Dawno nie było żadnego wpisu ze ścieżką dźwiękową. Czas to nadrobić. Tym razem omawiane nowości wywołują u mnie skojarzenie z utworem "The thing that should not be" ("Coś, co nie powinno istnieć"), zespołu Metallica.
I ten właśnie kawałek, pochodzący ze zdecydowanie najlepszych lat
twórczości Hetfielda i spółki, proponuję sobie posłuchać czytając
dzisiejszy wpis. Oczywiście wykonanie z legendarnego koncertu w Seattle z
1989 roku. Jeśli ktokolwiek zastanawia się, jakim cudem zespół który
podpisał się pod tak absolutnym gniotem jak album "Lulu", mógł być kiedykolwiek uznany za ikonę thrash-metalu, niech posłucha tego koncertu.
Ale do rzeczy. Jakiś czas temu było takie auto jak Nissan Murano Crosscabriolet. Czyli SUV ze składanym dachem. Jak można przewidzieć, sprzedawało się katastrofalnie. Być może marketingowcom nieźle idzie robienie z klientów idiotów, ale jeszcze nie do tego stopnia. W każdym razie Murano ze szmacianym dachem zniknęło z rynku całkiem szybko.
Dzięki czemu pomysł SUVa cabrio byłby kolejną ślepą uliczką motoryzacji. Gdyby nie to, że najwyraźniej wraca.
Dla tej ogromnej grupy około trzech osób, które chętnie kupiłyby Murano CC gdyby nadal było produkowane, Land Rover przygotował niedawno model Evoque w wersji cabrio.
Samochód ma wejść do produkcji w przyszłym roku. Na razie zaprezentowano film reklamowy (link), w którym widać zakamuflowanego cabrio-SUVa, jeżdżącego po tunelach pod Londynem. W sumie nic dziwnego - na miejscu kierowcy testowego też wolałbym nie być widziany w czymś takim na powierzchni.
Samochód ma być napędzany m.in. turbodieslem o mocy 150 lub 180 KM. Lub silnikiem benzynowym z turbo, również o pojemności dwóch litrów, zaś mocy maksymalnej wynoszącej 240 KM. W ofercie ma się znaleźć też dziewięciobiegowa (!), automatyczna skrzynia biegów ZF.
Niemieckie Auto Zeitung z 22.04.2015 podaje też, że najprawdopodobniej w przyszłym roku, na marcowym salonie samochodowym w Genewie, swojego cabrio-SUVa zaprezentuje Audi. Pojazd miałby być otwartą wersją najmniejszego pseudoterenowego modelu niemieckiej marki, czyli Q1. Opublikowano też wizualizację tego auta:
Jako napęd miałyby być przewidziane silniki o mocy od 105 KM (pewno jakieś 1.2 TSi) do 300 KM (2.0 TSi, może nawet 2.5).
Auto Zeitung cytuje też anonimowo "pracownika jednego z niemieckich koncernów motoryzacyjnych", który mówi, ze mieli już pomysł na zrobienie SUVa ze składanym dachem, ale pomysł jak na razie nie zostawał wprowadzony w życie przez problemy z uzyskaniem odpowiedniej sztywności nadwozia. No cóż, najwyraźniej sobie z tym już poradzono. Albo po prostu uznano, ze skoro 1.4 TSi ludzie kupowali, to i pseudoterenowe auto z wyginającym się na wszystkie strony nadwoziem też się da sprzedać. Zresztą, kiedyś już Audi prezentowało prototyp takiego auta pod nazwą CrossCabrio:
A pomysł nie jest nowy, bo w 1996 roku, Heuliez zaprezentował prototyp Intruder, ze składanym metalowym dachem. Auto bazowało na Mercedesie klasy G, więc przynajmniej miało jakieś zdolności terenowe.
Doprawdy, SUV z otwartym nadwoziem wygląda jakby ktoś spojrzał na typowego przedstawiciela tej klasy aut i pomyślał: "Hmm, ale to jest koszmarne... Ma wszystkie wady auta terenowego (wysoki środek ciężkości, słaba aerodynamika, duża masa i co za tym idzie wysokie zużycie paliwa, a do tego wysoka cena) oraz wszystkie wady auta osobowego (w teren nie pojedzie). Brakuje tylko, żeby mu dołożyć wady kabrioletu. Czyli niepraktyczne, dwudrzwiowe nadwozie i niską sztywność konstrukcji. Tak! To trzeba zrobić! Oczywiście z awaryjnymi silnikami po dowsnsizingu i milionem biegów!"
No i takie auta powstają, choć na zdrowy rozum nie powinno ich być. Ale mam wrażenie, że są bardziej tworzone "Bo konkurencja to ma, to i my musimy! A nuż się sprzeda!", niż dlatego, że wszyscy producenci faktycznie wierzą w aż taką głupotę klientów. Chociaż..
Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że prawdziwe auta terenowe, jak UAZ 469 czy Willys-Jeep też miały otwarte nadwozia. Owszem. Tylko, że obecne cabrio-SUVy nijak mają się do nich pod względem przydatności do czegokolwiek.
Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że prawdziwe auta terenowe, jak UAZ 469 czy Willys-Jeep też miały otwarte nadwozia. Owszem. Tylko, że obecne cabrio-SUVy nijak mają się do nich pod względem przydatności do czegokolwiek.
Coś jak album "Lulu" do np. "Ride the Lightning", czy "Master of Puppets" pod względem przyjemności słuchania. Niby nagrane przez ten sam zespół, a od pierwszego odpadają uszy, zaś drugi i trzeci stanową dzieła thrashmetalowej sztuki.