wtorek, 16 października 2018

Motohistoria: Gyrocar

Czytając książkę "Kuba - wyspa gratów" zacząłem rozdział o autobusach Giron... i tam był wspomniany Autobezsens oraz wpis o tych pojazdach, który kiedys tu zrobiłem (do poczytania tutaj). Aż mi się głupio zrobiło, że zajęty startami i ogólnie życiem prywatnym, zapomniałem niemal o blogu, który tyle czasu tworzyłem. Dało mi to motywację do tchnięcia nieco zycia w Autobezsens i zrobienia kolejnego wpisu. Mogły to być znów Lekcje Amatorskiego Motorsportu, gdyż udało mi się wygrać w ostatnią niedzielę klasę na szutrowym SKJS. Ale nie... Autobezsens ma być o bezsensownych pojazdach. I taki dziś będzie wpis. A zainteresowanych moimi rajdowymi przygodami odsyłam na fanpage "Miejsce na Twoją Reklamę Rally Team", gdzie jest na razie krótka relacja, a pojawią się niedługo onboardy itd. A teraz wracamy do absurdalnej motoryzacji!

Jakiś czas temu opisywałem historię pojazdu zwanego Scripps-Booth BiAutogo. W założeniu miał on być połączeniem wszystkich w̶a̶d̶ zalet motocykla i samochodu. Wyszło dziwnie, ale nie był to jedyny w historii przypadek dwukołowego samochodu.

Pierwszy pomysł na coś takiego pojawił się w książce autorstwa Kennetha Browna, zatytułowanej "Two Boys in a Gyrocar: The story of a New York to Paris Motor Race" ("Dwóch chłopców w żyrosamochodzie: historia wyścigu Nowy Jork - Paryż" - ależ mi wyszło tłumaczenie...). Wydano ją w roku 1911. 

Zainspirowała ona rosyjskiego hrabiego, Piotra Szyłowskiego. Był on prawnikiem i jednocześnie należał do rodziny carskiej. W przeciwieństwie jednak do typowego prawnika, miał też zainteresowania inne niż bycie aroganckim nudziarzem. Po lekturze wspomnianej wyżej książki, zaprojektował prawdziwego Gyrocara. Czyli dwukołowy pojazd z nadwoziem przypominającym samochodowe. Równowaga miała być, zgodnie z nazwą utrzymywana dzięki żyroskopowi. Wykonanie projektu zlecono angielskiej firmie Wolseley. W projekcie wziął udział inżynier Louis Brennan, który wsławił się żyroskopowym pojazdem szynowym, opatentowanym w roku 1903. W każdym razie opisywany dziś pojazd był gotowy w roku 1913.


Pod maską umieszczono silnik Wolseley C5 o mocy 16-20 KM (zależnie od źródła). Napędzał on tylne koło poprzez konwencjonalną skrzynię biegów i sprzęgło. Co ciekawe, nie było żadnych hamulców przy kołach, tylko jeden przy skrzyni. Za równowagę odpowiadał żyroskop o średnicy około metra (40 cali), kręcący się z prędkościa 3000 obr./min. Cały pojazd ważył 2,7 tony i mógł zabrać na pokład maksymalnie sześć osób. Interesujący jest fakt, że był to jeden z pierwszych pojazdów wyposażonych w dwa elektryczne wiatraki mające poprawić chłodzenie.

Zaletą Gyrocara miały być bardzo dobre zdolności terenowe, a jednocześnie łatwość prowadzenia. Podobno podczas demonstracji pojazd był na tyle stabilny, że bez trudu pokonywał zakręty przy bardzo niskiej prędkości (wolniej niż chód przeciętnego człowieka), a nawet mógł stać w miejscu nie przewracając się. Niestety, owe zakręty musiały mieć nadal spory promień. Co właściwie negowało jakiekolwiek zalety jeśli chodzi o dojeżdżanie w trudno dostępne miejsca.

Projekt został więc porzucony. Podobno Piotr Szyłowski zakopał Gyrocara w ziemi po tym jak usłyszał, że Breannan zginał w I Wojnie Światowej. Informacja okazała się jednak fałszywa (Louis Brennan dożył roku 1932, gdy wpadł pod samochód w Szwajcarii i zmarł na skutek odniesionych obrażeń). Gyrocar został więc wykopany. Ostatenie pojazd został zniszczony w roku 1948. W jaki sposób i dlaczego - nie udało mi się dowiedzieć. 

Na koniec zdjęcie żyroskopowego pojazdu szynowego Louisa Brennana:


Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL