiły się w prasie przecieki, mówiące o nowej rajdówce. Citroen zdementował te doniesienia, twierdząc, że oni tylko testują niektóre elementy dla Peugeota, pomagając im w rozwoju modelu 206.

W każdym razie, po tych testach, projekt dostał zielone światło do dalszej realizacji. Dalsze próby odbywały się w maju na południu Francji oraz na odcinkach znanych z rajdu Monte Carlo. Uczestniczyli w nich Philippe Bugalski i Patrick Mago.

Co ciekawe, egzemplarz testowy miał ten sam numer rejestracyjny, co prototyp Xsary kit-car sprzed kilku lat. Mimo to, wedle francuskich przepisów było to dozwolone - numer przypisano do organizacji (Citroen Sport), a nie do konkretnego auta.

Zespół był bardzo zadowolony z wyników testów. Poproszono więc o możliwość zgłoszenia auta do homologacji. Miała być uzyskana przed październikiem 1999 roku, by auto mogło wziąć udział w Rajdowych Mistrzostwach Świata 2000. I tutaj zespół Citroena otrzymał niespodziewany cios. Koncern PSA ogłosił, że Peugeot szybciej poradził sobie ze zbudowaniem auta WRC i we wrześniu 1999 nakazano wstrzymanie prac nad Xsarą. 206 WRC w nadchodzącym sezonie będzie miał dość konkurencji ze strony innych producentów i nie potrzebują jeszcze walczyć z marką z tego samego koncernu.

Skoncentrowano się więc na poprawkach wersji kit-car, by pozostała najlepszym autem wśród przednionapędówek. Poproszono zarząd PSA o możliwość większej ilości startów tym samochodem, także na szutrach. Oczywiście chodziło o dalsze zbieranie doświadczeń, które mogą okazać się pomocne, jeśli udałoby się popchnąć dalej projekt WRC. 

Nie trzeba było na to czekać długo. Już w styczniu 2000 ogłoszono, że w następnym sezonie (2001) do stawki aut WRC dołączy zespół Citroena. Pozostał tylko jeden problem - jest już gotowa rajdówka, ale nie ma homologacji. A bez niej nie ma gdzie wystartować, by przetestować, czy wszystko działa poprawnie w warunkach rajdowych. 

Z pomocą przyszła FFSA - Francuska Federacja Sportów Motorowych, która jest wzorem do naśladowania dla wszystkich organizacji promujących sporty samochodowe. Specjalnie dla nowego Citroena, w mistrzostwach Francji utworzona została nowa klasa - FRC. Był to skrót od "French Rally Car". Auto nazwano więc Xsara T4 FRC i ruszono na podbój francuskich tras. Zgodnie ze specyfikacją WRC auto miało dwulitrowy, turbodoładowany silnik o mocy około 300KM i napęd na cztery koła.

W siedmiu startach, w tak lubianych przez Francuzów rundach asfaltowych, Philippe Bugalski odniósł siedem zwycięstw. Zwyciężył także w jednym rajdzie szutrowym. Osiem startów - osiem zwycięstw. Mistrzostwo Francji zdobyte. A na sezon 2001 uzyskano homologację umożliwiającą starty międzynarodowe.

W sumie powstały cztery Xsary T4 FRC. Co najmniej dwie zostały przebudowane na Xsary WRC z przodem pochodzącym z seryjnej Xsary po liftingu. Pierwsze zwycięstwa Xsary WRC w międzynarodowych zawodach należą właśnie do przebudowanych T4 FRC. Jesus Puras wygrał Rajd Mediterraneo 2001 będący wtedy rundą Mistrzostw Europy (pierwsze zwycięstwo na nawierzchni asfaltowej), a Thomas Rådström wygrał Rally Mantta (pierwsze zwycięstwo na nawierzchni szutrowej).

Dalsza część historii jest znana wszystkim. O modelu T4 FRC pamiętają nieliczni. Mimo, że osiągał on same sukcesy, a zdobyte doświadczenia zaprocentowały później wieloletnią dominacją Citroena w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Auto jeździło w rajdach tylko w jednym kraju i tylko rzez jeden sezon. W sezonie 2001, na trasy Mistrzostw Francji powróciła Xsara kit-car i znów zdobyła mistrzostwo tego kraju. Za kierownicą siedział Sebastien Loeb.

Dziś Xsarą w wersji T4 można pojeździć w starej grze rajdowej pod tytułem Richard Burns Rally. Jednak jest to chyba najgorzej wykonana gra rajdowa w historii, pełna bugów, niedoróbek i fizyką, która wydaje się realistyczna, ale tylko jeśli w życiu nie jeździliście samochodem. Instalować na własne ryzyko.

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum