czwartek, 25 stycznia 2018

Handlowy Hit: edycja tuningowo-ukraińska

Obciachowy tuning w Polsce dawniej był czymś bardzo unikatowym. Cały świat modyfikcacji aut inspirował się wtedy filmami "Szybcy i Wściekli". Tylko, że jeśli ktoś w Europie Zachodniej widział w filmie np. oblepionego spojlerami Mitsubishi Eclipse, to w realnym świecie oblepiał sppojlerami swojego Mitsubishi Eclipse. Natomiast w naszej części Europy, widok spojlerów na Mitsubishi powodował pojawianie sie spojlerów na Fiacie 125p (oraz Calibrach, Golfach itd. ale to inna sprawa) Dawało to unikatowe połączenie PRLu z amerykańską filmową wizją wyścigów ulicznych. powinni nakręcić F&F: Poland Racing League (PRL) - Vin Diesel mógłby w takiej produkcji jeździć Polonezem 1.9 diesel.

Dziś jednak krajowa scena obciachowego tuningu jest zdominowana przez styl "stance" - nisko, szeroko i bez szans na jazdę z prędkością powyżej 5 km/h. A motoryzacyjne relikty minionej epoki zyskały status klasyków i ceny ustalane przez handlarzy-spekulantów. Prawie nikt już nie bawi się w spojlerowy tuning Maluchów i Polonezów. Tymczasem jednak, tuż za wschodnią granicą, styl spojlerowo-komunistyczny ma się świetnie. Przynajmniej patrząc po tamtejszych ogłoszeniach. Dziś mały przegląd, co w nich można znaleźć.

W ogóle przed dalszą lekturą można poczytać pewien stary wpis objaśniający nieco pojęcia związane z obciachowym tuningiem. Ale bez dalszego przynudzania! Patrzymy w ogłoszenia:

1. Płomienie i kątówka

Najpierw delikatnie, WAZ-Łada 2101: dwukolorowe malowanie (chyba sprayem) i płomienie na masce. Do tego otwory na masce wycięte chyba kątówką (choć wydaje się, że dość starannie). A w środku tuningowa kierownica i gadżety. 




2. Spojlery i naklejki

Znów Łada 2101, tylko tym razem mocniej zabrano się za "poprawę" estetyki. Mamy więc wloty w stylu BMW nalepione na przodzie, spojler i mnóstwo naklejek. Tak  z zewnątrz jak i w środku. 


Do tego wnętrze przyozdobione jest skórą sztucznego geparda. Na uwagę zasługuje także mieszek drążka zmiany biegów.

W opisie zaś mamy informację, że silnik od remontu przejechał "3000 tyś. km"... Czyli trzy miliony km... Cóż, radziecka technologia jak widać jest trwała.


3. Tavria

Jakaś Tavria musi znaleźć w tym zestawieniu. Padło na egzemplarz z przepięknie dopasowanym zderzakiem i spojlerem:




4. Powiew zachodu na wschodzie

Styl "stance" dociera jednak i na Ukrainę. I to od razu ze stickerbombą:





W ogóle jest to ewenement na Ukrainie, bo większość dzisiejszych tuningowych pojazdów nie ma zmniejszonego prześwitu. Czasem jest wręcz przeciwnie. Za co winę ponosi najprawdopodobniej stan dróg w krajach byłego ZSRR.

5. Kobra

ZAZ 968 na oponach o ogromnym profilu nie wyróżniałby się jakoś bardzo mocno, gdyby nie wlot powietrza do silnika. Ów element miał chyba przypominać kobrę. Wyszło tak:


Cóż, żałuję, ze w ogłoszeniu nie ma ani jednego zdjęcia przodu tego pojazdu.




6. ZAZ Soviet Stance

Kolejny przypadek ogromnych kół i sporego prześwitu. Można by taki styl tuningowy nazwać "soviet stance". Do tego doprawiony spojlerami i "żaluzją" na tylnej szybie. Klasyka!




7. Skoda Favorit

A żeby nie było tak tylko radziecko, to i czeskie auto dostało soviet stance:



8. Wartburg

No i na koniec to co bardzo lubię, czyli niedokończony projekt. Ktoś przerabiał Wartburga 1.3 na.... sam nie wiem na co.... na coś innego!




Podsumowanie

Coraz więcej Ukraińców przyjeżdża do Polski pracować. Co jest w porządku. Sam znam kilka osób tej narodowości. Muszę się ich przy okazji zapytać jednak, dlaczego oni i ich rodacy przyjeżdżają do nas normalnymi samochodami, a nie podobnymi do aut z powyższych ogłoszeń! Może i sam nazywam to wszystko obciachowym tuningiem, ale jedno trzeba przyznać - to nie jest ślepe kopiowanie zagranicznych wzorców (gleba, stens, spas), a raczej przekładanie zachodnich pomysłów na lokalne warunki oraz doprawianie wszystkiego własną inwencją. W polskiej scenie tuningowej jakby to w większości zniknęło. Za wschodnią granicą ma się jednak jak widać całkiem nieźle.

Ogólnie ukraińska wersja znanego portalu z ogłoszeniami to istna kopalnia tego typu pojazdów. Musi tam ich jeździć na prawdę sporo! Wpisanie w wyszukiwarkę hasła тюнинг (czyli "tuning") pozwala zobaczyć na prawdę ciekawe auta. Pochwalcie się w komentarzach co udało się Wam znaleźć! Disqs zapewne część komentarzy z linkami uzna za spam, ale postaram się je przywracać w miarę szybko, dlatego jeśli Wasz komentarz nie pojawi się od razu, proszę o cierpliwość.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

News: ekrany z rybą w Nissanie

Tak, tytuł wpisu jest idiotyczny. Ale pasuje do idiotycznego auta, które będzie tu opisane. Ciężko obecnie o coś prawdziwie idiotycznego w motoryzacji. Tzn. głupot w rodzaju kolejnych SUVów i crossoverów jest pełno. Na tyle pełno, że nikomu się o nich nie chce już czytać. Ale tak prawdziwie wyróżniającej się głupoty, takiej by auto było godne opisania na tym blogu, to dawno nie było w nowościach. Aż do teraz.


Tym bardziej zaskakujące, że ową głupotą jest właśnie kolejny SUV. Zazwyczaj tego typu auta wszystkie wyglądają tak samo nudno, jeżdżą tak samo beznadziejnie i są tak samo skierowane do młodych, aktywnych i dynamicznych ludzi. Ludzi, którzy tych aut nie kupią bo jak się jest młodym, aktywnym i dynamicznym, to się chce coś ciekawego, a nie crossovera, który wygląda jakby go stworzono tylko po to, by wygodnie przywieźć sobie do domu kupiony na kredyt telewizor i bezmyślnie się weń gapić. Dynamicznie i aktywnie że hej... Bo ani do wypadów gdzieś w teren, ani tym bardziej do jakiejkolwiek sportowej jazdy się żaden crossover ani SUV nie nadaje. Innymi słowy nie ma o czym pisać, bo ile razy można w kółko powtarzać, że tego typu auta są bez sensu. Ludzie którzy je kupują i tak będą to robić nadal, wmawiając sobie, że są młodzi i dynamiczni bo reklamy w TV tak mówią. A Ci, którzy za SUVami i crossoverami nie przepadają, też mają dość czytania oczywistych dla nich rzeczy.

Jednak to nie typ nadwozia opisywanego dziś pojazdu stanowi o jego absurdalności, lecz wnętrze. W zaprezentowanym podczas salonu samochodowego w Detroit, Nissanie Xmotion wygląda ono bowiem tak:


No dobra, concept car, do produkcji takie coś raczej nie trafi. Co najwyżej trochę pomysłów z niego przejdzie w okrojonej formie do drogowych Nissanów. Tak czy inaczej brzydko nie jest. Nietypowo, owszem, ale nie brzydko. To o co ja się czepiam?


O ekrany. Jest ich aż siedem. Przycisków zaś brak. Wszystko ma być sterowane dotykowo oraz za pomocą gestów i ruchu oczu kierowcy i pasażerów. Dzięki czemu jeśli podczas jazdy zechcemy skorzystać z funkcji jakie daje nam samochód, to będziemy mieli do wyboru:

- oderwanie wzroku od drogi i szukanie na którym z ekranów dotykowych jest akurat to, z czego chcemy skorzystać. 
- oderwanie rąk od kierownicy i gestykulowanie, w nadziei, że system poprawnie odczyta nasze wymachiwanie ręką i odpali co trzeba.
- spoglądanie co raz to w inne kierunki, żeby system rozpoznawania ruchu oczu zadziałał. O patrzeniu na drogę można zapomnieć
- wszystko powyższe w dowolnych kombinacjach

No i jest jeszcze sterowanie głosem. Czyli jedyne w tym wszystkim co ma sens i jakąś szanse zadziałać bez powodowania zagrożenia na drodze.

Aby w ogóle włączyć to wszystko zastosowano weryfikację użytkownika poprzez czytnik linii papilarnych. Ok, druga sensowna sprawa. A jak już się owo "wszystko" włączy, to między ekranami poruszać się będzie wirtualna ryba gatunku koi. Będzie ona służyć za asystenta dla użytkownika.


A silnik? A po co komu silnik... Nic nie wiadomo o źródle napędu, czyli zapewne go nie ma.


Concept cary nie mają być sensowne. Mają budzić zainteresowanie oraz wskazywać przyszłość aut danego producenta. Xmotion niewątpliwie zainteresowanie wzbudza. I pokazuje, ze przyszłością Nissana są SUVy z wirtualną rybą i przesadnie skomplikowaną obsługą urządzeń pokładowych. Zapewne fani marki nie mogą się tej przyszłości doczekać...


sobota, 6 stycznia 2018

Zbiór Dziwnych Fur część 24

Na normalnych blogach są jakieś tam podsumowania roku 2017. Ale Autobezsens nie jest normalny, lat nie liczy i dlatego zapraszam na kolejny Zbiór Dziwnych Fur. Tym razem będzie mocno japońsko, ale też nieco rosyjsko.

1. Autech Varietta, A-style i Version

W ostatnim wpisie wspomniałem o przeróbkach dokonywanych przez firmę Autech. W ramach dzisiejszego ZDF przyjrzymy się nieco bliżej trzem z nich.


Silvia Varietta to wersja cabrio Nissana S15 Silvia. Powstała na bazie modelu Spec-S, czyli z wolnossącym silnikiem SR20DE (2.0 R4, maksymalna moc: 165 KM w wersji z manualną skrzynią i 160 KM w wariancie z przekładnią automatyczną). Mechanizm składanego dachu dokładał 100 kg do wagi samochodu i podnosił masę do 1330 kg (wariant z przekładnią manualną). Co w połączeniu z niższą sztywnością nadwozia sprawiało, że auto prowadziło się zdecydowanie gorzej od seryjnego S15. W internecie można też znaleźć informację, że fotele w Silvia Varietta były obszyte materiałem o nazwie Morphoton. Był on efektem współpracy Nissana, Teijin Limited i Kawashima Textile Manufactures. Miał dawać różny odcień zależy od kata padania światła. Jakoś jednak na zdjęciach S15 tego efektu zbytnio nie widać.

Drugą ciekawostką jeśli chodzi o S15 przerabiane przez  Autech jest model Style-A. Tutaj zostawiono dach w spokoju, a zajęto się stylistyką. Postanowiono czerpać inspiracje z... Ferrari. Stąd zmieniony wlot powietrza w przednim zderzaku, przywodzący na myśl pojazdy włoskiej marki. A także potężna ilość beżowej skóry we wnętrzu. Autech A-style był budowany zarówno na bazie Nissana Silvia Spec-S (wolnossący SR20DE) jak i Spec-R (turbodoładowany SR20DET o maksymalnej mocy 250 KM).


Po tych dwóch dość bezsensownych wersjach czas na jedną sensowną: Autech Version. Tutaj Postanowiono wziąć podstawową S15 Spec-S i uczynić z niej auto mogące zbliżyć się osiągami do Spec-R. SR20DE otrzymał więc nowe kolektory dolotowy i wydechowy, podniesiono stopień sprężania z 10,1:1 do 11,7:1 oraz zamontowano inne wałki rozrządu. Dzięki tym modyfikacjom osiągnięto maksymalną moc na poziomie 200 KM. Zamontowano też lżejsze koło zamachowe i krótsze (4,083:1) przełożenie główne, oraz 6-ścio biegową skrzynię manualną i dyferencjał ze Spec-R. Zastosowano też większe hamulce.



2. Rosyjski Eclipse dragster

W Rosji mają rozmach, jeśli chodzi o 1/4 mili. Firma Full Power Racing postanowiła zbudować porządnie szybki samochód do jednej z klas, gdzie dozwolony jest tylko przedni napęd. Oczywiście najważniejszym elementem dragstera jest silnik. Trzeba wybrać coś z dobrym potencjałem na modyfikacje. Słynny 2JZ-GTE Toyoty byłby najlepszy. Japończycy montowali go wzdłużnie, w autach tylnonapędowych. Rosjanie jednak stwierdzili, że oni go wepchają poprzecznie i będą napędzać tylko przednie koła. I tak zrobili. Pod maską ich Mitsubishi Eclipse mamy więc taki widok:


3-litrowy R6 ma obrobioną głowicę, kute tłoki, korbowody i wał, zamontowaną turbosprężarkę GTX4202. Do tego wtryskiwacze 1600 ccm/min. Daje mu to 1127 KM mocy maksymalnej i 1015 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Moc jest przenoszona na koła poprzez 4-biegową skrzynię manualną powstałą w oparciu o obudowę skrzyni z Lancera Evo i robione na zamówienie przełożenia.


Tak przygotowany Eclipse jest w stanie pojechać 1/4 mili w 9,121 sekundy i osiągnąć na mecie 275,48 km/h. Czyli bardzo szybko jak na auto przednionapędowe i stan rosyjskich torów do 1/4 mili. 


Choć oczywiście do najszybszych dragsterów FWD mu jeszcze sporo brakuje - jakby ktoś chciał poczytać o autach klasy Pro FWD, to zapraszam do jednego z poprzednich wpisów.

3. Toyota Publica Sports

A teraz czas na jakieś bardziej fabryczne dziwadło. W roku 1961, rozpoczęła się produkcja Toyoty Publica - małego autka, które miało służyć jako podstawowy środek transportu japońskiej rodziny. Publica napędzana była dwucylindrowym silnikiem o pojemności 697 ccm (moc maksymalna 28 KM), łączonym z 4-biegową ręczną, lub 2-begową automatyczną przekładnią. Napędzane były koła przednie. Bardziej interesujący jest jednak pochodzący z 1962 roku prototyp Toyoty Publica Sports:


Najbardziej rzucającą się w oczy cechą prototypu jest oczywiście brak drzwi. Dach wraz z szybami bocznymi i tylną, zamontowane były na szynach. Aby wejść do środka, należało więc odsunąć do tyłu tą "kopułę". Autem podróżować mogły dwie osoby.


Mechanicznie było to to samo co zwykła Publica. W tej formie auto nie weszło do produkcji, jednak trzy lata później, w roku 1965, Toyota pokazała model Sports 800. Drzwi już były normalne, ale za to dostępne było nadwozie typu targa. Pod maską zastosowano dwucylindrowy silnik o pojemności 790 ccm i maksymalnej mocy 45 KM. Co dawało zupełnie znośne osiągi biorąc pod uwagę masę auta na poziomie 600 kg.


Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL