piątek, 6 maja 2016

Motohistoria: LincVolt

Dziś znów wpis mocno związany z muzyką (z resztą nie pierwszy raz na blogu: link). Przedstawię dziś dość nietypowy egzemplarz Lincolna, zwany LincVolt:


Zaś teraz proponuję odpalić sobie w tle poniższy utwór (tekst może i bez sensu, ale jak to jest zaśpiewane i zagrane!):


Dlaczego akurat trafia tu muzyka Neila Younga? No po pierwsze dlatego, że bardzo lubię słuchać jego grania. Zaś drugim powodem jest to, że LincVolt został skonstruowany na zlecenie właśnie tego artysty i stanowi jego własność.

Zwykły kabriolet Lincoln Continental z 1959 roku został w tym wypadku przerobiony na pojazd hybrydowy. I to od razu na tzw. hybrydę szeregową - silnik spalinowy służy tylko jako generator dla silnika elektrycznego.


Najpierw powstał prototyp - stworzeniem go zajął się Johnathan Goodwin z firmy H-Line Conversions. Nie ma o tym pojeździe zbyt wielu informacji, ale podobno generatorem był silnik Wankla pochodzący z Mazdy. Nie wiadomo niestety który, choć rekordowo awaryjny Renesis z modelu RX-8 mógłby być mocnym kandydatem jeśli konstruktorom chodziło o zdobywanie punktów absurdu. W każdym razie cokolwiek to było, zapewniało energię dla elektrycznego silnika o mocy 15 kW dostarczonego przez firmę UQM. Moc niewielka, ale to tylko prototyp.

Następnie, gdy stwierdzono, że projekt daje jakąś tam nadzieję, przystąpiono do budowy na poważnie. Tym razem realizacją zajęła się firma Roy Brizio Street Rods we współpracy z Perrone Robotics, a także Johnattanem Goodwinem.

Koncepcja nie została mocno zmieniona w stosunku do prototypu, lecz zamiast silnika Wankla, generatorem została mikroturbina spalinowa Capstone o mocy 30 kW. Zaś silnik elektryczny znów zamówiono w firmie UQM. Jednak tym razem był on znacznie mocniejszy - 145 kW. Do tego auto posiadało baterie litowo-żelazowo-fosforanowe firmy Thunder Sky. Mogły one być ładowane niezależnie od generatora, np. podczas postoju w garażu (plug-in-hybrid).


Samochód został zaprezentowany podczas targów SEMA w 2010 roku. Prezentacji dokonał sam Neil Young.
It's better to burn out
than it is to rust

       - Neil Young "My my , hey hey (Out of the blue)"
Długo nie pojeździło. Tego samego roku doszło do pożaru podczas ładowania akumulatorów. LincVolt został znacznie uszkodzony.


Jednak podjęto decyzję o odbudowie i przy okazji ulepszeniu auta. Jako generator tym razem posłużył 4-cylindrowy silnik Forda (Duratec o pojemności 2,3 litra pochodzący z modelu Escape), pracujący w cyklu Atkinsona i napędzany biopaliwem (etanol celuozowy, uzyskiwany z drewna, słomy i niejadalnych części roślin). Połączono go z silnikiem elektrycznym UQM o mocy 145 kW. Naładowanie baterii zajmuje od godziny (gdy LincVolt się nie porusza i jest ładowany przez generator) do 6 godzin przy podłączeniu do sieci elektrycznej i wyłączonym generatorze. Zasięg w trybie czysto elektrycznym wynosi maksymalnie 50 mil (80 km), choc jak twierdzi sam Neil Young, zazwyczaj nie udaje mu się tak przejechać więcej niż 40 mil (64 km).


W zeszłym roku zepsuło się i Neil musiał wzywać pomoc drogową. Do tego momentu LincVolt przejechał ponad 40 000 mil (około 64 000 km). Nie za wiele, jak do pierwszej awarii unieruchamiającej auto, no ale w sumie w słynnych 1.4 TSi bywa gorzej.


Cóż, pewno znów zostanie naprawione i Neil Young będzie nim dalej jeździł. Choć do tej pory projekt kosztował już milion dolarów. Drogi, wolny, ciężki i awaryjny samochód elektryczny może nie jest najsensowniejszym pojazdem świata i nie stanowi zagrożenia dla aut spalinowych, ale ma jedną sensowną cechę. Pokazuje, że samochód elektryczny nie musi stanowić wizualnego koszmaru. Z jakiegoś powodu producenci ubzdurali sobie, że jak coś jest elektryczne to musi być paskudne - Nissan Leaf i wnętrze Tesli to tylko niektóre przykłady. Dobrze, że LincVolt pokazuje, że można inaczej.

A tutaj Neil Young demonstruje LincVolta:


Projekt ma też swoją oficjalną stronę: http://www.lincvolt.com/

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Facebook

AUTOBEZSENSOWY MAIL