Crossovery kojarzą się przede wszystkim z okropnym połączeniem wszystkich wad SUVów i aut kompaktowych, ale bez zalet któregokolwiek z nich. Czas przypomnieć, że nie zawsze muszą być tak koszmarne.
W 1992 roku francuska grupa Axiam, znana z produkcji mikrosamochodów, powołała do życia nową markę. Skromnie nazwaną Mega. Miała się ona zająć produkcją aut sportowych. Ale, ponieważ to Francuzi, to nie mogli tak po prostu wepchać wielkiego V12 do lekkiego nadwozia i iść na kawę, jak to robią Włosi. Nie, oni musieli podejść do sprawy inaczej. Powstał pojazd o nazwie Mega Track.
Oczywiście V12 powinno być, najlepiej umieszczone centralnie. Skorzystano więc z pomocy Mercedesa i wykupiono sześciolitrowy silnik o mocy 394KM. Zdecydowano się go zamontować wzdłużnie, przed tylną osią. I tutaj podobieństwa z typowymi supersamochodami się powoli kończą.
Pomysł przenoszenia napędu na wszystkie cztery koła nie był jeszcze taki dziwny. Choć nadal dość nowatorski - inne V12 AWD, czyli Lamborghini Diablo VT zostało zaprezentowane dopiero rok później.
Dziwne było zamontowanie wszystkiego w nadwoziu 2+2. Miejsce dla czterech osób i wzdłużnie umieszczone V12 - auto miało przez to ponad 5 metrów długości (dokładnie 5080mm). Dla porównania, wspomniane Lamborghini Diablo było ponad pół metra krótsze (4458mm). Skoro nadwozie jest tak długie, to musi być i szerokie - 2220mm. 18cm więcej, niż i tak szerokie Diablo.
Mając już ogromny silnik w ogromnym (jak na standardy supersamochodów nadwoziu) przyszedł czas na zawieszenie. I tutaj Francuzi stwierdzili, że nie ma na rynku nic, czym można by bardzo szybko jeździć w terenie. Dlatego zamiast typowego podejścia "nisko i twardo" zamontowali zawieszenie regulowane. Minimalna wysokość wynosiła 20cm, zaś maksymalna aż 33cm.
Specjalnie dla tego pojazdu zostały stworzone zostały opony Michelin, w rozmiarze 285/55 R20 z przodu i 325/50 R20 z tyłu.
W momencie premiery auto kosztowało dwa miliony franków. Do 2000 roku zbudowano pięć lub sześć egzemplarzy (różne dane z różnych źródeł)
Auta istnieją do dziś, co pokazuje ten filmik:
Ogólnie był to dość absurdalny samochód - mimo wszystko, nie przypominam sobie innego luksusowego supersamochodu, zdolnego zjechać z gładkich asfaltowych dróg. Podejrzewam, że poza torem, na pełnych dziur ulicach, okazałby się pewno szybszy od wielu konkurentów. Francuzi nieświadomie stworzyli idealne auto sportowe na nasze drogi. Inna sprawa, że zdolności terenowe miał też lepsze od wielu dzisiejszych SUVów i crossoverów. Sądzę, że gdyby ten samochód powstał dziś, zdobyłby sporą popularność np. w Rosji, gdzie jest sporo dróg o stanie podobnym do polskich, ale też sporo ludzi, których by było stać na zakup takiego auta.