Miał być długi i nudny wpis o tym jak oglądałem rozmaite BMW, ale straciłem wenę w połowie i będzie coś innego.
Nissan NV200. Jakiś nudny van, który nikogo nie obchodzi. A właśnie zaczął. Na ulicach Nowego Jorku zastąpi on Crown Victorie. Dzięki czemu, nawet jak trafię kiedyś do tego miasta, to nie będę miał powodu, by zamawiać taksówkę. Bo zamiast opartej na ramie amerykańskiej limuzyny z amerykańskim V8 przyjechałoby po mnie to:
Podobne auta będą także taksówkami w Barcelonie i w Tokio. A od pewnego czasu mówi się, że także w Londynie. Dumny Nissan zaprezentował swoją wizję London Taxi w 2012 roku i wygladała tak:
I została skrytykowana, że nie wygląda dość angielsko. Zaskoczenie, normalnie. Wygląda jakby przeciętnemu korpo-Japończykowi w garniturze, nałożyć wysoką futrzaną czapkę i postawić go przed pałacem Buckingham.
Nissan bardzo się przejął tymi zarzutami. Tak bardzo, że postanowił zmienić stylistykę na bardziej brytyjską. Dizajnerzy przez kilka miesięcy dzielnie żarli tylko typowo brytyjskie potrawy (swego rodzaju wyczyn - ja najdłużej z brytyjskim jedzeniem wytrzymałem 13 dni i stwierdziłem, że nigdy tego wyniku nie chcę poprawić), oglądali tylko brytyjską telewizję i mówili z przesadzonym brytyjskim akcentem. Efekt możecie podziwiać na bezczelnie ukradzionym z brytyjskiego topgear.com zdjęciu:
![]() |
Wszystkie zdjęcia tutaj |
Innymi słowy, korpo-Japończykowi w garniturze i z wysoką futrzaną czapką zafundowano operację plastyczną, żeby jego twarz nabrała bardziej europejskich rysów.
Normalnie czekam, aż zobaczą to Amerykanie i zażądają, by nowojorskie NV200 miały przód wzorowany na Crown Victorii. A te w Barcelonie? Może przód od Seata Malagi? A kiedy Nissan trafi do Polski, to ja się kategorycznie domagam, by miał front od Syreny Sport! Tylko w Tokio będzie nieciekawie, bo NV200, będzie musiał mieć przód od NV200 - nuda. Chyba, żeby jednak mu tam dowalić przód od taksówkarskiej Toyoty Crown.
Bylem parę razy wieziony w londyńskiej taksówce (najnowszy model, TX4). Jest głośna, niezbyt wygodna, a z kierowcą komunikujemy się przez mikrofon. Zazwyczaj system ten jest tak słaby, że trzeba się do tego mikrofonu wydzierać. W sumie to człowiek drze się tak głośno, że kierowca i tak go by usłyszał nawet przez dzielącą go od pasażerów szybę. Walizki ładuje się do przedziału pasażerskiego, dzięki czemu podczas jazdy w kilka osób (czterech pasażerów) nie ma miejsca na nogi. A jak się jest jedynym pasażerem, to walizka lata po całym pojeździe. Silnik wściekle trzęsie autem, hałasuje i widać, ze ledwo radzi sobie z masą taksówki. Jechałem kilka razy i raczej nie były to wady tylko jednego, zaniedbanego egzemplarza.
Ale za to pamiętam te przejażdżki bardzo dobrze. Dużo lepiej, niż w przypadku rozmaitych Passatów, Mondeo itd. London Taxi, mimo, że przestarzałe, jest dla mnie nieodłączną częścią Londynu. Tym bardziej, ze gdyby mu dać nieco mocniejszy silnik, trochę więcej wygłuszeń i lepszy system komunikacji z kierowcą, to już by było na prawdę dobrze. Save the London Taxis!