piątek, 11 marca 2016

Książkobezsens: Wspaniała obsesja Raymonda Maysa

Dziś, po raz pierwszy na Autobezsensie, jest recenzja książki. Lektura jest dość nietypowa i niszowa, dlatego postanowiłem zrobić tu małą recenzję. Niedawno na blogu pojawiły się trzy wpisy o BRM (o silniku H16, a także historia aut wyposażonych w ich silnik V16 - część pierwsza i druga). Szukając w internecie informacji potrzebnych do stworzenia tych tekstów, natrafiłem na pewna dość ciekawą książkę. Nosi ona tytuł "Raymond Mays' Magnificent Obsession" i została wydana w 2015 roku, czyli jest dość świeża.  Znalazłem fragment w Google Books, poczytałem i stwierdziłem, że muszę to mieć. Książka jest po angielsku i tylko w jednej polskiej księgarni internetowej była możliwość zamówienia jej z UK. Dwa tygodnie później była już u mnie i mogłem się zabrać do lektury.


Autorem jest Bryan Apps. Anglikański pastor, w wolnym czasie zajmujący się się tworzeniem obrazów przedstawiających samochody i kierowców wyścigowych. Nietypowy człowiek. Do tego, dawno temu, stworzył samobieżny kościół na bazie piętrowego autobusu Bristol z 97-konnym silnikiem (link do filmu). Oprócz tego, pan Apps jest fanatykiem BRM. I to od pierwszych lat powstania tego zespołu. Korespondował on z Ramondem Maysem (twórcą BRM, jak pamiętamy z linkowanych na początku wpisów) niemal przez cały okres istnienia BRM. A także z innymi osobami związanymi z BRM i F1 (m.in. Juan Manuel Fangio, Jackie Stewart). Wielu z nich (w tym Raymonda Maysa) poznał też osobiście. Mamy tu więc do czynienia z książką napisaną właściwie przez świadka tamtych wydarzeń.

Najpierw zajmijmy się stroną wizualną. Książka jest wydana przez Veloce Publishing, które generalnie zajmuje się dość niszowymi publikacjami motoryzacyjnymi. Jakimś cudem utrzymują się z tego od ponad 20 lat. W każdym razie z zewnątrz "Wspaniała obsesja Raymonda Maysa" sprawia pozytywne wrażenie - gruba oprawa, porządny papier, wyraźna czcionka i piękne ilustracje. Właśnie - ilustracje. W całej książce jest tylko kilka-kilkanaście zdjęć. Cała reszta to obrazy stworzone przez Bryana Appsa. To, co początkowo może wydawać się wadą, szybko okazuje się zaletą. Wszystko jest namalowane z dużą dbałością o szczegóły. Na przykład, jeśli w danym wyścigu auto BRM miało proste rury wydechowe, to na obrazie przedstawiającym scenę z tego wyścigu też takie ma. W późniejszych już są zakrzywione wydechy. Ilustracje przywodzą na myśl dawne plakaty z wyścigów, dzięki czemu wprowadzają czytelnika w klimat tamtych lat. Mimo wszystko, myślę że dobrze byłoby dorzucić jednak nieco więcej zdjęć z epoki np. jako załącznik na koniec (obecnie w załączniku jest tylko trochę zdjęć aut BRM z w miarę obecnych czasów). 


Poza ilustracjami, w książce znalazło się też wiele listów pochodzącej z prywatnej korespondencji autora. I z tymi listami jest pewien problem. Otóż są one pokazane tak jak je stworzono. O ile w przypadku tych powstałych przy użyciu maszyny do pisania to nie problem, to już te napisane ręcznie czasami stanowią spore wyzwanie - nie każdy z autorów miał ładne pismo i niekiedy odczytuje się to niemal litera po literze. W takich przypadkach przydałoby się obok dać je przepisane w formie drukowanej, żeby czytelnik bez zamiłowania do hieroglifów także mógł poznać ich treść. No ale ja sam bazgrzę straszliwie, to w sumie chyba nie powinienem się czepiać.


No a co z najważniejszą częścią każdej książki, czyli treścią? Cóż, mamy tu do czynienia z właściwie kompletną kroniką dwóch marek: ERA i BRM. ERA, dla przypomnienia, była pierwszym wyścigowym projektem Raymonda Maysa. Opisane jest to wyścig po wyścigu, w postaci krótkich notatek z każdych zawodów. Są to właściwie podane same fakty - kto był pierwszy w kwalifikacjach, jak przebiegał wyścig. Typowa kronika bez ozdobników. Podczas czytania opisów dotyczących wydarzeń z lat 50-tych, przydaje się nieco wiedzy dotyczącej dawnych wyścigów, ale da się wszystko zrozumieć i bez tego. Przy okazji sam dowiedziałem się paru ciekawostek. Jak choćby to, że w latach 30-stych, na niektórych zawodach był wręczany puchar dla najlepiej prezentującego się zespołu - liczył się ładny kombinezon kierowcy i zadbane auto. 

Pomiędzy wyścigami, są zaś wspomniane już listy, a także opisane przygotowania ekip ERA i BRM do kolejnych sezonów wyścigowych. Brakuje mi nieco większej ilości technicznych szczegółów, jeśli chodzi o auta. Choćby danych technicznych w formie tabelek. Ale za to możemy się dowiedzieć co zmieniono w BRM-ach z wyścigu na wyścig.


Dla pasjonata dawnych wyścigów jest to bardzo ciekawa lektura. Opisany jest każdy start, każde zwycięstwo (tak, w 1962 BRM zdobył mistrzostwo F1!) i każda awaria (w końcu to nadal BRM!). Mnie wciągnęło! Ale ja uwielbiam dziwne konstrukcje wyścigowe i auta BRM. Jednak ktoś, u kogo wiedza o motoryzacji ogranicza się do SUV-ów z dieslami, a z motosportu kojarzy tylko Roberta Kubicę, zanudzi się. Nawet co bardziej zainteresowani historią sportu samochodowego też mogą się od tej publikacji odbić. To jest po prostu książka dla kogoś, kto chce poznać kompletną historię startów BRM i ERA. Ktoś taki będzie nią zachwycony. Dlatego nie żałuję ani złotówki, którą wydałem na Wspaniałą obsesję. A trochę tych złotówek było - około 190. No ale na pasji do brytyjskiej absurdalnej motoryzacji wyścigowej się nie oszczędza.

Podsumowanie

Plusy:
+ opisany każdy wyścig, w którym brały udział auta ERA i BRM
+ napisana właściwie przez świadka tych wydarzeń
+ korespondencja z ludźmi związanymi z BRM i ERA
+ ilustracje
+ jakość wydania

Minusy:
- niektóre listy niemal nieczytelne
- przydałoby się więcej danych technicznych aut
- spora cena (choć pamiętajmy, że jest to wybitnie niszowa książka)
- kilka literówek pod koniec

Innymi słowy, jeśli przeczytaliście wpisy na tym blogu odnośnie BRM i uznaliście ten temat za bardzo ciekawy, to polecam książkę "Wspaniała obsesja Raymonda Maysa". Pozostali zaś i tak raczej nie czytają tego bloga, a więc i recenzji.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL