poniedziałek, 16 lutego 2015

Przemyślenia: rewolucja DS

W tym roku minie 60 lat od premiery Citroena DS. Samochodu, który do dziś jest uznawany za największe dzieło Citroena. To auto było absolutnie rewolucyjny. Zarówno stylistycznie, jak i technicznie. Hydropneumatyczne zawieszenie, nietypowe wnętrze, wygląd inny niż wszystko, niesamowita technika itd. itp. O DS napisano cały internet, więc nie ma sensu się nad nim rozwodzić.


Ale ten pojazd nadal daje do myślenia. Konkretnie sprawia, że zadaję sobie pytanie: Co dziś trzeba by zrobić z samochodem, by jego premiera wzbudziła takie zainteresowanie i sprawiła, że nawet po 60 latach, ów pojazd byłby uznawany za nowatorski? 

Oczywiście odpowiedź na to pytanie nie nadejdzie ze strony Citroena. Ich pomysł na samochody nazwane nowymi DS to dość nudne hatchbacki. Jedyne co w nich jest nowatorskie to brak możliwości otwarcia tylnych okien. Reszta to standard: zwykłe auto, niewyróżniające się stylistyką, z awaryjnymi 1.6 THP. Choć DS3 nawet mi się podoba, ale w życiu nie nazwałbym go godnym spadkobiercą klasycznego DS.

A więc co trzeba by zrobić, by zasłużyć na nazwę DS? Otóż moim zdaniem trzeba by zaprojektować coś, w czym ciężko w ogóle dostrzec samochód.

Stylistyka powinna być absolutnie niepodobna do niczego, co można spotkać na drodze. Powinna być niepodobna do samochodu! Żadnych przetłoczeń, miniaturowych okienek i crossoverowo-SUV-owego kształtu. Jak ma wyglądać? No cóż, ja nie jestem projektantem. Ale takie auto powinno moim zdaniem zerwać z klasycznym podziałem na przestrzeń dla silnika, pasażerów i bagażu. Z przodu powinna być przeszklona ściana. Oczywiście "przeszklona" to tylko uproszczenie - na zwykłe szkło nie mogłoby być w takim aucie miejsca - tylko na lekkie, przezroczyste materiały, które można ściemniać, lub rozjaśniać zależnie od potrzeb pasażerów. I oczywiście przezroczystość powinna być regulowana w dowolnych proporcjach - dół przezroczysty, góra nie, albo na odwrót. W każdym razie trzeba by to zrobić tak, by nic nie zasłaniało widoku, tak jak to obecnie robi np. deska rozdzielcza. W ogóle po co komu deska rozdzielcza z milionem przycisków/wielkim tabletem/absurdalnie skomplikowanym interfejsem? Zamontować czujniki i niech auto samo dostosuje temperaturę, siłę nawiewu, ustawienie fotela itd. Kierownica? Pedały? Niepotrzebne - zrobić sterowanie za pomocą gestów. Mogą być i gesty naśladujące skręcanie kierownicą, czy naciskanie pedałów.

Tak samo drzwi: Po co komu drzwi z oknem? Trzeba zrobić całe przezroczyste i przesuwane. W dół! Tak, żeby chowały się pod autem jednocześnie służąc za podest do wsiadania. Choć nie, to już było w jednym prototypie Lincolna. No to niech się przesuwają na skos! Wszystko, byle nie tak jak już ktokolwiek wymyślił! I w ogóle nadwozie nie powinno mieć innych świateł, niż małe pozycyjne. W nocy jeździłoby się z użyciem udoskonalonego systemu typu Night Vision. Tylko obraz z niego wyświetlany byłby na całej powierzchni przeszklonej (czyli praktycznie w całym aucie), a nie na małym ekraniku.

Napęd powinien być całkowicie upchany w koła, żeby nie zajmował miejsca. Jaki napęd? No na pewno nie zwykły, znany od ponad stu lat silnik spalinowy. I nie prawie równie stary pomysł, czyli silnik elektryczny plus akumulatory. Ogniwa paliwowe to takie niezbędne minimum. I nic mnie nie obchodzi, że ciężko to upchać w koła. Hydropneumatyczne zawieszenie też było ciężko zrobić 60 lat temu, a jakoś w Citroenie dali rady. Oczywiście owe koła musiałyby być wszystkie skrętne. Do 90 stopni, by parkowanie było bezproblemowe.

A właśnie, zawieszenie! Na poduszce magnetycznej by było nieźle. Choć to też nie jest zbyt nowatorski pomysł. W kolei znany od lat, ale w samochodzie byłby czymś dość nowym. W ogóle, jak się patrzy na nowoczesne zawieszenie, z jego milionem wahaczy, sprężynami, amortyzatorami, itd., to czy nie wydaje się Wam ono strasznie przestarzałe? Koncepcja jeszcze z powozów konnych, przez setki lat przerabiana, wymyślana na nowo, ale nadal trzymająca się założenia sprężynującego elementu metalowego. Takie same wrażenia mam, gdy patrzę na silnik spalinowy - pełno rozmaitych elementów (wałki, pompy, paski, chłodzenie) tylko po to, by mieć ruch obrotowy. Musi się dać to zrobić inaczej, bardziej elegancko.

Oczywiście są to tylko bzdury i słabe science-fiction, pisane na jakimś mało znanym blogu. Takie auto nie ma szansy powstać. I nie dlatego, ze nie mamy dostatecznie zaawansowanych technologii. My nie mamy dostatecznie zredukowanej liczby księgowych i wszelkiego typu zarządzaczy, którzy swoje cele budżetowo-krótkoterminowe stawiają ponad wizją inżynierów. Jak patrzę na dawnego DSa, to mam wrażenie, ze księgowych zamknięto w piwnicy i pozwolono wyjść dopiero po premierze auta. Dziś w tych piwnicach siedzą inżynierowie z jakąkolwiek ryzykowną wizją. Po co próbować wymyślić coś nowego, skoro można tłuc kolejne bezpiecznie identyczne SUVy? Motoryzacja nie padnie przez ekologów. Ona padnie przez strach przed nowościami i wmawianie klientom, że kolejne załamanie blachy nad błotnikiem to coś rewolucyjnego. Podczas gdy ta blacha jest tym samym, czym była od lat, a i pod spodem nadal są te same powielane po wielokroć pomysły.

Najlepiej to widać po koncepcie Citroena nazwanym DS9. Owszem, to bardzo ładny samochód. Ale niestety, wygląda jak samochód, a nie jak DS. No i o technicznej rewolucji też można zapomnieć. Właściwie o seryjnej produkcji także.

A jak według Was, drodzy czytelnicy, powinien wyglądać samochód, który i za 60 lat byłby uznawany za motoryzacyjną rewolucję?

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum