czwartek, 6 marca 2014

News: Fast & From Uganda

Oczywiście niemal każdy pamięta, jak jeszcze kilka lat temu tuningowało się auta. Kto nie pamięta, zapraszam do małej galerii fur z Podlasia. W każdym razie nie liczyły się osiągi, ważny był wygląd. Im bardziej absurdalny zestaw spojlerów tym lepiej. Każdy zlot był pełen dzieł rozmaitych wirtuozów szpachli. Trend ten przeminął i obecnie budzi tylko rozbawienie i ewentualnie nostalgię. 

Ale dziś na BBC News wyczytałem, że są miejsca na świecie, gdzie taki styl tuningu dopiero się zaczyna. I to jak! Otóż w stolicy Ugandy, Kampali otwarto pierwszy w tym kraju zakład tuningowy. Oczywiście zajmuje się on na razie przede wszystkim tuningiem wizualnym. Założycielem jest pan Godfrey Namunye. Do tej pory pracował on jako blacharz w normalnym warsztacie. Aż do momentu, kiedy kolega z Kenii pokazał mu jakie cuda można zrobić z włóknem szklanym. Trochę poeksperymentowali i stwierdzili, że może być z tego niezły biznes. Pomysł chwycił - na razie zbudowano auta dla czterech klientów, plus jeszcze kilka jest w trakcie prac. Pan Namunye zdradził, że są oni w stanie zapłacić nawet 3 tyś dolarów za przeróbkę samochodu. Klientami są lokalni biznesmeni, znane osobistości, a także pastorzy.

Inspiracje do tych projektów czerpane są zazwyczaj z Internetu, choć niektórzy klienci przychodzą z własnymi pomysłami.

Ciekawe jest to, że o ile u nas po prostu naśladowano auta z USA itd., to Ugandyjczycy proszą o to, by ich auto przypominało np. krokodyla. czy inne afrykańskie zwierze. Daje to iście piorunujący efekt połączenia trendów zachodnich, z lokalnymi inspiracjami. Swoją drogą ciekawe jakby to u nas wyglądało? Golf mk3 inspirowany cebulą?

Drogi w Ugandzie są dalekie od ideału, więc wszystkie wykonane elementy są wykonane z odpowiednio grubszej warstwy włókna szklanego, by były odporniejsze na uderzenia. Swoją drogą, u nas nikt na to nie patrzył - dawało się finezyjny kształt odpuszczając sobie wytrzymałość i potem jeździły te wszystkie Calibry z połamanymi spojlerami.

Oczywiście poza przeróbkami nadwozia montowane są odpowiednie felgi, dodatkowe oświetlenie, a także można zażyczyć sobie malowanie lakierem typu "kameleon".

Swoją drogą można się śmiać, ale trzeba pamiętać, że u nas tuningowanie aut zaczynało się bardzo podobnie. Z resztą, w wielu mniejszych miejscowościach styl "więcej spojlerów, niż mocy" jest nadal aktualnie obowiązującym i budzącym podziw. 

Ja z resztą podziwiam pana Namunye, który znalazł sobie idealną, niezapełnioną do tej pory niszę i potrafi na niej zarobić. Prawdopodobnie za kilka lat Ugandyjczycy (może nawet razem z właścicielem tej firmy) połapią się, że przesadzają i sami będą się z tych dziwnych aut śmiać. Tymczasem jednak panuje tam radosna, niczym nie skrępowana twórczość przedsiębiorczego blacharza, który zapewne szybko znajdzie naśladowców.

Ogólnie te auta są straszne, ale jednak w jakiś dziwny sposób sprawiają, że się uśmiecham. Bynajmniej nie z politowania. Po prostu widać, że mają tam ogromną radość z tworzenia tych pojazdów.

Kończymy prestiżowo: Audi! Mogłoby się znaleźć w niemal dowolnej polskiej wsi/małym miasteczku i budziłoby zachwyt lokalnej młodzieży dolepiającej kolejne spojlery na swoje Ople/VW.


Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL



Archiwum