Ostatnio sporo było o rajdach, motosporcie itd. Czas więc na coś niesportowego i bezsensownego.
W pierwszej połowie lat 70-tych XX wieku w Indonezji potrzebny był tani transport. Coś co zastąpi poruszane siłą mięśni riksze (zwane tam "becak"). Potrzebne było coś z silnikiem. Najlepiej małym i ekonomicznym.
Zwrócono się więc do producenta skuterów, firmy Innocenti Lambretta. I projekt został zrealizowany. Włosi stwierdzili, że zamówiony pojazd ma przypominać rikszę. Wzięli więc skutery i wysłali do Dżakarty. Tam, w firmie Italindo montowano z przodu miejsca dla pasażerów. Obudowane kabiną.
Rezultat jest dość osobliwy. Pojazd zyskał przydomek Helicak (połączenie "helikoptera" i "becaka"). Właśnie przez wygląd swojej kabiny. Duża powierzchnia szyb, ciekawy wygląd. Jak na coś tak małego i ekstremalnie taniego, pasażerowie mogli poczuć się komfortowo. Gorzej jednak miał kierowca. Jego nie osłaniało nic. Do tego w patrzeniu na drogę mocno przeszkadzała mu umieszczona z przodu kabina. Choć w sumie lepsze to, niż konieczność pedałowania. Za napęd (i hałas) odpowiadał teraz silnik o pojemności 150ccm. Tak jak cały tył pojazdu, pochodził on ze skutera DL150. Podobno były też wersje bazujące na skuterze SX200 z silnikiem 200ccm. Z tyłu dorobiono też oparcie dla kierowcy i półkę na bagaż.
Zbudowano 860 sztuk tego osobliwego pojazdu. Zdecydowana większość została kupiona przez rząd i służyła jako państwowe taksówki.
Niestety, w 1987 roku uznano, że Helicaki są już przeżytkiem. Przyczyniły się do tego problemy ze sprowadzeniem części zamiennych - producent skuterów Lambretta nie prowadził już przedstawicielstwa w Indonezji. Zniknęła także firma Italindo. Wycofano więc te dziwne z ulic i zniszczono. Do dziś przetrwały tylko dwie sztuki, obie bazujące na DL150.
Ogólnie jest to jeden z najbardziej absurdalnych pojazdów jakie widziałem - kierowca nie widzi, gdzie jedzie przez kabinę chroniącą pasażerów przed słońcem, czy deszczem. Jego natomiast nie chroni nic. Tak, czy inaczej, Helicak pasuje do tego bloga bardzo.