niedziela, 20 marca 2016

News: elektroniczne opony, elektryczne samochody, stare Mitsubishi

Dawno nie było newsów na blogu. No cóż, nie ma zbyt wielu ciekawych nowości - kolejne SUV-y, crossovery itp. Ile można o tym pisać... No ale coś się jednak znalazło

1. Proszę zresetować opony

Goodyear zaprezentował niedawno dwie osobliwe nowości oponiarskie. Jednak nadal są ludzie, próbujący wynaleźć koło od nowa. To dobrze! Pierwszą z tych nowości jest coś takiego:


Opona w kształcie kuli - Eagle 360. Wzorowana jest na jednym z gatunków koralowca - Diploria labyrinthiformis. Zwany także "mózgowcem".


Oczywiście zastąpienie sferami zwykłych samochodowych kół i opon nie jest proste.Goodyear wymyślił, że ma to się odbyć przy pomocy magnetycznej lewitacji. Skąd miałaby się wziąć energia potrzebna do zasilenia takiego układu - nie podano. W końcu to tylko koncept, póki co bez szans na seryjną produkcję. Choć takie rozwiązanie miałoby wiele zalet. Np. tak zbudowany samochód miałby na prawdę świetną manewrowość. 

Stąd też kształt bieżnika wzorowany na koralowcu - taka "opona" musiałaby się jednakowo zachowywać niezależnie od kierunku poruszania się pojazdu. Choć mi osobiście kojarzy się on z bieżnikiem stosowanym w oponach szutrowych.

Do tego Eagle 360 miałoby zmieniać swoje właściwości, zależnie od warunków. Jak konkretnie miałoby to być rozwiązane - również nie podano.

Drugą zaprezentowaną nowością, już o konwencjonalnym kształcie, jest Goodyear IntelliGrip. Stanowi ona rozwiniecie pomysłu montowania w autach czujników mierzących ciśnienie w oponach. Takie czujniki stosowane są obecnie i, w zdecydowanej większości przypadków, nie działają poprawnie i tylko generują koszta i problemy dla użytkowników. Goodyear twierdzi, że wszystko będzie lepiej, gdy czujniki będą zintegrowane z oponami. I będą monitorować nie tylko ciśnienie, ale także warunki pogodowe, zużycie opony itp. No pięknie. Gorzej tylko, że pewno będzie to działać jak zwykle - czujniki będą ciągle generować błędne odczyty itp. Już widzę jak w ASO rozmaitych marek będziemy mieli usługę "Reset opon - 500 zł". No ale, bądźmy optymistami.


Obie opony są pomyślane jako wyposażenie przyszłych samochodów autonomicznych. Czyli niewymagających kierowcy (było już o tym na blogu: tu i tu). W sumie ma to nawet sens - opona powiadomi komputer sterujący samochodem o mokrej nawierzchni, a ten dostosuje zachowanie do warunków. Gorzej tylko, ze w realnym świecie takie auta będą obłożone wieloma regulacjami itp. I przez to będą się poruszać na tyle wolno, że nie będzie znaczenia po jakiej nawierzchni jadą.

A swoją drogą, opony to były do niedawna chyba jedynym elementem samochodów, w których nie bardzo mogły wystąpić problemy z elektroniką. No to w przyszłości możemy się spodziewać zmiany tego stanu rzeczy.

2. I po dopłatach

Pewien osobnik z Singapuru postanowił kupić sobie samochód elektryczny. Konkretnie chodzi o Teslę Model S. Liczył m.in. na atrakcyjne dopłaty dla ekologicznych, które są tam przyznawane. Okazało się jednak, że zamiast dostać 10 800 dolarów, musi niemal tyle samo zapłacić. Za co? Za użytkowanie wyjątkowo trującego środowisko samochodu!


No ale Tesla jest elektryczna, ekologiczna i w ogóle, jakby miała rurę wydechową to by z niej wylatywały tylko kwiatki i małe foczki, więc w czym problem? Okazuje się, że w tym, skąd ta elektryczność się bierze. Otóż w Singapurze policzono ile faktycznie dwutlenku węgla zostanie wyemitowane przy wytwarzaniu energii potrzebnej do napędzenia tego samochodu i wyszło im, że przeciętne auto benzynowe jest zdecydowanie przyjaźniejsze dla środowiska. 

Oczywiście producent twierdzi, że obliczenia są niepoprawne i na pewno uda się wytłumaczyć singapurskim urzędnikom ich błąd. Póki co, jednak się nie udało.

Inna sprawa, że wyprodukowanie energii to jedno, a produkcja i późniejsza utylizacja akumulatorów do takiej Tesli ma dużo gorszy wpływ na środowisko niż dwutlenek węgla. Do tego jak na razie nikt się nie przyczepił, niestety. No poza jakimiś blogerami, których mało kto czyta.

3. Oficjalny zespół rajdowy Mitsubishi

Lancer Evolution X przestał być produkowany w zeszłym roku i zostanie zastąpiony hybrydowym SUV-em/crossoverem. I to nie wiadomo kiedy. Space Star R5 powstał bez żadnego udziału fabryki i ma permanentny problem z uzyskaniem homologacji. A w tych imprezach, w których go dopuszczą do startu, ma problem z dojechaniem do mety.

Mimo to, znów powstał... oficjalny rajdowy zespół Mitsubishi! Konkretnie w Hiszpanii - bo to w tamtejszych mistrzostwach ma startować. Czym mają jeździć? Oczywiście Lancerem Evo X - sprawdzonym na każdym poziomie rywalizacji, w każdej chyba serii rajdowej. Tu w specyfikacji N-grupowej. Wsparcia udziela też firma Repsol.


Póki co załoga Cristian García/Rebeca Liso wystartowała w Rajdzie Wysp Kanaryjskich (zwycięstwo w klasyfikacji Mistrzostw Hiszpanii - nie byli zgłoszeni do ERC) oraz w Rajdzie Teneryfy (też zwycięstwo). Wyniki pokazują, że w zabytkowym, jak na rajdowy świat, Lancerze nadal można z powodzeniem rywalizować przeciw autom R5. Do tego od następnej rundy, zespół mają uzupełnić dwa kolejne Evo z załogami Alberto Monarri/Rodrigo Sanjuán i Jan Solans/Mauro Barreiro. 

Sam nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony Mitsubishi robi co może, by nie być kojarzone z rajdami, z drugiej wystawia oficjalny zespół, ale tak "po cichu" - tylko w mistrzostwach Hiszpanii. No cóż, pozostaje życzyć im jak najlepszych wyników, co może przekona kogoś wyżej postawionego w japońskiej marce, że jednak warto zająć się znów na poważnie sportem samochodowym.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL