1. Opel Astra V
Tak, kolejny raz o Oplu na Autobezsensie. Ostatnio pojawiły się informacje o Astrze V. Szczerze mówiąc na prawdę mało brakowało, a bym to przegapił. Otwieram Auto Zeitung, czytam jeden artykuł, drugi, przewracam stronę i widzę takie coś:
Pomyślałem "eee, lifting Astry zrobili i tyle tekstu ktoś napisał - nie ma co tracić czasu na czytanie". Przewracając jednak stronę, kątem oka dostrzegłem coś, co sprawiło, że jednak postanowiłem wrócić do artykułu i go przeczytać. Tym czymś był fragment brzmiący tak: "Der Neue ist bis zu 200 Kilo leichter...". Chwila... 200 kg lżej? To chyba coś więcej niż lifting? No i faktycznie - to nowy model.
Stylistyka Opla nadal wygląda jakby zespół za nią odpowiedzialny, za główny cel postawił sobie stworzenie auta tak pozbawionego charakterystycznych cech, że dla niewprawnego oka nie będzie ono przypominać nawet samochodu. Jedynie jakąś dowolną bryłę z blachy.
Poza tym, wóz też się niezbyt wyróżnia - Opel jest kolejnym producentem, który zauważył, że ciągłe powiększanie aut to droga donikąd. Niemiecki oddział GM nie jest w tym pierwszy - inny przykład takiego działania to Honda Civic VIII i IX hatchback, które są krótsze i niższe od hatchbacka VII generacji. Ale nadal jest jednym z nielicznych. Nowa Astra będzie o 5 cm krótsza (długość całkowita 4,37 metra) i 2,6 cm niższa (wysokość 1,46 metra) od obecnego modelu. Nie jest to jakaś znacząca różnica, ale do tej pory, poprzez rośnięcie w każdej generacji o właśnie tego rzędu wartości, klasa kompakt stała się niemal odpowiednikiem klasy średniej sprzed 20 lat. A teraz powoli producenci się orientują, że jakby nie patrzeć, większe auta w ofercie już mają. Mimo nieco mniejszych wymiarów, przestrzeni w środku ma być więcej niż w Astrze IV.
Wróćmy jeszcze do tego, co przykuło moją uwagę na początku - zależnie od wersji, nowa Astra ma być od 120 do 200 kg lżejsza od obecnej. A to jest pomysł, który mi się bardzo podoba (choć znów Opel nie jest w tym pierwszy). Niższa masa to lepsze osiągi i więcej frajdy z jazdy po zakrętach. Choć pójście w redukcję kilogramów było podyktowane przede wszystkim zmniejszeniem zużycia paliwa. Ale w tym wypadku to żadna różnica - ważne, że będzie lżej. A to dobrze wróży w przypadku planowanej wersji OPC. Ta ma jednak zadebiutować jako ostatnia. Do tego czasu najmocniejszym wariantem będzie 1.6 turbo o mocy 200 KM. Poza tym wofercie znajdzie się 1.4 turbo (150 KM) i trzycylindrowy 1.0 turbo (105 KM). Do tego diesel 1.6 CDTI (od 95 KM). Niestety, wieści o silnikach wolnossących póki co brak.
Innymi słowy po raz kolejny Opel nie robi nic, czego od dłuższego czasu nie miałaby już konkurencja. A jedyne, czym się wyróżnia, to najbardziej niewyróżniająca się stylistyka w klasie - taki oplowy paradoks. Niemniej jednak plus za to, że to nie jest kolejny SUV czy crossover. Z dwojga złego wolałbym jeździć Astrą, niż wyróżniającym się brzydotą i głupotą Nissanem Juke (Puke) czy czymś podobnym.
2. VW Phaeton wraca
Phaeton pierwszej generacji to będzie przyszły klasyk. Wielki Passat, którego mało kto kupował, bo komu potrzebna droga limuzyna, która wygląda na niedrogą? Nie chcą go też teraz na rynku aut używanych typowi miłośnicy czołowego wozu polskiej wsi, bo boją się serwisowania zastosowanej w Phaetonie techniki. Tylko czekać aż stanie się youngtimerem. Tym bardziej, że obecnie nie kosztuje przesadnie dużo, a i podaż jest niewielka.
VW w każdym razie zamierza zrobić nowe podejście do tematu luksusowej limuzyny. Twierdzą, ze zamierzają naprawić błędy popełnione przy poprzedniku. Czyli jego zbyt dużą masę i zbytnie podobieństwo do Passata.
Dzięki aluminiowej karoserii, nowa limuzyna ma być 200 kg lżejsza od poprzednika. Coś ci Niemcy ostatnio lubią odchudzać auta akurat o 200 kg. No nic, to akurat dobry pomysł. Natomiast wygląd nie jest jeszcze znany. Wizualizacje opublikowało jak na razie Auto Zeitung. Wygląda tak:
![]() |
źródło: www.autozeitung.de |
Jeśli to ma cokolwiek wspólnego z prawdą, to obawiam się, że nowy Phaeton również szybko będzie materiałem na youngtimera. Zamiast wyglądać jak wielki Passat, wygląda to jak wielki, nieco dziwny Passat. Nie jestem pewien czy tego chcą klienci. No ale to tylko wizualizacja.
Auto ma mieć szeroki wybór silników: od V6 TDi 272 KM do benzynowego, doładowanego 6.0 W12 o mocy maksymalnej 660 KM i maksymalnym momencie obrotowym 1000 Nm. To w wersji Mild-hybrid. Do tego V8 Plug-in-Hybrid.
Przy czym nadal nie wiadomo, kto miałby kupić Phaetona. Jeśli ktoś chce idiotycznie drogą limuzynę z koncernu VAG, jest Bentley Flying Spur. Jeśli ktoś chce po prostu drogą limuzynę koncernu VAG, jest Audi A8. Phaeton miałby być więc tanią limuzyną koncernu. problem polega na tym, że w tej klasie, taniego auta nie da się stworzyć. Jakby się nie starać to wyjdzie coś w cenie przyzwoitego mieszkania. A inna sprawa, że i tak produkt VW nie może być tani, bo marketingowcy upierają się, żeby VW pozycjonować wśród prestiżowych marek (w czym wybitnie przeszkadza im sama nazwa). Doprawdy nie wiem, kim będzie musiała być osoba, która pójdzie do salonu po nowego Phaetona. Przekonamy się w 2017 roku, o ile taki osobnik się znajdzie.
3. Czarne skrzynki ubezpieczycieli
Zazwyczaj unikam tematów przepisów, regulacji prawnych, ubezpieczeń i ogólnie rzeczy niezwiązanych bezpośrednio z techniką stosowaną w motoryzacji. Tak było w przypadku forsowania przepisów ograniczających starym rocznikowo autom wjazdu do centrów miast. Uznałem, że temat został wyczerpany przez innych, bardziej kompetentnych w tym zakresie blogerów. Ale to co teraz opiszę nie trafiło jeszcze, o ile dobrze widzę, na żaden z blogów znajdujących się na pasku bocznym. Dlatego, jeśli nie będę kompetentny, to przynajmniej będę w tym gronie pierwszy, a to już coś. A inna sprawa, że jak się o tym dowiedziałem, to mnie szlag trafił i chociaż na blogu się wyżyję.
Tematem jest pomysł montowania w autach tzw. "czarnych skrzynek". Otóż firma Link4 chce wprowadzić w Polsce urządzenia, które zamontowane w aucie monitorowałyby... styl jazdy kierowców. Na razie ma to być przeznaczone tylko dla aut firmowych. Z naciskiem na "na razie". Owa "czarna skrzynka" sprawdzałaby jak często dany kierowca gwałtownie przyspiesza lub hamuje i na tej podstawie można by określić jego styl jazdy. Który stanowiłby podstawę do naliczania większej (w wypadku agresywnej jazdy) lub mniejszej składki (w wypadku jeżdżenia jak stereotypowy emeryt). Oczywiście ubezpieczyciel twierdzi, że dzięki temu spokojnie jeżdżący kierowcy będą płacić mniejsze składki, kierowcy zaczną jeździć bezpiecznie, do tego zużywając mniej paliwa i klocków hamulcowych (poważnie, taka jest argumentacja!), zapanuje sielanka, politycy przestaną kraść, krowy będą dawać dwa razy więcej mleka itp. brednie. No właśnie: brednie.
Szczerze wątpię, że ktokolwiek zapłaci za ubezpieczenie mniej. Raczej ci, którzy jeżdżą spokojnie będą płacić tyle samo co teraz . Zaś ci, którym choć raz zdarzy się gwałtownie zahamować, od razu będą musieli zapłacić więcej. Do tego daje to ubezpieczycielowi niemal nieograniczone pole do popisu przy wynajdywaniu powodów odmowy wypłacenia odszkodowania. Czyli jak zwykle, stracą klienci.
Podawane są wyniki ankiety, z której wynika, że kierowcy są za tym rozwiązaniem. Nie wiem, gdzie takich znaleźli. Tańsze ubezpieczenie... patrz akapit wyżej. Mnie jakoś nikt nie pytał, ale odpowiadam i tak tym wpisem - jestem przeciw.
Po pierwsze, bezpieczeństwo. Tydzień temu, będąc pasażerem miałem nieprzyjemność uczestniczyć w kolizji. Przed auto, w którym jechałem, wyjechała z podporządkowanej drogi pewna pani. Nie było jak jej ominąć. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Niemniej jednak, według czarnej skrzynki (zapewne "mierzącej" styl jazdy za pomocą akcelerometru), ta pani jechała zupełnie bezpiecznie - nie przyśpieszała gwałtownie, nie hamowała, nie wykonywała nagłych ruchów. Po prostu ze stałą, bezpieczną prędkością, nie rozglądając się, wjechała prosto pod prowadzony przez mojego ojca samochód. No wzór bezpiecznej jazdy. Aż do momentu kolizji. A nie, jak mój ojciec, który gwałtownie próbował ją ominąć.
W ogóle jakim cudem taki system ma ocenić, jaki styl jazdy jest bezpieczny? Wyobraźmy, ze jedziemy sobie przepisowe 50 km/h i tuż przed maskę wybiega nam np. dziecko. I co? Gwałtownie hamować i omijać, narażając się na wyższe ubezpieczenie? W końcu jak nie dojdzie do wypadku, to system zarejestruje tylko gwałtowne manewry i uzna, że to przypływ fantazji właściciela - ubezpieczenie będzie droższe. Czy może nie robić gwałtownych ruchów i walnąć bachora, bo i tak będzie jego wina, a nam parę złotych w kieszeni zostanie przy ubezpieczeniu? Przypadek ekstremalny, ale mający zobrazować to, jak złożonym problemem jest próba zmierzenia czegoś tak trudnego do zdefiniowania, jak styl jazdy i jeszcze określenia kiedy jest on bezpieczny.
No i co wreszcie, gdy ktoś pojedzie swoim autem wziąć udział w legalnych zawodach, np. KJS? Tam jeździ się agresywnie, ale jest to w pełni legalne i, w założeniach, bezpiecznie. Ale skąd niby owa "czarna skrzynka" (zapewne zamontowana na stałe w aucie pod groźbą kary finansowej) będzie o tym wiedzieć? No nie będzie. I koszta ubezpieczenia lecą w stratosferę.
Oczywiście podawane są przykłady krajów europejskich, w których takie systemy działają i zmniejszają liczbę wypadków. Są kłamstwa, bezczelne kłamstwa i jest statystyka. Swoją drogą, szkoda, że jak już tak sie wzorujemy na Zachodniej Europie to nie tyczy sie to zarobków, albo służby zdrowia.
No i rzecz najważniejsza. Prywatność. Od sprawdzania, czy kierowcy jeżdżą bezpiecznie jest policja, tyle w temacie.
Pozostaje mieć nadzieję, że gdy już ten pomysł wyjdzie poza auta firmowe, kierowcy zadecydują portfelami i wybiorą firmy ubezpieczeniowe niestosujące takich praktyk (gorzej jak nie będzie z czego wybierać). Jednak wyżej przytoczona ankieta budzi pewne obawy. Niestety, mentalność społeczeństwa jest taka, że za iluzję niższej ceny, ludzie są w stanie drogo zapłacić.
Swoją drogą już widzę, jak niedługo pojawiają się na aukcjach internetowych urządzenia ogłupiające te czarne skrzynki. W sumie sam mam ten papier magistra inżyniera z elektroniki... Jak zobaczycie takie urządzonka z BX 4TC w logo, to brać i nie zastanawiać się!
PS Depresyjne dziś te newsy: Opel, VW i głupie pomysły ubezpieczycieli. Na pocieszenie sugeruję pooglądać Rajd Polski w TV i/lub Internecie. Choćby dla samych widoków pięknych, polskich szutrowych OS-ów!