Dziś będzie retrotest - tzn. postaram się przypomnieć sobie jak się jeździło Citroenem Xsarą 1.4i, który był moim pierwszym własnym autem. Jako, że Xsara została sprzedana w 2008 roku, to jest to pewnego rodzaju ćwiczenie pamięci. A i zdjęć mojego egzemplarza zbytnio nie mam, bo nie sądziłem wtedy, że będę prowadził bloga.
Xsara była w rodzinie od 2003 roku. Została kupiona w salonie i w momencie, gdy ją otrzymałem miała około 40 tyś km przebiegu. Choć jeździłem tym autem już wcześniej -przed zdobyciem prawa jazdy ćwiczyłem na pustych parkingach. Wcześniej uczyłem się jazdy Seatem Cordoba 1.4 z 1997 (też jakiś retrotest będzie kiedyś). Przesiadka do Citroena była pewnym szokiem. W Seacie nie było wspomagania, sprzęgło wciskało się kopniakiem. W Citroenie było wspomaganie,a wszystko działało leciutko. Co sprawiło, ze na początku nie potrafiłem nim ruszyć - ciągle gasiłem silnik. Po pewnym czasie się przyzwyczaiłem. Aż po kilku latach nadszedł czas na użytkowanie go w pełni legalnie po ulicach.
Nadwozie
Przestronne, całkiem obszerne. Moja Xsara była pięciodrzwiowa. Zarówno z przodu, jak i z tyłu nie można było narzekać na brak miejsca. A do tego samochód miał całkiem ładną linię nadwozia, szczególnie w porównaniu do konkurencji w postaci np. Golfa mkIV. Niestety, widoczność do tyłu była słaba - bardzo trudno było wyczuć gdzie dokładnie kończy się auto. Sprawy nie ułatwiały nieco zbyt małe lusterka. Do tego martwe pole (szczególnie w prawym) czasem potrafiło zirytować. Nie był to oczywiście dramat jak np. w E36, ale jednak sprawiało to pewne problemy. Za to do przodu było widać niemal wszystko - dużo lepiej niż w nowszych autach z ich pochylonymi słupkami przednimi.
Mój egzemplarz Xsary był w kolorze złotym metallic (taki akurat był u dealera i w sumie fajnie wyglądał). To nieco dziwne, że w roku 2003 wiele aut można było zamówić w niemal dowolnej barwie, a dziś w większości są oferowane tylko różne odcienie srebrnego.
Mój egzemplarz Xsary był w kolorze złotym metallic (taki akurat był u dealera i w sumie fajnie wyglądał). To nieco dziwne, że w roku 2003 wiele aut można było zamówić w niemal dowolnej barwie, a dziś w większości są oferowane tylko różne odcienie srebrnego.
Czarne plastiki może nie wyglądały pięknie, ale skutecznie chroniły przed idiotami parkingowymi, którzy nie potrafią otworzyć drzwi bez uderzenia w auto stojące obok.
Korozji absolutny brak.
Wnętrze
Jak już wspomniałem, w środku było wystarczająco dużo miejsca. Szczególnie na szerokość. Wysokim osobom być może przeszkadzałby nisko poprowadzony dach, ale ja nie jestem wysoki, więc mi się podobało. Nieco gorzej wypadało wykonanie i dobór materiałów. Plastiki były twarde i łatwo było je zarysować. Do tego szybko zaczęły trzeszczeć. Tapicerka drzwi kierowcy miała w zwyczaju wpadać w rezonans przy głośniejszym słuchaniu radia. Najbardziej to było słyszalne przy utworze Unforgiven zespołu Metallica. Samo fabryczne radio było przyzwoite (choć kasetowe), a sześć głośników nie raziło uszu. Bez szału, ale przyzwoicie. Najlepszym patentem było sterowanie radiem. Zamiast umieszczać przyciski na kierownicy, zdecydowano się za nią zrobić taki jakby panel.
Dzięki temu można było bezproblemowo przełączać stacje radiowe nawet podczas manewrów na parkingu. Co jest ogromna zaletą, jeśli trafimy na coś wybitnie paskudnego (o co w radiu nietrudno). Niestety, przyciski nie zawsze działały poprawnie - od nowości były z nimi problemy. Raz przełączało stacje, raz nie, czasem przycisk ściszania się zacinał i nic nie było słychać. Ogólnie słynna francuska elektryka/elektronika. Samo radio też czasami gubiło zaprogramowane stacje.
Do tego raz padło sterowanie elektryczną szybą od strony kierowcy - przerdzewiały przewód. Niby drobnostka, ale też dowód na to, że jakość elementów elektryki/elektroniki nie była w tym aucie najlepsza. Szczególnie irytujący był wskaźnik poziomu paliwa. Czy jeździłem jak wariat, czy jak emeryt, zawsze po 200km od tankowania pokazywał brak paliwa. Nieważne ile paliwa było jeszcze w baku. Podczas gwarancji trzy razy wgrywano oprogramowanie sterownika za to odpowiedzialnego. Nic to nie dało. Tylko jeden raz po zatankowaniu zaczął działać dobrze, pokazywał idealnie. Aż do następnego tankowania. Wtedy wszystko wróciło do normy i wskaźnik znów upierał się, ze dalej niż 200 km nie zajadę.
Poza tym deska rozdzielcza była czytelna i obsługa nie stanowiła żadnego problemu.
![]() |
zdjęcie wzięte z Internetu |
Poza tym deska rozdzielcza była czytelna i obsługa nie stanowiła żadnego problemu.
No i raz zepsuła się regulacja świateł przednich na wysokość. Ani razu jej nie użyłem. Ale po każdym uruchomieniu auta światła wykonywały jakby kalibrację - poruszały się przez cały swój zakres i wracały do zadanego położenia. Aż pewnego dnia zaczęło brzęczeć, bo się zacięło.
Bagażnik był wystarczający do moich potrzeb. Choć ja rzadko wożę w aucie coś większego, więc ciężko mi to oceniać. Jedyną irytującą rzeczą w nim był uchwyt do zamykania klapy. Był umieszczony dość głęboko i jeśli ktoś nie puścił go wystarczająco szybko, to mógł sobie łatwo przyciąć dłoń. A klapa w wersji pięciodrzwiowej trochę ważyła.
Wytłumienie raczej słabe. Silnik słychać było w kabinie dość mocno. Nie było to bardzo dokuczliwe, ale jednak mogłoby być lepiej.
Skrzynia biegów
Zdecydowanie najsłabsza część auta. Skrzynia biegów była nieprecyzyjna, haczyła, wrzucenie wstecznego wymagało skupienia, precyzji i szczęścia. I tak było od nowości. Jeśli chodzi o zmianę biegów to możliwe były dwie metody. Albo najpierw wrzucamy delikatnie na luz i dopiero zaczynamy spokojnie wrzucać następny bieg, albo szarpiemy z całej siły i precyzyjnie trafiamy następny bieg. Za mało siły, bądź niedostateczna precyzja i mamy zgrzytanie. Po pewnym czasie doszedłem do wprawy i udawało mi się zmieniać przełożenia szybko i sprawnie. W sumie procentuje to do dziś - w żadnych zawodach, w których biorę udział nie mam problemu ze zmianą biegów. Głównie przez to, że po tym francuskim wynalazku, skrzynia w każdym aucie wydaje mi się precyzyjna i łatwa w użytkowaniu.
Jednak skrzynia biegów była też dość dobrze zestopniowana, co można uznać za jej jedyną zaletę.
Silnik
Niestety kolejny słaby punkt. Pojemność 1.4 i moc 75 KM nie były pomyślane jako auto sportowe. Ale prawie 15 sekund do 100km/h to już pewna przesada. Tym bardziej, ze przy masie 1030 kg Xsara nie była szczególnie ciężka. Rozpędzanie się nie należało do przyjemnych - silnik wchodził na obroty niechętnie, robił hałas jak Concorde, a samochód przyspieszał jak płyta tektoniczna. Przez cały okres użytkowania, mimo fascynacji WRC i bycia młodym kierowcą (czyli chętnym do agresywnej jazdy) ani razu nie dokręciłem go do odcięcia. Po prostu nie starczyło mi cierpliwości. Przy około 5800 obr/min (odcięcie podobno przy 6300 czy coś takiego) hałas robił się tak nieznośny, że wolałem wrzucić wyższy bieg - skoro i tak nie osiągam jakiegokolwiek przyspieszenia, to mogę przynajmniej zachować słuch.
Do tego potężne spalanie - przy krótkich trasach w mieście zimą, auto potrafiło zeżreć nawet 13 litrów na 100km. Cięższy, mocniejszy, dysponujący większą pojemnością Civic nie jest w stanie osiągnąć aż takiego wyniku.
A jakby tego było mało, silnik Citroena trapiły awarie. Przy 45 000 km auto było już po wymianie napinacza rozrządu, uszczelniacza wału, chłodnicy i jeszcze czegoś, czego już nie pamiętam.
Zawieszenie
Zdecydowanie najlepsza cześć Xsary. Komfortowe, miękkie, a przy tym na zakrętach można było tym cuda wyczyniać. Podobnie jak ZX i Peugeot 306, Xsara miała pasywnie skrętną tylną oś - pod wpływem obciążenia tylne koła lekko skręcały. Przez to samochód był nadsterowny. Jak się przesadziło, to tył wyprzedzał przód bardzo gwałtownie. Ale żeby przesadzić, to się trzeba było bardzo postarać. Fakt, że pasażerom mniej się to podobało - auto wychylało się w zakręcie mocno i miało się wrażenie, ze zaraz wyleci z trasy. Ale wszystko było pod kontrolą - taki kompromis między dobrym prowadzeniem, a komfortem. Do tego przez cały okres użytkowania, zawieszenie nie sprawiło żadnego problemu (nie liczę tego, co uszkodziłem wlatując raz w zaspę - mój błąd, samochód był w tym wypadku bez winy).
Hamulce
Układ hamulcowy stanowiły tarcze z przodu, bębny z tyłu. Hamowało się raczej słabo. Choć mimo braku ABSu dawało się to całkiem dobrze wyczuć i nawet gwałtowne hamowanie można było przeprowadzić bez blokowania kół.
Podsumowanie
Plusy:
-Prowadzenie
-Komfort
-Wygląd
-Przestronność
-Kilka dobrze przemyślanych drobnostek (jak choćby sterowanie radiem)
-Zabezpieczenie antykorozyjne
Minusy:
-Silnik
-Skrzynia biegów
-Wykonanie wnętrza
-Mnóstwo drobnych awarii, które może nie były dużym kłopotem, ale potrafiły poirytować.
-Hamulce
Jak teraz patrzę na "Wieczną Awarię" E36, to stwierdzam, że problemy z Citroenem były niczym, drobnostką. Choć trzeba pamiętać, że Citroen w momencie sprzedaży był użytkowany w jednej rodzinie przez 7 lat, a BMW w nie wiadomo ilu przez 21. A z drugiej strony Civic po ponad 6 latach w moim posiadaniu trzyma się od Citroena nieporównywalnie lepiej. Ale obiektywnie rzecz biorąc i tak nie mogę go nazwać Xsary przesadnie awaryjną - były niedoróbki, problemy, ale dało się z nimi szybko i nieprzesadnie drogo poradzić (poza wskaźnikiem paliwa, gdzie po prostu się poddałem). Do tego auto na prawdę dawało frajdę z jazdy po zakrętach, a także komfort na dziurach. A poza tym, auto wyróżniało się nieco wśród tłumu aut niemieckich spotykanego na ulicach. I mimo, że przeklinałem brak mocy tego 1.4, to jadąc Xsarą do domu ostatni raz przed sprzedażą, było mi jednak smutno się rozstać ze złotą Cytryną. Choć następny właściciel wydawał się na prawdę zachwycony autem i mam nadzieję, że dobrze mu się jeździ/jeździło (jeśli już też sprzedał). Zaś Civic okazał się samochodem nieporównywalnie lepszym pod każdym względem. Ale pomysł by pozbyć się użytkowanego w KJS-ach BMW E36 (co po władowaniu w niego małej fortuny jest totalnie nieopłacalne) i nabyć na jego miejsce kolejną Xsarę (tym razem w wersji VTS) ciągle zyskuje na sile. W końcu okres użytkowania przeze mnie Citroena zbiegł się z największymi sukcesami Sebastiena Loeba, co tylko zachęca mnie do wykorzystania kiedyś Xsary jako auta do sportu.