Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2020

Motohistoria: Żyroskopy w wyścigach

Dalej trzeba siedzieć w domach, sytuacja w kraju i na świecie wygląda słabo. Dlatego wypada zrobić wpis, zeby podczas tego wszystkiego było co poczytać i oderwać nieco myśli od przykrych tematów wirusowych,

W poprzednim wpisie pokazałem Wam historię żyroskopowego autobusu. Wspomniałem też, że opiszę motorsportowe zastosowanie podobnego systemu. Więc opisuję. A Wy czytacie.

W roku 2009 do Formuły 1 wprowadzono obowiązkowy system KERS. W uproszczeniu chodziło o to, że auta F1 mają zyskać pewną formę napędu hybrydowego. Dodatkowy silnik elektryczny miał ułatwić w tym wypadku wyprzedzanie. Oczywiście jak to bywa w F1, ułatwił przede wszystkim obronę przed tym manewrem. Dzięki czemu wyprzedzania było jeszcze mniej. Typowa sytuacja w tej serii wyścigowej.

Typowe było tez podejście większości zespołów do tego rozwiązania: akumulatory litowo-jonowe do magazynowania energii dla elektrycznej części napędu. Ale nie zespół Williams. Zespół który obecnie wygląda jakby przy budowie i projektowaniu swoich aut próbował nieudolnie naśladować Cytryna i Gumiaka, jeszcze nie tak dawno miał dość ciekawy pomysł. 

Otóż uznali oni, ze ładowanie akumulatorów i późniejsze odbieranie z nich energii jest zbyt wolne. Szczególnie jak na standardy F1. Dlatego sięgneli po rozwiązanie analogiczne jak w przypadku szwajcarskich żyroskopowych autobusów. 

Idea bazowo była podobna, ale nie identyczna: koło zamachowe zamknięte w obudowie z panującym w środku bardzo niskim ciśnieniem (ponoć niemal próżni, ale nie znalazłem dokładnych danych), obracało się na ceramicznym łożysku. Elementy owego koła wykonane były z materiału oznaczonego jako MLC (Magnetically Loaded Composite) - do włókien kompozytu dodano cząsteczki metalu i dzięki temu, koło zamachowe można było namagnesować. A to powodowało, że obracajac się, indukowało ono prąd w stojanie. Oddawanie energii z systemu polegało na tym, że prądu tego używano do napędzania silnika elektrycznego, z którego przekazywano napęd na koła. Magazynowane energii zaś było rozwiązane w analogiczny sposób - prąd indukowany w stojanie (dzięki silnikowi pracującemu jako generator) sprawiał że koło zamachowe się kręciło. A jak szybko mogło się kręcić? Inżynierowie Williamsa mówili że od 50 000 do 100 000 obrotów na minutę. Dokładne dane oczywiście zachowywali dla siebie





Cały system ważył relatywnie niedużo. Problemem jednak okazały się jego gabaryty. O ile jako całość nie zajmował zbyt dużo powierzchni w porównaniu do akumulatorów, to te drugie mozna było podzielić i rozłożyć na większej przestrzeni. A w sezonie 2010 (czyli tym, w którym Williams chciał swoje rozwiązanie wprowadzić do użytku) miało to ogromne znaczenie - otóż zakazane było wtedy tankowanie. Co spowodowało, ze zbiorniki paliwa w bolidach F1 musiały stać się sporo większe niż dotychczas. A to niestety sprawiło, że zbiornik zajął miejsce pierwotnie przeznaczone na koło zamachowe. Williams musiał więc porzucić nowatorski pomysł i zająć się opracowywaniem takiego samego systemu KERS jak reszta stawki. Ale swojej pracy nie wyrzucili na śmietnik. Postanowili ją sprzedać.

I sprzedali. Komu? A na przykład firmie Porsche. Tak powstało zaprezentowane w 2010 Porsche 911 GT3 R Hybrid. Moduł z kołem zamachowym był umieszczony w miejscu fotela pasażera i przekazywał energię do dwóch silników elektrycznych napędzających przednie koła. Pozwalało to uzyskać 222 KM. Tylne zaś standardowo dla GT3 R były wprawiane w ruch przez 6-cylindrowy silnik typu bokser o czterech litrach pojemności skokowej i maksymalnej mocy 480 KM. Dzięki czemu ten samochód miał napęd na wszystkie koła. 



Hybrydowe 911 miało pojechać przede wszystkim w edycji 2010 24-godzinnego wyścigu na torze Nurburgring-Nordschleife (tak, 24h po całej pętli najbardziej znanego toru świata, bardzo polecam oglądać te zawody - co roku jest transmisja online). W ramach testów wystawiono go też w rozgrywanych na tej samej trasie wyścigach serii VLN (wyścigi kilkugodzinne, również po Nordschleife). Mimo testów, w najważniejszym występie nie poszło dobrze. Podczas dwudziestu czterech godzin Porsche borykało się z wieloma problemami technicznymi. Co ciekawe, spora część z nich dotyczyła silnika spalinowego. Samochód został sklasyfikowany na 28-mym miejscu. Na pocieszenie udało się zdobyć jedno zwycięstwo w serii VLN w sezonie 2011. W tym samym roku auto dopusczono do startu w wyścigu serii American Lemans Series na torze w Monterey. Jechało jednak poza klasyfikacją (regulamin serii nie dopuszczał takiego wynalazku). Warto jednak odnotować, ze mimo startu z ostatniej pozycji było to zdecydowanie najszybsze auto GT w całych zawodach. Po tym starcie 911 GT3 R Hybrid zostało wycofane z użytku. Jednak nie było to ostatnie niemieckie auto wyscigowe z systemem odzyskiwania energii wykorzystującym koło zamachowe.

System opracowany przez Williamsa znalazł następnie zastosowanie w zespole Audi który przez długi czas dominował w wyscigach długodystansowych. Po pewnych modyfikacjach, wykorzystano go w modelu R18 e-tron quattro, gdzie pozwalał odzyskać 500 kJ energii. W odróżnieniu od F1, napęd z silnika elektrycznego był przekazywany na przednie koła. Tylne zaś napędzał 3,7-litrowy turbodiesel V6. Dzięki temu "quattro" w nazwie auta było w pełni uzasadnione. Jednak ze względu na cheć zachowania konkurencyjności wszystkich aut biorących udział w zawodach, regulamin techniczny wyścigów długodystansowych (a konkretnie najwyższej klasy, LMP1) stanowił, że owego dodatkowego napędu na przednią oś można używać wyłacznie powyżej predkości 120 km/h. 

Te przepisy jednak nie powstrzymały dominacji Audi. R18 e-tron quattro ruszyło do rywalizacji w roku 2012 i wygrało zarówno wyścig 24h Le Mans, jak i pozwoliło niemieckiemu producenowi wygrać całe mistrzostwa. Identyczna sytuacja powtórzyła sie w roku 2013. 

R18 e-tron quattro w drodze po zwycięstwo w 24h Le Mans 2012
Na sezon 2014 R18 e-tron quattro dostał nieco większy, 4-litrowy silnik (nadal V6 turbodiesel), a sam system KERS został nieco poprawiony. Dodano też odzyskiwanie energii cieplnej z układu wydechowego, która po przekształceniu w elektryczną mogła być skierowana do systemu KERS, albo do dodatkowego napędzania turbosprężarki silnika spalinowego. Pozwoliło to na wygranie 24h Le Mans w tym roku, ale już w całym sezonie Audi musiało uznać wyższość Toyoty.

Na sezon 2015 FIA pozwoliło Audi zwiększyć ilość odzyskiwanej energii z systemu do 700 kJ. Mimo tego, oraz pozostałych poprawek samochodu, zarówno w 24h Le Mans jak i w całym sezonie Audi zostało pokonane przez powracający do najwyższej klasy wyscigów długodystansowych zespół Porsche. Który również zbudował auto hybrydowe (919 Hybrid), jednak korzystając już z akumulatorów litowo-jonowych.

Na sezon 2016 Audi zdecydowało się zmienić system gromadzenia energii na taki sam jak używała konkurencja - z wykorzystaniem akumulatorów litowo-jonowych (w przypadku Toyoty nawet superkondensatorów, ale to zupełnie inna historia).

I to wszystko? Nie, skądże. System Williamsa znalazł jeszcze jedno zastosowanie. Otóż został on zmodyfikowany w firmie GKN Hybrid Power i ma pracować w londyńskich autobusach. Tym razem dając nie osiagi, a zmniejszone zużycie paliwa. Znów więc mamy pomysł na autobusy wykorzystujące wirujące koło zamachowe do gromadzenia i odzyskiwania energii. Historia zatoczyła koło (zamachowe?): autobusy, F1, wyścigi aut GT, LeMans i znów autobusy.


niedziela, 15 marca 2020

Motohistoria: Gyrobus

Sytuacja w kraju i na świecie jest taka, ze trzeba siedzieć w domu. A skoro tak, to można pisać bloga. Zapraszam do lektury:

Szwajcaria jeśli chodzi o motoryzację nie budzi zbyt ciekawych skojarzeń: zakaz wyścigów samochodowych, potężne mandaty, motoryzacyjny ekoterroryzm... oraz troche firm produkujących osobliwe prototypy, które nigdy nie wchodzą do produkcji. A także żyroskopowy autobus. I o nim będzie właśnie dzisiejszy wpis.

W roku 1944 Bjarne Storsand, główny inżynier w fabryce maszyn Oerlikon (Maschinenfabrik Oerlikon), wpadł na pomysł zbudowania autobusu zeroemisyjnego. No standard, 74 lata później też próbujemy to zrobić. Ale my kombinujemy nad coraz lepszymi akumuatorami do gromadzenia energii elektrycznej. Zaś w przypadku szwajcarskiego pomysłu akumulator miał gromadzić energię mechaniczną.

Pan Storsand stwierdził bowiem, że akumulatory elektryczne mają mała pojemność, długo się je ładuje i w ogóle są z nimi same problemy (skąd my to znamy...). A jakby tak szybko rozkręcić ogromne ciężkie koło zamachowe w tym autobusie, to ono by się kręciło długo. I możnaby z niego napędzać generator. A z niego juz silniki elektryczne poruszajace pojazdem. Na ile wystarczyłoby zgromadzonej w kole energii? Co najmniej do następnego przystanku, gdzie autobus podłączany byłby pod sieć elektryczną, która dostarczałaby energii by ponownie rozkręcić to koło.

Pomysł nie był taki nowy. Już w 1860 roku, amerykański porucznik John Adams Howell wymyślił torpedę napędzaną właśnie poprzez rozkręcone uprzednio koło zamachowe. 

W roku 1906 brytyjski konstruktor Frederick Lanchester opatentował kombinajcę napędu z silnika spalinowego oraz koła zamachowego, która miałaby pozwolić na pozbycie się z samochodów tak kłopotliwego elementu jak skrzynia biegów. Autor patentu sugerował też użycie takiego napędu w omnibusie. Patent jednak nie został nigdy zrealizowany. 

Ale Szwajcarzy byli bardziej uparci. Skoro jest pomysł, to zabrano się za jego realizację. Gotowy pojazd, Gyrobus (Żyrobus), zbudowano w roku 1946 i wyglądał tak:



A oto wspomniane koło zamachowe:


A to widok ze środka autobusu:


Owo koło zamachowe miało 160 cm średnicy i ważyło 1,5 tony. Wykonano je z kutej stali chromowo-niklowo-molibdenowej. Umieszczone zostało w szczelnej komorze wypełnionej wodorem (!) i z utrzymywanym bardzo niskim ciśnieniem (0,3 bara). Pozwalało to na znaczne obniżenie oporów, dzięki czemu koło mogło się kręcić dłużej. Osadzone zostało na łożyskach kulowych produkcji SKF i rozpędzano je do 3000 obrotów na minutę (niektóre źródła mówią o 2850 obr./min.). Koło podłączono do silnika elektrycznego, który je rozkręcał, a potem służył jako generator.

Po rozkręceniu, gdyby nie "odbierać" z niego energii (czyli niczego nim nie napędzać), koło kręciłoby się przez 12 godzin.

By osiągnać wymaganą prędkość obrotową od startu zatrzymanego, potrzebne było 40 minut. Ale już czas "doładowywania" na przystankach był znacznie krótszy - od dwóch do pięciu minut, zależnie od tego ile energii zostało zużyte (czyli o ile zmniejszyła sie prędkość obrotowa koła). Energia elektryczna potrzebna do rozpędzania koła dostarczana była przez potrójny pantograf widoczny na dachu pojazdu. Zasilanie odbywało się napięciem 500 V. Cały pojazd ważył 11,7 tony. Długość wynosiła 10,7 metra, szerokość 2,4 metra, a wysokość 3,2 metra. Gyrobus mógł pomieścić 70-ciu pasażerów, z czego 35-ciu  na miejscach siedzących.

A skoro go skonstruowano, to i wprowadzono do użytku. Najpierw oczywiście w Szwajcarii, w trzech miastach w ramach próby: Altdorf, Aarau i Rheintal. Pomiędzy kolejnymi ładowaniami Gyrobus mógł przejechać około 6 km z prędkością 50-60 km/h. Oczywiście im krótsze dystanse pokonywał autobus, tym mniej czasu zajmowało ponowne rozpędzanie koła. 

Podwozie Żyrobusu, źródło: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/
Obecność tak dużej wirującej masy w pojeździe miała dwa znaczne efekty uboczne. Działała ona jak żyroskop (stąd z resztą nazwa), dzięki czemu mocno stabilizowała autobus sprawiając że jazda nim była bardzo komfortowa. Niestety efekt zyroskopu powodował też, że autobusem bardzo trudno było skręcać. Do tego powoli wychodziły problemy z niedostateczną sztywnością konstrukcji podwozia. Drugim kłopotem było to, że przy jeździe po wybojach występowały awarie łożysk koła zamachowego.

Wnętrze Żyrobusu, źródło: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/
Mimo to, projekt kontynuowano. 30-stego marca roku 1951 utworzono pierwszą linię miedzynarodową dla tego pojazdu! Łączyła miasta Diepoldsau (Szwajcaria) i Hohenems (Austria). Było to możliwe dlatego, ze obie miejscowości dzieli zaledwie 4,5 km. Przejazd prototypu między nimi zajął 51 minut (13:59 do 14:50). Spore opóźnienie wywołała kontrola paszportowa na granicy. Żyrobusy kursowały na tej linii do roku 1955.

prototyp żyrobusu na swojej trasie międzynarodowej, źródło: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/
Żyrobusami zainteresowali się też Belgowie. 11-go lutego 1955, państwowre przedsiębiorstwo Société Nationale des Chemins de Fer Vicinaux zamówiło u Szwajcarów  trzy żyrobusy. Wprowadzono je do użytku w miastach Ghent i Yverdon les Bains. W tym drugim udawało się nawet przejechać 10 km bez "ładowania"! Pojazdy obsługiwały swoje linie na wyłączność do roku 1959, kiedy to zaczęto je zastepować pojazdami spalinowymi. Mimo to pozostały w użytku aż do roku 1970.

Belgowie zamówili też 12 Żyrobusów do swojej kolonii w Kongo. Pojazdy również znalazły się tam w roku 1955. Wszystkie wysłano do miasta Leopoldville. W stosunku do europejskich wersji, afrykańskie Gyrobusy mieściły więcej osób - mogło nimi podróżować 90-ciu pasażeró, z czego 27-miu na miejscach siedzących. Pozostały w użyciu do roku 1960, czyli do momentu uzyskania przez Kongo niepodległości. Na tym filmie widać jeszcze pozostałe do czasów obecnych stacje ładujące.

Żyrobusy na dworcu w Leopoldville, źródło: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/
stacja ładowania w Leopoldville, źródło: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/
Do czasów obecnych przetrwał też jeden egzemplarz Żyrobusu - znajduje się on w muzeum transportu publicznego w Antwerpii

W kolejnym wpisie postaram się przybliżyć nieco motorsportowe zastosowanie koncepcji wirującego koła zamachowego jako akumulatora energii.

Zaś wszystkim czytelnikom życzę zdrowia. I nie wychodźcie bez potrzeby z domu. Zamiast wykupywać papier toaletowy czytajcie lepiej blogi. Albo i sami zacznijcie je pisać!

Przy pisaniu artykułu korzystałem m.in. z tej strony: http://fbw.ch/geschichte-der-gyrobus/

PS A jeśli chcecie więcej autobusów na Autobezsensie, to zapraszam do lektury tego wpisu: Autobusy Giron

PPS A więcej żyroskopów w motoryzacji znajdziecie tutaj: Gyrocar

niedziela, 20 grudnia 2015

Motohistoria: Autobusy Giron

Teraz wpis za który zabierałem się niezmiernie długo. Ogólnie mnie autobusy za bardzo nie ruszają. Ale na stronie zlomnik.pl (obecnie poznajemysamochody.pl) co jakiś czas ukazywały się obietnice, że autor zrobi wpis o kubańskich autobusach Giron. Jak widać, strona w międzyczasie zdążyła zostać zamknięta i powstać na nowo, a wpisu jak nie było tak nie ma. Jakoś mi ten temat nie dawał spokoju, więc zacząłem szukać informacji o tych autobusach samodzielnie. I szczerze mówiąc było jeszcze gorzej niż przy wpisie o Mid Night Club. Mimo, ze temat jest zupełnie inny. Źródeł jeszcze mniej, a te co są to zazwyczaj w języku, którego nie znam ani trochę. A im bardziej nic nie mogłem znaleźć, tym bardziej mi to wchodziło na ambicję i stwierdziłem, że zrobię wpis. Jakoś. No i jest. Przy pisaniu tekstu wspomagałem się mocno tą stroną http://www.ifriedegg.com/GironXII.htm. Google translate tak na tym działał, że po pewnym czasie zauważyłem, że więcej rozumiem z oryginału, niż z tłumaczenia. No cóż, zawsze to lekka znajomość nowego języka obcego mi się pojawiła.

No ale po kolei. Przedsiębiorstwo nazwane później Giron powstało w 1959 roku. Nie jest jasne czym się początkowo zajmowało. Podobno remontami autobusów już jeżdżących po kubańskich drogach. W każdym razie po tym jak Fidel Castro zdobył pełnię władzy na Kubie, zarządzono, że będzie w nim produkcja autobusów. Pojazdy początkowo miały się nazywać Mambi, jednak decyzją samego Castro, zmieniono to na Giron. Plaża Giron (obok jest też wioska o tej samej nazwie) jest miejscem, gdzie Fidel odniósł ostateczne zwycięstwo podczas Inwazji w Zatoce Świń. Inna sprawa, że wioskę i plażę nazwano od słynnego francuskiego pirata, Gilberta Giron - został on tam stracony. Facet sobie spokojnie napadał na statki na przełomie XVII i XVIII wieku, a kilkaset lat później zrobili z jego nazwiska markę komunistycznych autobusów. Logiczne.

W każdym razie powstał pierwszy autobus Giron (no, początkowo Mambi). Bazował na ciężarówce GAZ 63 - z niej pochodziło podwozie i silnik. I właściwie tyle o nim wiadomo.

Giron I (Mambi). źródło: http://www.ifriedegg.com
Potem zrobiono Girona II, którego można poznać z zewnątrz po tym, że miał inny wlot powietrza. Różnił się zaś mocno techniką - podwozie i silnik pochodziły od GAZa 53.

Giron II - z fabryki wychodziły podobno w nieco lepszym stanie. Ale niewiele. źródło: http://www.ifriedegg.com
Giron II. źródło: http://www.ifriedegg.com
Ogólnie pojazdy te były słabo wykonane, wentylacja była w nich koszmarna (przy kubańskim klimacie to musiało być odrobinę niekomfortowe), radzieckie silniki zużywały zaś gigantyczne ilości paliwa. No ale jakoś to jeździło.

Potem zrobili Girona III, który nie wiadomo jak wyglądał i powstał w jakiejś pomijalnej liczbie egzemplarzy. Podobno był wzorowany na autobusach Leyland.

A następnie powstał Giron IV. Od swoich poprzedników różnił się dość mocno stylistyką (o ile można o czymś takim mówić w przypadku autobusu). Nieco przypominał hiszpańskie autobusy Pegaso, których pewną ilość sprowadzono na Kubę.

Giron IV. źródło: http://www.ifriedegg.com
W każdym razie mechanicznie nadal był to GAZ 53. Pojazd służył bardzo często jako autobus szkolny.

Dalsze zmiany stylistyczne przyniósł Giron V. Zmniejszono wysokość przednich szyb, co bardzo ucieszyło kierowców - nie dość, że ograniczyło to problemy z oślepianiem przez słońce, to sprawiało, że wnętrze autobusu nieco mniej się nagrzewało. Mechanicznie nie zmieniono niczego.

Giron V. źródło: http://www.ifriedegg.com
Następnie rozważano w fabryce montaż węgierskich autobusów Ikarus. Nie wiadomo, czy powstał tam wtedy jakikolwiek ich egzemplarz, wiadomo jednak, że w tym okresie stworzono Girona VI wyposażonego w niektóre elementy nadwozia Ikarusa (szyby przednie, reflektory, tylną klapę, drzwi). Oczywiście nie zmieniono mechaniki i tym sposobem powstało coś na kształt krótkiej wersji Ikarusa 280 na podwoziu i z silnikiem GAZ-a. Kierowcy nie przepadali podobno za tym pojazdem, bo szyby od węgierskiego autobusu były wysokie i ze zwiększoną siłą powróciły problemy, które dopiero co wyeliminowano w Gironie V.

Giron VI. źródło: http://www.ifriedegg.com
Od lat 70-tych dwudziestego wieku, na Kubę importowano japońskie autobusy marki Hino. Pojazdy te ze względu na bardzo komfortowe zawieszenie, wysoką jakość wykonania i bezawaryjność (mimo koszmarnych warunków serwisowych i wiecznego niedoboru części zamiennych) były bardzo lubiane zarówno przez kierowców jak i pasażerów. Jednak koszt ich sprowadzenia był spory. Dlatego podjęto decyzję o kupowaniu od Japończyków tylko podwozi z silnikami i montowaniu na nie karoserii własnej produkcji. Tak powstał Giron XI (nie mam pojęcia co się stało z VII, VIII, IX i X). 

Giron XI. źródło: http://www.ifriedegg.com
Pojazd nadal miał dobrą mechanikę, ale już jakość wykonania nadwozia i wnętrza pozostawiała wiele do życzenia. Twarde plastikowe siedzenia dla pasażerów, całość ogólnie wykonana jak najmniejszym kosztem. Dla użytkowników modelu XI, którzy pamiętali jak się jeździło w oryginalnych Hino, musiało to być mocne rozczarowanie. Mimo wszystko był to i tak najlepszy z dotychczasowych autobusów Giron. No i pierwszy, który nie bazował już na mechanice GAZ-a.

Giron XI. źródło: http://www.ifriedegg.com
Jego następcą był najsłynniejszy kubański autobus w historii - Giron XII. Nadal bazował na mechanice Hino, lecz tym razem miał nadwozie mocno oparte o hiszpańskie autobusy Pegaso 6035. Tak jak w poprzedniku, wnętrze nadal było spartańskie, z twardymi siedzeniami itd. No ale mechanika była dalej trwała. Dlaczego jednak ten autobus stał się słynny?

Giron XII. źródło: http://www.ifriedegg.com
Otóż pierwszego kwietnia 1980-go roku jeden z jeżdżących po Hawanie egzemplarzy Girona XII był centralnym punktem spisku dowodzonego przez Hectora Sanyustiz. Kierowca tamtego autobusu w pewnej chwili zatrzymał pojazd i oznajmił pasażerom, że muszą wysiadać, bo jest awaria i autobus musi natychmiast udać się do zajezdni. W środku został tylko on, Hector i trzech pasażerów (również biorących udział w spisku). Następnie autobus ruszył, rozpędził się i staranował ogrodzenie peruwiańskiej ambasady. Strażnicy otworzyli ogień, ale w zamieszaniu zginął tylko jeden z nich, a spiskowcom nic się nie stało. Sanyustiz i jego wspólnicy poprosili zaś o azyl. Peruwiańscy dyplomaci byli skłonni go im udzielić i zaczęły się przepychanki z władzami Kuby. W tym czasie wiadomość o wyczynie kierowcy autobusu rozeszła się po mieście i hawańczycy tłumnie ruszyli na ambasadę Peru. Przez rozwalone ogrodzenie na teren wdarło się około 10 000 (słownie: dziesięć tysięcy) osób i również poprosiło o azyl! No i po dalszych negocjacjach władz, go dostali. Po czym łodziami zabrano ich z Kuby. Pełna historia tutaj.

Giron XII na "przystanku" w ambasadzie Peru. źródło: http://www.ifriedegg.com
Giron XIII to już powrót do stylistyki Ikarusa. No i nic dziwnego, bo był to po prostu montowany na Kubie Ikarus 260 z kilkoma drobnymi modyfikacjami.

Giron XIII. źródło: http://www.ifriedegg.com
Giron XIII. źródło: http://www.ifriedegg.com
Po czym postanowiono znów pobawić się w składanie autobusów z czego popadnie i powstał Giron XIV - mechanika Hino, nadwozie w znacznej części Ikarus. Plus jakieś tam własne pomysły. Powstało 350 sztuk.

Giron XIV. źródło: http://www.ifriedegg.com
Potem zrobiono Girona XV, czyli montowany na Kubie autobus dalekobieżny Ikarus 256.

Giron XV. źródło: http://www.bus-planet.com
Giron XVI zaś to Ikarus 280 - 434 sztuk przywieziono na Kubę już kompletnych i doczepiono im tylko emblematy Giron, zaś 205 sztuk zmontowano na miejscu.

Giron XVI. źródło: http://www.bus-planet.com
Po czym znów wrócono do składania autobusów z części różnych producentów - Giron XVII miał nadwozie Ikarusa, podwozie LAZ-a i silnik KAMAZ-a. 

Giron XVII. źródło: http://www.bus-planet.com
Po czym historia kubańskiej fabryki przestaje być zupełnie opisywana. Najwyraźniej robili co popadnie z czego popadnie. Girona zamknięto zaś około 1990 roku i przebranżowiono na produkcję rowerów i motocykli. Utrzymano tylko produkcję części do autobusów. Ale czy ten stan utrzymuje się do dziś - nie wiem.

Dlatego w zupełnie przypadkowej kolejności przedstawiam kilka modeli, o których cokolwiek udało mi się znaleźć.

Giron XXII - coś podobnego nieco do Ikarusa 254, jednak różniącego się pozycją kierowcy.

Giron XXII. źródło: http://www.bus-planet.com
Plus Giron XXII T - wersja luksusowa powyższego. Na czym ten luksus miał polegać, nie napisano.

Giron XXII T. źródło: http://www.bus-planet.com
Giron TE - najnowocześniejszy autobus Giron, ale z czego go poskładali, to nie wiadomo.

Giron TE. źródło: http://www.bus-planet.com
Zabudowa autobusu Giron na ciężarowce KAMAZ. Nie wiadomo, czy to dzieło fabryki, czy kubańskich wirtuozów mechaniki garażowej.

źródło: http://www.bus-planet.com
Giron Ciclabus. Czyli autobus specjalnie dostosowany do przewozu pasażerów z rowerami.

Giron Ciclabus. źródło: http://www.bus-planet.com
Oprócz autobusów, Giron produkował też naczepy autobusowe 

źródło: http://www.bus-planet.com
A tu wersja "samoróba":
źródło: http://www.bus-planet.com
A często też, gdy brakuje części zamiennych, zwykłe autobusy Giron stają się przyczepami. No bo autobus musi jeździć i wozić ludzi, nawet jak nie ma silnika.

źródło: http://www.bus-planet.com
Najlepiej jednak go nieco przyciąć i zamontować na ciężarówce. W końcu dla kubańskich mechaników nie ma rzeczy niemożliwych i takie rzeczy to oni robią niemal z zamkniętymi oczami.

źródło: http://www.bus-planet.com
A jak się dobrze rozkręcą to z autobusu zrobią pojazd na tory:

źródło: http://www.bus-planet.com
źródło: http://www.bus-planet.com
Ogólnie bardzo polecam przejrzeć galerię autobusów Giron i ich pochodnych na bus-planet: link!

Zaś sam mam mały apel do miłośników autobusów, jeśli tacy czytają ten blog: jeśli widzicie jakiekolwiek nieścisłości (szczególnie jeśli chodzi o rozpoznanie modeli Ikarusów budowanych na licencji przez Giron) to nie wahajcie się mi ich wskazać w komentarzach. Tak jak wspomniałem na wstępie, autobusy zdecydowanie nie są czymś na czym się dobrze znam.

Ale mimo to wpis powstał. Kawałkami i zajęło to kilka miesięcy walki z brakiem znajomości portugalskiego, brakiem źródeł, ale jest! A mogłem w tym czasie zrobić coś pożytecznego...

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum