środa, 19 marca 2014

Przegląd przyszłych klasyków: gama modeli Daewoo-FSO 1999

Przy okazji zdjęcia Nexii, kończącego ostatni miks, przypomniało mi się, jakie odczucia towarzyszyły wejściu na polski rynek marki Daewoo. W 1996 nawiązała ona współpracę z FSO i na ulicach zaczęły się pojawiać pierwsze auta z charakterystycznym znaczkiem przypominającym muszlę. Do tego trwała potężna kampania reklamowa: gdzie się nie obejrzeć, którą gazetę nie otworzyć, który kanał TV nie włączyć, zawsze trafiło się na reklamę któregoś Daewoo.
Było to dość potrzebne. Nowa marka nie cieszyła się na początku zaufaniem. Przynajmniej w mojej rodzinie. W 1997 rodzice wybierali nowy samochód (celem zastąpienia Skody Favorit) i przez chwilę brali pod uwagę Nexię. Szybko jednak przestali, bo "Nie wiadomo, jak te Koreańczyki robią. Może to tylko tania podróba japońskich wozów i będzie się psuć?". Nie przekonywało ich nawet to, ze sąsiad kupił Nexię i bardzo sobie chwalił. Ostatecznie padło na Seata Cordobę (miało być Polo, ale białostocki diler VW okazał się idiotą) i też było fajnie. Mimo, że to była tania podróba niemieckich aut i nie wiadomo, jak ci Hiszpanie robią. W każdym razie Daewoo nie pozostawiało nikogo obojętnym - albo było się do niego entuzjastycznie nastawionym, albo omijało z daleka, niczym dziekanat na Wydziale Elektrycznym Politechniki Białostockiej. Przynajmniej na początku.

Bo już kilka lat po wprowadzeniu na rynek, Daewoo miało, niesamowicie wręcz, silną pozycję. W 1997 marka ta sprzedała około 115 000 aut. W 1999 było już 210 657 samochodów. Czyli prawie dwukrotny wzrost sprzedaży w ciągu dwóch lat.



I w sumie nic dziwnego, jak się przyjrzeć co wtedy oferowała - auta idealnie zaprojektowane pod polskiego nabywcę. Dziś więc wyciągnąłem z szafy katalog Samochody Świata 1999 (ależ ja żałuję, że tych katalogów się już nie wydaje!) i postanowiłem przypomnieć sobie i tym kilku osobom, które to czytają, czym się kiedyś ekscytowano przy rozważaniu zakupu nowego auta.



Tico

Najmniejszy i najtańszy model. Teraz wiemy już, ze to kei-car Suzuki z koreańskim znaczkiem. Wtedy napisane coś było o współpracy z Suzuki, ale nikt na to nawet nie patrzył. Auto było TANIE i PIĘCIODRZWIOWE. A dla, niedawno uwolnionych od wyboru: 126p albo 10 lat czekania na coś innego, Polaków to właśnie liczyło się najbardziej. Z resztą, w katalogu mamy napisane:
Tico jest szczególnie atrakcyjnym pojazdem dla byłych właścicieli Fiata 126p, w stosunku do którego oferuje funkcjonalne 5-drzwiowe nadwozie, które może spełnić potrzeby niewielkiej rodziny, a ponadto ma znacznie lepsze osiągi i walory użytkowe.
Ale ktoś napisał długie zdanie. Liczy się jednak to, że auto, które dziś nazwalibyśmy zmotoryzowanym wózkiem na niewielkie zakupy było opisywane jako podstawowy samochód rodzinny. Nikt jakoś nie wspominał o tym, ze bezpieczeństwo bierne nie istniało w nim w ogóle. Wtedy się zakładało, ze należy się nie rozbijać, a jak się ktoś boi, to zawsze może pojechać autobusem/pociągiem/innym środkiem transportu publicznego. Dziś, by przewieźć rodzinę potrzeba SUVa/vana/mieszanki tych dwóch. Wtedy ludzie dawali rady w Tico i bardzo je sobie chwalili.


I jeszcze jeden cytat:
W modelach przeznaczonych do sprzedaży w 1999 roku zderzaki pojazdu lakierowane będą w kolorze nadwozia, a ponadto pojazd otrzyma seryjnie przyciemniane szyby, zegar elektroniczny oraz niskoprofilowe ogumienie.
Dziś zderzaki w kolorze nadwozia są tak oczywistym wyposażeniem auta, jak koła. Od natłoku elektronicznych zegarów można zaś czasem oszaleć i chciałoby się czasem coś analogowego. Może w 2019 jako specjalna opcja w niektórych autach będzie dostępny zegar analogowy? Niskoprofilowe opony. Aż sprawdziłem jakie. Otóż chodziło o 175/65 R12.

Matiz

Następca Tico oferował właściwie to samo, ale w ładniejszym opakowaniu i z lepszym wykonaniem. W 1999 był on dopiero zapowiadany, ale już wiadomo było, że odniesie sukces. Z resztą, po kanciastym Tico, które stylistycznie siedziało w latach osiemdziesiątych, okrągłe kształty Matiza budziły zachwyt:
Przy niewiele zmienionych wymiarach zewnętrznych, Matiz dysponuje bardziej przestronnym, pięciodrzwiowym, 4-drzwiowym nadwoziem,niezwykle nowoczesna i atrakcyjną stylizacją oraz znacznie zmodernizowanym zespołem napędowym, znanym z Tico.
Tak, swoją drogą, trzeba przyznać, że wygląd zewnętrzny Matiza nie zestarzał się jakoś mocno i nadal wygląda estetycznie.
Daewoo Matiz trafia dokładnie w bardzo modny ostatnio segment rynku, małych, dobrze wyposażonych samochodów, na które jest dość duże zapotrzebowanie.
Modny? Dobrze wyposażony? To było najtańsze po Tico pięciodrzwiowe auto. Dlatego brało się podstawową wersję (to tyle, jeśli chodzi o dobre wyposażenie) i woziło całą rodzinę. Nie dlatego, że modnie, tylko dlatego, ze tanio.

Lanos

Czyli następca Nexii. Ten samochód był na prawdę idealnie zrobiony pod potrzeby polskiego klienta. Wystarczająco duży, wyposażony w prostą, sprawdzoną technikę. Silniki były dość paliwożerne, ale w tamtych czasach paliwo nie było drogie. Z resztą, jak pokazały późniejsze lata, jednostki napędowe Lanosa znakomicie znosiły podtruwanie LPG.  Do tego się nie psuły jakoś przesadnie, a i w razie awarii naprawy nie były kosztowne.

Ale dla klientów najważniejsze było co innego: BYŁ SEDAN! Owszem, pięciodrzwiowy hatchback był bardziej funkcjonalny, a trzydrzwiowy ładniejszy. Ale to czterodrzwiowa wersja dawała posiadaczowi prestiż! W końcu to limuzyna! Mój kolega ze studiów, posiadacz Lanosa, cały czas upiera się przy "limuzynie", a nie jakimś tam "sedanie". Popularność tej wersji zauważono z resztą w katalogu:
Największym zainteresowaniem nabywców cieszy się limuzyna, która z powodzeniem może pełnić rolę samochodu rodzinnego.
Kiedyś nieduży sedan sedan oznaczał auto rodzinne. Dziś nieduży sedan oznacza auto dla kilku emerytów.

A prestiżowe aspiracje podkreślała w końcu, całkiem ładna, stylistyka:
Nadwozie pojazdu odznacza się nowoczesną, modną linią o gładkich, opływowych kształtach i ozdobione jest chromowaną kratą wlotu powietrza, będącą rozbudowaną formą znaku firmowego marki Daewoo. Wyróżnia to Lanosa wśród innych pojazdów podobnej klasy i nadaje mu elegancki i nieco ekskluzywny charakter w porównaniu do zwykle stosowanej, surowej stylistyki pojazdów konkurencji.
Do tego rajdowy puchar Lanosa:



Espero

Stylistyka tego auta zawsze mi się podobała - było nie do pomylenia z niczym innym. Gorzej z techniką - ta była przestarzała już w momencie premiery. Espero bazowało na Oplu Asconie. Mimo wszystko, w katalogu nie było to uznane za dyskwalifikującą wadę:
W porównaniu do nowego modelu Nubira, Espero ma w prawdzie starszą technikę, lecz dysponuje bardziej komfortowym i obszernym wnętrzem.
Pamiętam, że nowe, salonowe Espero w tamtych czasach budziło całkiem niezłą zazdrość. Ale w 1999 ustępowało już miejsca Nubirze.


Nubira

Taki trochę nadmuchany Lanos. Ale bardzo sensowny. Oprócz sporego sedana, było dostępne jeszcze większe kombi oraz nieco dziwacznie wyglądający hatchback. Oczywiście największym powodzeniem cieszyła się limuzyna - większa od Lanosa 4d, to i więcej prestiżu! Ciekawe jest natomiast to:
Pojazd dysponuje silnikiem 1.6 o mocy 106KM lub silnikiem 2.0 o mocy 133KM, gwarantującym ponadprzeciętne osiągi w tej klasie pojazdów.
Ponadprzeciętne, czyli 9 sekund do 100km/h (według danych technicznych). I faktycznie, w tamtych czasach konkurencja była wolniejsza - Ford Mondeo z 2.0 o mocy 131KM, potrzebował na osiągnięcie tej prędkości prawie sekundę więcej (9,9s do 100km/h). A i kosztował więcej.



Nubira sprzedawała się całkiem nieźle. Do tego miała zawieszenie bardzo odpowiadające dziurawym polskim drogom. A wtedy mniej patrzyło się na sportowe prowadzenie - w końcu nie po to kupowało się limuzynę, żeby szaleć po zakrętach.


Leganza

To był, moim zdaniem, najciekawszy model Daewoo-FSO. Otóż podjęto próbę zrobienia luksusowej limuzyny. Oczywiście dostępna była tylko wersja czterodrzwiowa. Niestety, w przedziale cenowym, w jakim konkurowała, klienci zwracali mocniej uwagę na markę i podejście "dużo auta za niedużą cenę" nie było już gwarancją sukcesu. Koreańczycy zdawali sobie chyba jednak sprawę z tego, że ten model może co najwyżej podnieść renomę niższych modeli. Dlatego nie przesadzali z wymyślnymi rozwiązaniami, by zachować rozsądne koszta produkcji. Chyba dlatego pod maską znalazł się tylko jeden silnik - znany z Nubiry 2.0 133KM.
Silnik 2.0 o mocy 133KM ustępuje wprawdzie jednostkom montowanym w innych samochodach podobnej klasy, lecz w odniesieniu do warunków ruchu na polskich drogach nie sprawia, w tym dość dużym samochodzie, wrażenia niedoboru mocy.
Sprzedaż Leganzy nie była rewelacyjna, tak jak można było się spodziewać. Nawet dziś jest to dość rzadko występujący samochód. Szczególnie w porównaniu do Nubiry i Lanosa. Myślę, ze ze wszystkich modeli Daewoo, to właśnie Leganza najszybciej stanie się klasykiem. W końcu było to, jakby nie patrzeć, najbardziej luksusowe auto z FSO - chyba trzeba kupować, dopóki są sprzedawane po około 5 tysięcy złotych, a nie JEDYNA TAKA DLA KONESERA Z NABIAŁEM 500 000zł!!!



Pozostałe modele


Pod marką Daewoo był też oczywiście nadal produkowany Polonez, ale o nim napisano już cały polski internet, dlatego nie będę się nim zbyt szczegółowo zajmował. Tym bardziej, ze w 1999 ten samochód odchodził już powoli na zasłużoną emeryturę.
Przejęcie warszawskiej FSO przez nowych, koreańskich właścicieli, przyniosło wyraźną poprawę jakości oraz wyposażenia pojazdów, lecz mimo to nabywcy coraz mniej zainteresowani są tym pojazdem.
No nic dziwnego, w końcu ile lat można być zainteresowanym jeżdżeniem na resorach piórowych i z silnikiem OHV wywodzącym się z lat 50-tych?

Jednak wiązano spore nadzieje z właśnie wprowadzaną wersją kombi:
...na początek 1999 roku planowane jest wprowadzenie do produkcji długo oczekiwanej wersji kombi. Być może decyzja ta pozwoli na wzrost zainteresowania Polonezem, które w ostatnich latach systematycznie spadało.
Poza powyższymi modelami sprzedawane były też Musso i Korando. Nie pochodziły one jednak z zakładów FSO, a z fabryki w Lublinie. Do tego były to SsangYongi ze znaczkiem Daewoo. Ich sprzedaż była niewielka - zmontowano tylko kilkaset sztuk każdego modelu, ciężko więc mówić o znaczącej sprzedaży. Moda na SUVy i auta terenowe w tamtych latach praktycznie nie istniała.


Co dalej?

Tak jak powszechnie wyśmiewane jeszcze niedawno Polonezy, Fiaty 125p i Maluchy zaczęły nagle zyskiwać na wartości (często absurdalnie), tak myślę, że to samo czeka produkty Daewoo-FSO. W końcu to są auta z czasów, gdy jeszcze wierzono, że FSO ma szansę produkować dużo dobrych aut. No, niektórzy jeszcze dziś w to wierzą. Tak jak inni wierzą w globalne ocieplenie (teraz już się mówi "zmiany klimatu", bo po potężnej zimie w USA wyszło, że się jednak nie ociepla). A dorasta kolejne pokolenie, dla którego dzieciństwo oznaczało jazdę z rodzicami Matizem/Lanosem/Nubirą. I pewno będą gotowi zapłacić za tą nostalgię konkretne pieniądze. Tak jak ci, którzy teraz na potęgę kupują Polonezy/125p/126p by poczuć klimat dawnych lat. Tym bardziej, że te auta będą nie tylko wspomnieniem dzieciństwa, ale też czasów, gdy entuzjastycznie patrzono na przyszłość polskiego przemysłu samochodowego i nie tylko.

PS prospekty wzięte z: http://daewooforum.pl/temat38610.html

10 komentarzy:

  1. Jako posiadzacz pogrobowej formy Lanosa mówie TAK! Bardzo dobry wpis, ciekawy, konkretny, na temat. Muszę przyznać że z produktów Daewoo najbardziej poważam właśnie Nubirkę i Leganzę obowiązkowo w sedanie (może jestem skrzywiony ale ciężko mi zaakceptować inną formę nadwozia :)
    Mam znajomego który kupuje auto, i chce znaleźć coś do 2000 zł. W tym momencie najbardziej przekonany jest właśnie do Nubiry z, jak napisałeś, względów nostalgicznych. Inna sprawa że można teraz dorwać tanio naprawdę nieźle dopasione wersje z elekryką szyb, lusterek czy klimą.

    OdpowiedzUsuń
  2. E no był jeszcze przecież bliski krewny W124, czyli wygrubaszony Deawoo/SY Chairman. Był normalnie oferowany na naszym rynku i z tego co wiem to z racji pokrewieństwa z Grubasem jest autem, które jest godne polecenia nawet dziś.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Marcin
    Info od znajomego miłośnika Daewoo: brać Lanosa, w Nubirze bardziej upierdliwa elektryka podobno i częściej coś się sypie.

    @Qropatwa
    Tak, ale on nie był nawet u nas produkowany/montowany, tylko sprzedawany. A i to w symbolicznej ilości egzemplarzy. Poza tym, nie był chyba oferowany w 1999? Katalog o tym nic nie wspomina w każdym razie,

    OdpowiedzUsuń
  4. - A ja się nie zgodzę z tezą - ze względów obiektywnych. Daewoo/FSO nie będzie nigdy klasykiem, bo...wszystkie do tej pory zgniją.
    - Na rynku Europejskim był jeszcze dostępny, ale w Polsce akurat absurdalnie mało popularny model Tacuma (Daewoo/Chevrolet), oparty na Nubirze.
    Żeby nie było - do Daewoo byłem i jestem na TAK. Oprócz rozrządu DOHC 1,5 w Lanosie. Kto widział ten wie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -Bez przesady: jak Polonezy i 125p nie zgniły, to i Daewoo tym bardziej nic nie grozi
      -Tacuma pojawiła się pod koniec 2000. Wpis jest o gamie z 1999.

      Usuń
    2. Polonezy niegnijące? ja Cię prosza...

      Usuń
  5. Ech, wspomnień czar... wyjazd na narty lanosem do Meribel w 4 osoby ze sprzętem... Bordowa Nubira, pierwsze auto służbowe, to był lans... Espero, jak sobie nowe kupił szanowany pan profesor z wydziału, dziś członek wielu rad nadzorczych (wtedy zresztą też), to był szacun na dzielni.

    Mieliśmy naprawdę pecha, że to Daewoo padło, a nie na przykład Renault, i dzisiaj to Rumuni tłuką Dacie a u nas na Zeraniu hulają spychacze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nubira pięciodrzwiowa szybko się zjaktajmerzy, niektóre wersje Lanosa też. Tacuma weszła na nasz rynek krótko przed padem całego przedsięwzięcia, więc też.
    Kiedyś natknąłem się na Daewoo Damas, to już YT pełną twarzą jest

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobry wpis. Szkoda tylko, że pominąłeś omówienie Nexii, od której zacząłeś temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nexia nie była już produkowana w Polsce w 1999 roku, dlatego została pominięta.

      Usuń

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL