poniedziałek, 27 lipca 2015

Przemyślenia: kabriolety i roadstery

Dawno nie było jakiegoś wpisu z przemyśleniami. A jest temat, który chciałem poruszyć na blogu już dłuższy czas. Chodzi o otwarte nadwozia. Te wszystkie kabriolety, roadstery, wiatr we włosach, radość z jazdy itd.

źródło: google images
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie nie tak dawna przejażdżka Mazdą MX-5 (właścicielowi z tego miejsca pragnę bardzo podziękować za możliwość poprowadzenia tego auta!). To bardzo fajny samochód. Świetnie reaguje na ruchy kierownicą, prowadzi się rewelacyjnie, bardzo przyjemnie przyspiesza (miałem okazję jeździć wersją NB z silnikiem 1.8 o maksymalnej mocy 140 KM) i jest całkiem lekki. Czyli ideał? No nie, niestety - MX-5 ma jedną straszliwą wadę. Kiedy nim jechałem cały czas żałowałem, że to roadster. Gdyby tylko MX-5 miało normalny dach! Pomyślcie tylko: jeszcze niższa masa, przez brak wzmocnień (obecnie niezbędnych), a sztywność nadwozia większa albo co najmniej taka sama! No i możliwość startu w większości zawodów, a nie tylko tam, gdzie akurat dopuszczą auta z otwartym dachem (a nie ma takich zbyt wiele). Wtedy ten samochód byłby doskonały! Powstało nawet kilka sztuk MX-5 z nadwoziem coupe, ale trafiły one tylko do Japonii. Szkoda. W życiu bym nie spojrzał na E36, gdybym mógł się ścigać MX-5. A jednak... producent uznał, że zrobi auto, które wpisuje się w mit "sportowego roadstera". Dzięki czemu ciężko je używać w sporcie. Taki paradoks. Ja wiem, że można i do MX-5 dorobić klatkę bezpieczeństwa, ale to nadal jest dość kosztowne rozwiązanie, szczególnie na poziomie amatorskim. No i dalej pozostaje świadomość, że kłopotu by nie było, gdyby nie te osobliwe zamiłowanie do otwartych nadwozi, prezentowane przez znaczną część miłośników motoryzacji (czyli klientów).

źródło: google images
No bo spójrzmy na to racjonalnie: jakie zalety ma auto z nadwoziem otwartym nad zwykłym coupe lub sedanem? Racjonalnie - nie wiem. Jakbym się starał, nie widzę żadnych. Jest cięższe - w erze nadwozi samonośnych, pozbawienie auta dachu wymaga zastosowania odpowiednich wzmocnień by nadwozie nie przełamało się w pół. Do tego sporo waży też mechanizm składania/rozkładania dachu. I pół biedy, jeśli to jest tylko miękki dach. W przypadku sztywnych, składanych dachów, cała konstrukcja jest na prawdę ciężka. A mimo zastosowania tych wszystkich wzmocnień, auto i tak ma niższą sztywność nadwozia niż wersja zamknięta, co skutkuje gorszym prowadzeniem. A do tego trudniej zapewnić kierowcy i pasażerom bezpieczeństwo w razie wypadku. No więc dlaczego ludzie kupują kabriolety?

Dawniej, w czasach gdy wszystkie samochody były oparte na ramie, problem sztywności nadwozia przy braku dachu był pomijalny. Jeśli dachu nie było w ogóle, nawet składanego (jak w większości dawnych aut wyścigowych), to otwarte nadwozie pozwalało zbudować lżejsze auto. Ale to było kilkadziesiąt lat temu. Obecnie praktycznie jedyne auta wyścigowe z otwartymi nadwoziami to bolidy F1 i tym podobne. I nawet tam pojawiają się głosy, by odejść od tego pomysłu, ze względu na kilka dość nieprzyjemnych wypadków w ostatnich latach. Od otwartych nadwozi odeszły także auta startujące w wyścigach długodystansowych (przynajmniej w klasie LMP1) - nawet za cenę nieco trudniejszej zmiany kierowców podczas pit-stopów.

źródło: google images
A mimo to, nadal potocznie mówi się o "sportowym roadsterze", "sportowym kabriolecie". No to gdzie ten sport? Został w latach 60-tych.

Oczywiście zwolennicy otwartych nadwozi zaraz powiedzą, że nie o sport tu chodzi, tylko o wrażenia. Owszem, w roadsterze prędkość jest bardziej odczuwalna - wydaje się, że jedziemy szybciej, niż w rzeczywistości. Ale czy nie jest to oszukiwanie samego siebie? Jest.

Następnym argumentem pewno byłby ten cały romantyzm jazdy kabrioletem. Słońce, wiatr we włosach itp. bzdury. Owszem, może to wyglądać interesująco, jeśli patrzymy na prospekty reklamowe kabrioletów. Rzeczywistość bywa jednak bardziej prozaiczna. W mieście, otwieramy dach i wdychamy chmury czarnego dymu emitowane z ekologicznych autobusów. I opary LPG z Lanosa Pana Henia, co to sobie sam instalację regulował. No ale przecież kabriolet nie jest do miasta! Trzeba jechać za miasto, na wieś, boczne drogi! I zamiast spalin, wdychać opary z leżących na polach krowich placków. Do tego wiosną, kichać przez pyłki. A w MX-5, kichnięcie prawdopodobnie oznaczać będzie wizytę w przydrożnym rowie. Rzeczywiście, sama radość.

źródło: google images
Są jeszcze "eleganckie kabriolety". Te wszystkie Rolls Royce'y, Bentleye itp. Co jest eleganckiego w tych autach nie zrozumiem nigdy - bardziej adekwatne byłoby określenie "ostentacyjne kabriolety". Że niby prestiż? W początkach motoryzacji, kabriolet był zazwyczaj najtańszą wersją danego auta. Więc o jakim prestiżu tu mówimy?

źródło: google images
O wersjach otwartych supersamochodów w ogóle szkoda pisać, bo te auta i tak właściwie nie jeżdżą, tylko stoją w garażach jako ozdoby, względnie powoli turlają się po modnych bulwarach. Jak już kiedyś pisałem - link.

No i są też totalnie zwykłe auta w wersji cabrio. Te wszystkie VW Golfy Cabrio, Ople Cascada itp. Które w ogóle są nie wiadomo dla kogo, bo ani to sportowe, ani eleganckie. Zaś jeśli chodzi romantyzm jazdy kabrioletem - W OPLU!?

źródło: google images
Zaś na koniec mamy te wszystkie amatorskie przeróbki na kabriolet. Z jakiegoś powodu niektórzy właściciele zwykłych aut są przekonani, że jak utną dach w swoim Tico, Matizie czy czymś podobnym, to samochód będzie wspaniały i efektowny. No i jest efektownie - po kilku kilometrach drzwi przestają się zamykać/otwierać/nadwozie łamie się w pół. 

źródło: google images
I te ostatnie są chyba odpowiedzią na pytanie, po co komu kabriolet. Ma być efektownie. Inaczej niż wszyscy? A że bez sensu? Od tego chyba są te wszystkie argumenty o wietrze we włosach itd. Różne dziwne motoryzacyjne mody przychodzą i odchodzą. Winylowe dachy, chromowane zderzaki, wiejski tuning itd. itp. Tylko kabriolety jakoś odejść nie mogą. Są nieracjonalne, niefunkcjonalne i totalnie bez sensu. W życiu nie chciałbym mieć auta z takim nadwoziem. Ale mimo wszystko ciesze się, że istnieją. Dlaczego? Bo sprawiają, że motoryzacja nie jest hobby tylko dla inżynierów. Że jest w niej miejsce na coś dziwnego i bezsensownego. Bo bez tego chyba byłoby nudno. No i o czym ja bym pisał? No właśnie, cały blog jest o motoryzacyjnych absurdach. Ale jednego bym bardzo chciał - niech ktoś w Japonii w końcu się ogarnie i zrobi MX-5 z normalnym nadwoziem coupe!

25 komentarzy:

  1. Im dłużej czytam twoje kolejne wpisy, tym bardziej uważam Cię za moto-pragnatyka :D
    Dźwięk? Po co komu jeśli to tylko hałas.
    Kabriolet? Niefunkcjonalny i nie szybki.
    I inne opisy :) Widać że inżynier ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... Aż do przesady. A przecież startujesz w KJSach. Czy to nie jest bezsensowne? Tracisz czas, pieniądze, niszczysz auto... Nic z tego nie masz... Poza FRAJDĄ.

      Dla niektórych jazda autem bez dachu to frajda. Jeżeli kogoś stać na to, żeby mieć 2 auta (bo jednak kabriolet jako daily driver jest dosyć niepraktyczny) to w czym problem? ;) Sam ostatnio stwierdziłem, że chętnie przygarnąłbym jakieś auto "w szmacie", jak to zwykłem mawiać. Nie musi być to nawet typowy kabriolet, wystarczyłby mi faltdach, byle poczuć wiatr w moich nędznych, krótkich włosach ;)

      Usuń
    2. Tak, jestem moto-pragmatykiem, inżynierem i nie widzę powodu by się z tym kryć ;) Wręcz jestem z tego dumny.

      A co do KJS:
      czas i pieniądze idą jakby nie patrzeć na jakąś poprawę moich umiejętności, więc nie uznałbym ich za stracone. Na frajdę też, oczywiście! Ale przy okazji ja coś zyskuję, staję się lepszym kierowcą i zdobywam wiedzę o sporcie samochodowym i budowie rajdówek. Niewiele, na podstawowym, amatorskim poziomie, ale zawsze. No i jest cel - wynik. Co zaś można zyskać dzięki jeździe kabrioletem/roadsterem? Gdzie jest w tym jakiś cel?

      A co do niszczenia auta - E36 nie szkoda :P

      Usuń
    3. hurgot sztancy28 lipca 2015 14:32

      miałem ostatnio identyczne przemyślenia - gdy na zewnątrz było 35 stopni, ja sobie stałem w korku w zimnym kombi, a obok mnie stał facet w volvo c70 z opuszczonym dachem i prażył się na słońcu... widać to lubi... aha, jeszcze za szczeniackich czasów widziałem gościa, który z pięknie zardzewiałego transita opluł gościa w nowiutkim Jaguarze xk8 - no prestiż obu urósł o 100 punktów!

      btw: cabrio na bazie Matiza ekstra (szczególnie, że zapuściło brodę) - ale takie samo na bazie Atosa stojącego w tle, to byłoby dopiero coś!

      Usuń
  2. "(...)jakie zalety ma auto z nadwoziem otwartym nad zwykłym coupe lub sedanem?"

    Może tutaj chodzi o odczuwalny wzrok pieszych i sfrustrowanych kierowców wracających z pracy swoim Passatem, który sprawia że czujemy się lepsi?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem parę cabrio ale... Jak jest zimno to nie pojezdzisz, jak jest upał to też nie za bardzo. To taki trochę zamiennik motocykla dla asekurantów i wygodnickich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hurgot sztancy28 lipca 2015 18:54

      dobre! cabrio to taki motocykl dla ciot :)

      Usuń
    2. Bardzo chętnie wszedłbym w posiadanie motocykla (bo na zakrętach pochyla się we właściwą stronę), ale bardzo niechętnie chciałbym się rozstać z integralnością swojej powłoki, zwłaszcza nie ze swojej winy.

      I do tego gorącym latem, w grubej skórze i innych utensyliach, wcale nie jest tak fajnie.

      Więc wolę roadstery.

      Usuń
    3. hurgot sztancy29 lipca 2015 06:35

      prawdziwy twardziel nie jeździ w grubych utensyliach tylko w dżinsach i koszulce! :)

      Usuń
    4. Już mam jedną pamiątkę po dżinsach.

      Usuń
  4. Zgadzam się z tobą co do dźwięku. W tym względzie zadowalałaby mnie wizja motoryzacji z Gattaci - klasyk z swapem na "jakiś" silnik wydający odgłosy odkurzacza acz osiągami bijący na głowę standardowy odkurzacz :)

    No ale kurczę... żeby kabriolety? W samochodach terenowych (które też są sportowe, tylko inaczej) brak dachu bywa przydatny. Dodatkowo większość cabrio jest dwumiejscowa - wymówka dla niewożenia wielu irytujących ludzi naraz. Teściowa też nie pojedzie bo przeciąg i niebezpieczne.

    Co więcej, nie każdemu (np. mi) odpowiada klimatyzacja a otwarte okna w klasycznym samochodzie nie zawsze się sprawdzają, blacha wpada w rezonans, wiatr świszczy, ogólnie cuda niewidy. Im mniejsza separacja od świata zewnętrznego tym lepiej, no ale to już moja subiektywna opinia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie Yossarianie. Przyznam się tu do wybryku kabrioletowego, jaki uczyniłem byłem jakiś czas temu. Być może był to po prostu kryzys wieku średniego. Otóż posiadając swego czasu Renault Clio I w kolorze czarnym, trzydrzwiowe, bez uchylnych okienek z tyłu zmuszony byłem podróżować każdego lata, w każdej podróży , w temperaturze 45 stopni niejakiego Celsjusza. Jako humanista z natury, a nieszczęsny inżynier z wykształcenia, nie szedłem jednak Pańską drogą racjonelnej oceny kabrioletów, lecz żyłem marzeniem obcięcia tego k... h... (brzydkie słowa) dachu. I pewnego dnia doznałem natchnienia, parkując u mechanika obok pojazdu Renault Twingo. Spojrzałem na auta z profilu, po czym nabyłem za 200 zł dach rolowany od w.w. pojazdu. Następnie znajomy blacharz za niewielkie kwoty wyrżnął dziurę w dachu mojego Clio. Pasowało jak ulał. Wyglądało to tak, jakby Renault planowało dokonanie tego samego dzieła fabrycznie, ale nie miało mojej lwiej odwagi.Użytkowałem ów unikalny egzemplarz przez dwa lata, dzięki czemu mogę wypowiedzieć się na temat racjonalności kabrioletów w życiu codziennym. One są cudowne! Po pierwsze nie da się w otwartym kabriolecie ugotować jajka na twardo, o ile mieszka się w naszej strefie klimatycznej- latem, w czarnym aucie, bez klimy robiłem co rano rodzinie jajecznicę na bekonie żeby zaoszczędzić na zużyciu gazu. Po drugie- wzrastają niepomiernie możliwości transportowe- mój rekord to ośmioosobowy stół. Spróbujże Pan przewieźć taki w normalnym Clio I. Dlatego ośmielę się wznieść okrzyk- Niech żyją kabriolety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy: niech żyją kabriolety, bo stanowią stylową alternatywę dla dostawczaków ;)

      Fakt, że wycięcie dziury w dachu Clio i tak nie obniżyło sztywności nadwozia tak mocno jak zrobiłoby to kompletne jego wycięcie i zrobienie "prawdziwego" cabrio.

      Usuń
    2. hurgot sztancy29 lipca 2015 15:02

      nie no, faltdach to nie cabrio... ramki w oknach są normalne, sztywność pozostaje podobna, bezpieczeństwo również, masa wzrasta nieznacznie podobnie jak czynnik "wnerwu przechodniów"

      Usuń
  6. Czepiasz się autorze bloga. Ja niby z jakiego powodu jeżdżę BX-em? Że niby starsze samochody były bardziej niezawodne? Cóż, mój BX nie był szczególnie zawodny, ale i nie był szczególnie niezawodny. Trudno dostać do niego części. Gdybym kupił takiego Peugeota 406 czy Lagunę I to pewnie miał bym mnie problemów. Ale jeżdżę BX-em bo... bo tak. Podobnie z kabrioletami, motocyklami czy pasjonatami militariów kupujących czołg. No dobra, tutaj naciągam moją argumentację, bowiem BX-a sprzedaję szukając czegoś bardziej normalnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie się wydaje, że odpowiedź jest bardzo prosta:
    1) kabrioletów jest niewiele, więc ludzie zwracają na nie uwagę,
    2) w kabriolecie znakomicie widać właściciela, więc może zadawać do woli szyku strojem, okularami, etc.

    Pozdrowienia z Tel Avivu, gdzie kabrioletów jak na lekarstwo - nie sprawdzają się, jest za gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zauważyłeś we wpisie są kabriolety i kabriolety. Patrząc przez pryzmat przeciętnego mieszkańca Izraela (profil psychologiczny tutaj), lub Polaka (profil...) jest to typ pojazdu niemal bezsensowny. Bo nie bardzo ma tzw. zastosowanie. Pozostaje więc chęć bycia widocznym lub przyjemność, zupełnie taka jaka płynie z jazdy motocyklem, a może bardziej skuterem. Jeśli jednak przeniesiemy się na spowolnione Lazurowe, albo takie greckie Cyklady, albo jakąś zapadłą okolicę na Balearach, albo dalej, to się okazuje, że istnieje morska bryza, niewiarygodne niebo nocą i tylko ten dach przeszkadza. Wtedy dochodzi do głosu zryte Uno cabrio, Panda Descapotable, Samurai czy tam Jimny, a nawet jakiś tam Opel jakiśtam. Po to się obecnie (no w miarę obecnie) produkuje Peugeoty CC, Megany cabrio, Pluriele, żeby to niebo TAM sobie oglądać i to atlantyckie, czy śródziemnomorskie, lekkosłonawe powietrze sobie wdychać. Pomieszkując czasem i dłużej w w/w okolicach nie zamykałem faltdachu / dachu na noc przez pół roku w roku. Oddzielną nieco kategorię stanowią TAM auta właścicieli jachtów (to są setki tysięcy ludzi), mieszkających na nich. Ci bardziej hipsterscy konserwują Visę z faltdachem, albo wożą się Mehari, co stanowi wyższą klasę od wożenia się Mercedesem. Jednak dotyczy to kręgu europejczyków, bo już Amerykanie, Arabowie, Rosjanie nie czują tej granicy wcale. Bo niby skąd? Za to stanowią target dla tych luksusowych pojazdów. W naszej, ludowej strefie klimatyczno - zapachowej to taki kabriolet rzeczywiście wypada słabo i trzeba mieć nieco samozaparcia, ale wystarczy pobyć trochę TAM i już wszystko wiadomo. I to jest tylko europejskie spojrzenie, a świat jest bardziej okrągły i są jeszcze wybrzeża Pacyfiku i stosześćdziesiątytysięcy wysp i wysepek z pięknymi nocnymi niebami, gdzie wiatr we włosach ma sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a wedle jakiśtam statystyk najwięcej kabrio kupują mieszkańcy Albionu...także ten.

      Usuń
    2. Bo w klimacie 35+*C wcale nie jest tak fajnie: idzie się wściec z gorąca (nawet w ruchu), udaru dostać i spalić na wiór. W naszym klimacie jest fajniej, a na wyspach, gdzie co prawda ciągle leje, ale śnieg oglądają najwyżej kilka dni w roku i zaraz sam znika, takie problemu nie grożą.

      Usuń
  9. Haha kocham Twoje artykuły! Całe życie myślałem "Fajnie byłoby mieć kabriolet"... aż do przeczytania tego tekstu :D Może napisz artykuł w stylu "Dlaczego nie warto kupować następnej pary cholernie drogich butów", uratowałbyś przed bankructwem wielu mężów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ad. Andziasss -> nic dodać, nic ująć.

    Do tej pory nie wyrwałem się z polskiej perspektywy.
    No tak, kabriolety mogą być użyteczne tam, gdzie klimat cieplejszy.
    Ot, to!

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że nie. Nasz klimat jest lepszy.

      Usuń
  11. Bo kabriolet to przepustka do gwiazd. Nie ma gwiazd w dzień ? Można nakleić na maskę. Wiatr i słońce ? A od czego jest kapelusz. ;)

    http://strzelamzdjecia.cba.pl/picture.php?/4379/category/129

    OdpowiedzUsuń
  12. Kabriolet jest spoko...ale nie w naszym klimacie, pojeździsz 3 miesiące i co do garażu :) No chyba że jako czwarte autko w rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jako właściciel Z3 starałem się zrozumieć ten artykuł.....ale przyznaje mi nie wyszło

    OdpowiedzUsuń

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL